Gdy w końcu pozostaliśmy sami, pozwoliłem moim doradcom kontynuować...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
- Moze w zwiazku z tym pozostaje notatka, która tu wypisuje z poznanskiej "Teczy" nr 43 z roku 1928: "W miasteczku Kuncewicze na pograniczu wschodnim powstala wsród Zydów...
- sność drugiej ćwierci; suma wniesiona do wspólnoty stanowić będzie jedną czwartą właści- wego wkładu, pozostałym zaś przy życiu małżonkom...
- doywotnikiem a zobowizanym takie stosunki, e nie mona wymaga odstron, eby pozostaway nadal w bezporedniej ze sob stycznoci, sd nadanie jednej z...
- bitwie dostał takie straszliwe cięcie mieczem przez twarz, że mu wypłynęło lewe oko i na21resztę życia pozostała głęboka blizna...
- - Jakie będzie zatem twoje następne posunięcie?- Myślę, że w celu uzyskania pozostałych informacji posłużę się numerami ubezpieczeń społecznych -...
- pozostali ze zburzonymi umysłami, z krwią zaognioną, z na pół w ustach przeciętymi wyrzuty wzajemnymi, które gdzie indziej wysypać się miały...
- Pozostał jednak w pozycji “pług" wzmacniając w ten sposób proprioceptywne doświadczenie aż do chwili, gdy nie mógł dłużej tak wytrzymać...
- na moje ramię i rozglądał się czujnie, ale było oczywiste, że na sali nie pozostał nikt poza przypadkową klientelą...
- ZARZĄDZANIE INFORMACJĄZapisz w kilku zdaniach, w jaki sposób zamierzasz prowadzić sprawozdawczość finansową i rejestr pozostałych...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Mistrzu, ludzka wiedza i umiejętności zaczną wkrótce rozwijać się ponad wszelkie wyobrażenie. Ich umiejętności mogą teraz wydawać się prymitywne, jednak, gdy poziom umiejętności zdecydowanie wzrośnie, ich zdolności staną się przerażające, a to wszystko, jak się wydaje, będzie miało miejsce w czasie zaledwie dwóch wieków. Przed nami jednak pewien kłopot – miejsce, gdzie wszystkie te zdolności zbiegną się. A wydaje się, że stanie się tak zaraz po za-kończeniu dwudziestego wieku. Tu jednak jest ta niedobra rzecz. U schyłku tych dwóch wieków pojawi się jeszcze jedno odkrycie. W oparciu o ich obecne, przyśpieszone tempo rozwoju, gdzieś około roku 1900, te stworzenia natkną się na tajemnicę atomu. I, Mistrzu, jeśli nauczą się wykorzystywać energię ją-
drową, cała orbita znajdzie się w niebezpieczeństwie.
Cisza, jaka zapanowała, stała się niemal bolesna. Oczekują mojej odpowiedzi, a ja muszę podjąć decyzję: czy mam im powiedzieć, że i ja obawiałem się takiej możliwości od owego dnia na Patmos, gdy zerkałem z poza ramienia Jana i patrzyłem, jak pisał Księgę Objawienia? Trwa to dość długo, gdy ważę możliwo-
ści i zastanawiam się, czy powinienem zaryzykować histerią, podsycając jeszcze ich obawy, ale w końcu nie mogę już czekać dłużej: muszę im powiedzieć o tym, co wiem.
– Tak – odpowiadam, mówiąc wolno i ważąc każde słowo. – Jak sądzę, macie rację. Martwiłem się tym przez ostatnie dwa wieki. W Księdze Objawienia Jan opisuje ogień na niebie. Jak myślę, będzie to energia jądrowa. Obawiam się, że ludzie potrafią podczas jednej z ich wojennych utarczek uwolnić te moce, które zniszczą wszystko. A teraz, to niezwykle ważne, abyście tę informację za-chowali tylko dla siebie. Nie dzielcie się nią z nikim. Gdy jesteście poza moją obecnością, nie pozwalajcie sobie nawet na myślenie o tym. Tymi wieściami moglibyśmy wywołać w armii panikę. Czy mnie rozumiecie?
286
Pamiętnik Lucyfera
– Tak, Mistrzu – odpowiadają, ale dziwne zażenowanie na ich twarzach wskazuje na to, że nie wszystko jest w porządku. Patrzą poza mnie, na coś, co dzieje się poza moimi plecami, obracam się więc i widzę tam Zirkana, stojącego w odległości odpowiedniej do tego, by mnie słyszeć, udającego, że jest zajęty jakimś zadaniem. Ten szubrawiec, pobudzony ciekawością, powrócił, aby podsłuchiwać!
