Gdyby słyszał, powiedziałbym mu, jak go żałuję...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziała Morgiana i jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, ale zadziwił...
- — Siadaj, chłopaku — powiedział dowódca...
- – Zgadzam się – powiedziała nie ociągając się Colette...
- — Tego kuśnierza mogłabyś lepiej pamiętać, skoro zetknęłaś się z nim osobiście — powiedziałam z niezadowoleniem i naganą...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedział Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparł, nie potrafiąc ukryć pobrzmiewającej w jego głosie konsternacji...
- – Powinniśmy się stąd wynosić, nim orki zaczną przetrząsać te ruiny – powiedziała Isaan...
- „Tak, Panie — powiedziałem — lecz z całą pewnością cierpienie jest złe”...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nr 23, z 10 czerwca 1882
Nowy sen samobytników. - Cło na książki. - Co opodatkowywać można- - Czy pro-
dukcja miejscowa wynagrodzi zagraniczną w literaturze. - Rachunek. - Kto by kupował
książki. - Zamiast cła. - Nowy sterownik w „Nowinach”. - O co dbać powinien dziennik.
- Moje doświadczenia. - Potrzeba busoli liberalnej. - Żyto i pasternak. - Metoda oportu-
nizmu. - Rysopis Prusa. - Jego niewola w „Kurierze Warszawskim”. - Gdybym był wy-
dawcą „Nowin” i „K[uriera] Warszawskiego”.
Niektóre pisma rosyjskie z radością dziecka ucieszonego nową zabawką donoszą o pro-
jekcie oclenia zagranicznych... książek.
Jakkolwiek nie wydaje mi się prawdopodobnym, ażeby Rosja, która dotąd z pobudek do-
brze zrozumianego interesu oświaty uwalniała od opłat jej środki, nagle porzuciła tę drogę,
pozwolę sobie jednak objaśnić nowinę kilkoma uwagami. Każde państwo, którego polityka
spokrewniła się z jakąkolwiek logiką, obciąża cłem głównie dwojakiego rodzaju wyroby obce
- przedmioty zbytku oraz takie, które, zabezpieczone od zagranicznego współzawodnictwa,
mogą powstać i rozwinąć się w kraju. Nie powinno zaś ono opodatkowywać artykułów, do
życia i postępu społecznego potrzebnych, a na miejscu wcale lub niedostatecznie wyrabia-
nych. Gdyby od Morza Czarnego do Kaspijskiego panowała nieustanna malaria, oclenie chi-
niny, która przecież w lasach rosyjskich nigdy rosnąć nie będzie, byłoby krokiem samobój-
czym. Podobnie gdyby niwy na tej przestrzeni nie rodziły dość żyta, nikt nie pomyślałby chy-
ba o włożeniu na ten produkt zagraniczny wysokiej opłaty. Byłoby to dla mnie (a sądzę, że i
dla każdego) zupełnie obojętnym, czy jakaś znakomita książka wyszłaby w Petersburgu lub
Odessie, czy w Berlinie lub Paryżu, aby tylko wyszła. Ale zachodzi nietrudne do odpowiedzi
pytanie: czy p. Katkow napisze taką historię literatury rzymskiej, jak Teuffel, p. Suworin -
taką historię cywilizacji, jak Buckle, a p. Pichno - taką ekonomię polityczną, jak Mili? Gdy-
bym był pewnym, że to zrobią, pierwszy bym zawołał: po co mamy Niemcom, Francuzom i
Anglikom płacić drogo, kiedy pp. Katkow, Suworin i Pichno to samo dadzą nam nierównie
taniej?! Nie mając żadnej, ale to bezwzględnie żadnej rękojmi, muszę wziąć kredkę i zrobić
następujący rachunek. Marka niemiecka kosztuje dziś około 50 kopiejek, księgarze liczą wy-
żej kursu, już dziś więc wydawnictwa zagraniczne są niezwykle drogie. Jeśli zaś do obecnej
ich ceny doliczymy cło, płacone złotem, to np. u nas w Warszawie obce książki będzie mógł
kupować sobie p. Kronenberg, Bloch, Krasiński, Lilpop i Rau, Temler i Szwede, wszyscy
wreszcie, którzy w swych woreczkach dna nie widują. Biedny student, który potrzebuje pod-
ręcznika mitologii lub terapii, będzie musiał poprzestać na westchnieniu: O, panie Katkow,
czemu nie napisałeś gruntownego dzieła o mitologii! Gdybym był prawodawcą, nie tylko bym
nie nakładał ceł na wydawnictwa zagraniczne, ale ogłosiłbym, że każdy, kto kupi jakąkolwiek
książkę, otrzymuje... dziedziczne szlachectwo.
