go chodzili razem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- JOWISZ W ZNAKU RAKAZnaczenie oraz pełny wpływ Jowisza w znaku Raka, daje się zauważyć dopiero w środku życia, ponieważ pozycja taka, gdy chodzi o znak Raka,...
- John chodził po nierównym stożku przez ponad godzinę, co chwila przestawiając dwuobiektywowe soczewki w szybce hełmu na coraz dłuższe okresy, aby spenetrować...
- — Dokąd tym razem?— Fort Bragg...
- da siy sprawiedliwoci, usprawiedliwiono si,iby sprawiedliwe i silne byy razem i aby bypokj, ktry jest najwyszym dobrem...
- — O co chodzi? — zapytał Pawldo, podejrzewając, że oto spokojny poranek dobiegł końca...
- Zamiast tego nauczyli je wojaczki, nauczyli szpiegować i chodzić na zwiady...
- hłasko marek, dom mojej matki (rtf)Chodziłem czasem na przedmieście i wałęsałem się godzinami po piaszczystych i krzywych uliczkach, gdzie przycupnęły...
- Melanię to wszystko razem więcej śmieszyło, niż irytowało, Felicja była wściekła, miała własne poglądy na nakrycie stołu i nie przywykła, żeby nią ktoś...
- prac¹ rodziny i szko³y, sta³ siê w Polsce tak powszechnie stosowany, ¿e nikomu nie przychodzi do g³owy zastanowiæ siê, o co tutaj w³aciwie chodzi...
- Siej myli pokoju drogami, ktrymi chodzisz, aby stay na stray tych, ktrzy stpa po nich bd w smutku i zwtpieniu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
W końcu pani schwyciła doktora za rękę i rzekła
błagalnym tonem:
– Ale swoją drogą niech pan do nas przychodzi. Może też Bóg
da!... On tak się uspakaja po każdej pańskiej wizycie...
Doktor obiecał, a pani wróciła do domu jakby spłakana. Pan też,
skutkiem przymusowego siedzenia, zrobił się jakiś drażliwy i zwątpia-
ły. Zaczął wymawiać żonie, że jest zanadto o niego troskliwa, że on mimo to umrze, a w końcu zapytał:
– Czy nie powiedział ci doktor, że ja nie przeżyję kilku miesięcy?
Pani zdrętwiała.
– Co ty mówisz? – rzekła. – Skąd ci takie myśli?... Chory wpadł w
gniew.
– Oo, chodźże tu do mnie, o tu!... – mówił gwałtownie, chwytając
ją za ręce. – Patrz mi prosto w oczy i odpowiadaj: nie mówił ci doktor?
I utopił w niej rozgorączkowane spojrzenie. Zdawało się, że pod
tym wzrokiem mur wyszeptałby tajemnicę, gdyby ją posiadał.
Na twarzy kobiety ukazał się dziwny spokój. Uśmiechała się ła-
godnie, wytrzymując to dzikie spojrzenie. Tylko jej oczy jakby szkłem zaszły.
– Doktor mówił – odparta – że to nic, tylko że musisz trochę wypo-
cząć...
Mąż nagle puścił ją, zaczął drżeć i śmiać się, a potem machając rę-
ką rzekł:
NASK IFP
UG
Ze zbiorów „Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej” Instytutu Filologii Polskiej UG
21
– No widzisz, jakim j a nerwowy!... Koniecznie ubrdało mi się, że
doktor zwątpił o mnie... Ale... przekonałaś mnie... Już jestem spokojny!...
I coraz weselej śmiał się ze swoich przywidzeń.
Zresztą taki atak podejrzliwości nigdy się już nie powtórzył. Ła-
godny spokój żony był przecie najlepszą dla chorego wskazówką, że
stan jego nie jest złym.
Bo i z jakiej racji miał być zły?
Był wprawdzie kaszel, ale – to z kataru oskrzeli. Czasami, skutkiem długiego siedzenia, pokazywała się krew – z nosa. No, miewał też jakby gorączkę, ale właściwie nie była to gorączka, tylko – taki stan nerwowy.
W ogóle czuł się coraz zdrowszym. Miał nieprzepartą chęć do ja-
kichś dalekich wycieczek, lecz – trochę sił mu brakło. Przyszedł nawet czas, że w dzień nie chciał leżyć w łóżku, tylko siedział na krześle ubrany, gotowy do wyjścia, byle go opuściło to chwilowe osłabienie.
Niepokoił go tylko jeden szczegół.
Pewnego dnia kładąc kamizelkę uczuł, że jest jakoś bardzo luźna.
– Czybym aż tak schudł?... – szepnął.
– No, naturalnie, że musiałeś trochę zmizernieć – odparła żona. –
Ale przecież nie można przesadzać...
Mąż bacznie spojrzał na nią. Nie oderwała nawet oczu od roboty.
Nie, ten spokój nie mógł być udany!... Żona wie od doktora, że on nie jest tak znowu bardzo chory, więc nie ma powodu martwić się.
W początkach września nerwowe stany, podobne do gorączki, wy-
stępowały coraz silniej, prawie po całych dniach.
– To głupstwo! – mówił chory. – Na przejściu od lata do jesieni
najzdrowszemu człowiekowi trafia się jakieś rozdrażnienie, każdy jest nieswój... To mnie tylko dziwi: dlaczego moja kamizelka leży na mnie coraz luźniej?... Strasznie musiałem schudnąć, i naturalnie dopóty nie mogę być zdrowym, dopóki mi ciała nie przybędzie, to darmo!...
Żona bacznie przysłuchiwała się temu i musiała przyznać, że mąż
ma słuszność.
Chory co dzień wstawał z łóżka i ubierał się, pomimo że bez pomo-
cy żony nie mógł wciągnąć na siebie żadnej sztuki ubrania. Tyle przynajmniej wymogła na nim, że na wierzch nie kładł surduta, tylko paltot.
– Dziwić się tu – mówił nieraz, patrząc w lustro – dziwić się tu, że ja nie mam sil. Ależ jak wyglądam!...
– No, twarz zawsze łatwo się zmienia – wtrąciła żona.
NASK IFP
UG
22
Ze zbiorów „Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej” Instytutu Filologii Polskiej UG
– Prawda, tylko że ja i w sobie chudnę...
– Czy ci się nie zdaje? – spytała pani z akcentem wielkiej wątpli-
wości. Zamyślił się.