Wybucham wściekłością. Przeklinam go, aż do momentu, gdy brak mi odpowiednich słów. Gdybym tylko mógł, zabiłbym go, ale jak dotąd, śmierć nie jest darem danym aniołom. Gdyby była, dawno już znalazłbym w niej słodką ulgę.
Dobrze znam Zirkana. Nie ma sensu, aby uzyskiwać od niego obietnicę, że dochowa tajemnicy, bowiem jest on w armii jednym z najskuteczniejszych kłamców, zawsze gotowy i chętny do tego, by powiedzieć cokolwiek, jeśli istnieje taka konieczność. Nie mogę go też zdegradować, bowiem to rozprzestrzeniłoby złe wieści jeszcze szybciej. Nie, będę musiał żyć z tym łajdakiem, utrzymując go pod własnym dowództwem, a nienawidzić go będę każdej chwili, w której znajdować się będzie w pobliżu.
Rok: 1775
Kolonie rozwinęły się jak mrowiska. Niemal wszędzie znajduje się jakieś centrum działania, od Bostonu, niedaleko od miejsca, gdzie jest kolonia Mayflower, aż do Charleston, południowej kolonii zwanej Karoliną. Nad wybrzeżem rozwijają się miasta o dziwnej różnorodności nazw, przeniesionych z worka wspomnień starego świata: New York, Baltimore, Williamsburg, Wilmington. Teraz, na tym bogatym kawałku wybrzeża mieszka już trzy miliony ludzi, granicząc na zachodzie z górami, które zsyłają w dół obfitość energii wodnej.
Poddaliśmy się już z nadzieją utrzymania tego kraju. Uczynienie tego, rów-ne jest próbie siedzenia na wulkanie. Wykorzystujemy jednak sposób, który wciąż może doprowadzić to miejsce do ruiny: tak, jak zasugerował Ramsor, skaziliśmy je niewolnictwem.
Nie jest ono obecne wszędzie, bowiem w koloniach północnych nie zezwala się na nie, jednak w koloniach południowych, gdzie uprawy bawełny i tytoniu wymagają wiele taniej siły roboczej, niewolnictwo kwitnie. Nawet teraz wywo-
łuje to napięcia pomiędzy tymi, którzy nienawidzą tej instytucji, a tymi, którzy się na niej bogacą. Jest to mocny rozdział, jaki wyrył się w sercu tego kraju, a skoro służy moim celom, dopilnuję, by podzielił on kraj na dwie części. Nie mogę sobie pozwolić na to, aby ten bogaty kontynent trwał w jedności.
A w tym czasie istnieją też i inne stresy. Anglia, kraj-matka tych odległych kolonii, właśnie prowadziła serię bardzo kosztownych wojen i poszukuje teraz świeżych źródeł dochodów, tak więc cały nawał nowych podatków nałożono na nieszczęśliwych z tego powodu osiedleńców amerykańskich. Rada morska za-
Rozdział 27 Ameryka
287
czyna więc gotować się od złości. Na znak protestu przeciwko nowym podat-kom, w Bostonie, lekko podchmieleni koloniści zatopili w zatoce herbatę o wartości 10.000 funtów, zaś w odwecie Brytyjczycy utrzymywali swoje wojska w całym mieście. Zaś daleko na zachodzie, lokalni stróże porządku przechowy-wali w ukryciu broń i proch strzelniczy i ćwiczyli się także w nowych sposobach walki, jakie zaplanowano na wypadek konieczności pokonania przeważających sił nieprzyjaciela. Ćwiczyli się w taktyce, w której mogli uderzać i uciekać, przelewając krew, a następnie znikając w lasach, nie pozostawiając swoim przeciw-nikom żadnego celu do atakowania. Jest rzeczą jasną, że mają oni zamiar prowadzić wojnę ze swoimi brytyjskimi panami.
Data: 19 kwietnia 1775
Znajduję się w kwitnącym mieście kolonialnym, New York, gdzie monitoruję wydarzenia, gdy właśnie przybywa Marcolith.
– Mistrzu, przybądź zaraz. Coś dzieje się w Bostonie. Jak sądzę zaczyna się wojna.