Prasa nasza, jak gdyby przewidując cła ochronne przeciw literaturom obcym, mnoży się
lub reformuje. Mają powstać aż cztery nowe pisma. Jednocześnie „Nowiny”, gazeta, która
rozwiodła się już z czterema redaktorami, a z jednym kilkakrotnie, poślubiła świeżo dzielnego
małżonka, A. Głowackiego (B. Prusa). Chociaż na tym weselu ani wina, ani miodu nie piłem,
życzę młodej parze wszelkich pomyślności, spodziewam się licznego z niej potomstwa, a
pragnę, żeby mu ojciec wybrał najswobodniejsze... wyznanie. Pragnienie to opatruję szcze-
gólnym naciskiem. U nas prasa posiada dotąd tak pierwotny charakter, że w niej dzienniki
należą jeszcze do literatury. Kto zna zagraniczną, wie, że tam one straciły już to idealne zna-
mię. Tam najlepszy dziennik jest tym, czym kurscetel, rozkład jazdy kolejowej, raport. afisz,
odezwa agitacyjna, protokół obrad sejmowych lub sądowych - jest informacją i regestrem
47
świeżych faktów. Artykuły literackie grają w nim tę samą rolę, co np. wyjątki z bajek Krasic-
kiego na naszych pudełkach od zapałek: ten i ów je czyta, ale każdemu głównie chodzi o za-
pałki. I u nas ta potrzeba objawia się wyraźnie. Przed paru laty redagowałem gazetę codzien-
ną. W chwili, gdy zebrawszy pokaźny zastęp sił, zacząłem wypełniać ją obficie naukami i
sztukami, odbieram od jednego z abonentów Ust tej treści:
„Bardzo to piękne, co pan drukujesz, ale my wolelibyśmy wiedzieć, jak p. Święcka grała
w Zielonej wyspie .”
Osłupiałem, tym bardziej że nawet nic nie słyszałem o Zielonej wyspie.
Nazajutrz wchodzi do redakcji naszej ktoś życzliwy i mówi ze smutną miną:
- Znowu was „Kurier” ubiegł.
- Jak to ubiegł? - pytam.
- On dał sprawozdanie o pożarze w Łukowie, a wy nie. Innym razem odbieram pocztą
wyrzut: „Panie redaktorze, co się w waszym piśmie dzieje: już miesiąc drukujecie jednakową
temperaturę i co dzień św. Floriana.”
Doczekałem się wreszcie pociechy; do gabinetu mojego wszedł jakiś poważny człowiek i
rzekł, podając mi rękę:
- Przychodzę osobiście wyrazić panu podziękowanie za tak pięknie prowadzoną rubrykę
Przyjechali i wyjechali. Szkoda tylko, że oprócz Hotelu Europejskiego nie podajecie, pano-
wie, innych.
Byłem w prawdziwej rozpaczy; śród znacznej liczby abonentów wszystkie moje wysiłki
literackie nie zwracały uwagi i bladły .wobec zasług reporterskich. Z tym smutkiem zwierzy-
łem się przyjacielowi:
- Czyż to nie obojętne, kto występował w Zielonej wyspie lub na którego świętego przy-
pada dyżur?