Faulk poczuł dłoń drugiego instruktora na swoim ramieniu...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Przepis ten ma na wzgldzie umow, w ktrej jedna strona nazywana w literaturze przyrzekajcym lub gwarantem przyrzeka drugiej stronie nazywanej w doktrynie...
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- \par w oczekiwaniu na Drugie Przyj\'9ccie Chrystusa, do kt\'f3rego w\par rezultacie\par nie dosz\'b3o" (s...
- Po drugie: gdyby nawet państwa zachodniej Europy naprawdę robiły to samo, co kolejne rządy Polski (a nie robią, o czym za chwilę), to są to państwa bogate i jeśli...
- Z drugiej strony ciekawym przykadem rnorodnoci motywacji, ktrymi kieroway si stare" i nowe" siy polityczne w ustalaniu ordynacji moe by ordynacja...
- — Ale musisz przyznać, że naprawdę pochodzi z innej planety — dokończyła Trillian, pojawiając się w polu widzenia z drugiej strony mostka...
- Z drugiej strony, przynajmniej jeden bystry obserwator, John Kenneth Galbraith, wyraził pogląd, że być może Nixon zwyciężył pomimo stosowania tych środków...
- sność drugiej ćwierci; suma wniesiona do wspólnoty stanowić będzie jedną czwartą właści- wego wkładu, pozostałym zaś przy życiu małżonkom...
- Wyobraz to sobie jako spektrum, z pozycja „Kontuzjowany” u jednego konca i pozycja „Unieruchomiony” u drugiego...
- Efektem aliansów komplementarnych jest na ogół wzmocnienie siły jednego z koalicjantów kosztem drugiego, który - po pewnym czasie - rozwija...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Po jego stronie drzwi również były otwarte. Lina zwisała na zewnątrz.
- Ruszaj się! - krzyknął mu do ucha sierżant.
Andre chciał się poderwać z podłogi, ale nogi miał jak z waty. Kiedy wreszcie zdołał stanąć obok instruktora, ten błyskawicznie chwycił klamrę jego uprzęży i wsunął w nią dwie liny. Po raz ostatni pokazał na migi sposób hamowania na linie, który miał go ocalić przed upadkiem z wysokości trzydziestu metrów.
- Gotów?! - Faulk skinął głową. - Zobaczysz, że ci się spodoba! To lepsze niż seks!
Popchnął go bliżej drzwi, za którymi otwierała się otchłań. Trawnik w dole wyglądał jak pomalowany na zielono asfalt.
- Odwróć się! - krzyknął sierżant. - Tyłem do wyjścia! - Andre obrócił się ostrożnie. Instruktor podał mu obie liny. Kurczowo zacisnął na nich palce w grubych rękawiczkach. - Bardzo dobrze! Teraz się cofnij!
Faulk czuł, że pod jego nogami otwiera się przepaść. Kolega stojący naprzeciwko w drugich drzwiach z przerażoną miną nerwowo dreptał w miejscu. Sierżant krzyknął mu coś do ucha. Andre przesuwał się ostrożnie do tyłu, centymetr po centymetrze. Poczuł pod piętami krawędź podłogi helikoptera. Dalej nie było już nic. Stał na samych palcach, bojąc się wykonać najdrobniejszy ruch.
- Dobra, synu! Teraz odchyl się do tyłu! - Chciał wykonać polecenie, ale uniemożliwiała mu to wyobraźnia. Spojrzał przełomie na pobladłe twarze kolegów siedzących na podłodze. Miał świadomość wirującego nad głową rotora, strumienie zimnego powietrza chłostały go po twarzy. - Nie mamy dla ciebie całego dnia, szeregowy! - wrzasnął instruktor.
Faulk zobaczył, że po drugiej stronie jego towarzysz niedoli jakby próbuje usiąść w powietrzu. Zgiął nogi w kolanach i odchylił się nieco, ale zaraz podciągnął szybko po linie i stanął z powrotem. Instruktor znowu krzyknął na niego, powtórzył więc przysiad, ale i tym razem strach okazał się silniejszy.
Andre wychylił się na zewnątrz, przesunąwszy trochę linę w dłoniach. Jego głowa znalazła się zaledwie kilkanaście centymetrów poza maszyną, ale jednak po drugiej stronie magicznej granicy. Ciemnozielony kadłub śmigłowca utworzył obramowanie wokół ciemnego prostokąta drzwi, z którego blade twarze kolegów spoglądały jakby z innego świata. Żołnierzowi naprzeciwko sierżant kazał wejść z powrotem. Odczepił jego klamrę i kazał podejść do drzwi następnemu szeregowcowi, kobiecie.
- Jeszcze trochę! - krzyknął jego instruktor, gestem polecając mu się bardziej wychylić.
Faulk znów przesunął linę w dłoniach o kilka centymetrów. Zadarł głowę i popatrzył na wirujący rotor. Ujrzał też twarz pilota, który wykręcił się na swoim fotelu i spoglądał do tyłu przez boczną szybę. Miał na głowie zielony hełm z uniesioną osłoną przeciwsłoneczną. Andre pomyślał, że jeszcze chwila, a znajdzie się w poziomie, w pozycji, z której nie będzie już odwrotu. Jeszcze parę sekund... Stopy zsunęły mu się z krawędzi podłogi helikoptera. Z całej siły zacisnął palce na linie i podkurczył nogi. Ujrzał przed sobą podwozie śmigłowca. Instruktor w drzwiach wyciągnął w jego stronę pięść z kciukiem uniesionym do góry. Po drugiej stronie maszyny ukazały się zgrabne kobiece pośladki.
Zjeżdżał krótkimi odcinkami, po dwa, trzy metry, wyhamowując pęd. Szybko opanował nerwy. Jeszcze nim znalazł się w połowie drogi do ziemi, stwierdził, że to najprostsza rzecz pod słońcem. Zwolnił jeszcze bardziej, aby nacieszyć się wyjątkową chwilą. Popatrzył na koleżanką, która także zjeżdżała dość śmiało, chociaż dodatkowo przytrzymywała linę między silnie zaciśniętymi udami. Resztę drogi pokonał z radością. Wylądował na lekko ugiętych nogach i szeroko uśmiechnięty popatrzył na stojącego w drzwiach śmigłowca instruktora.
- Jesteś pod ostrzałem, palancie! - krzyknął sierżant, robiąc taki ruch, jakby chciał go uderzyć pięścią.
Andre szybko się opanował. Błyskawicznie wyciągnął liny z klamry, chyląc nisko głowę podbiegł na skraj strefy zrzutu i padł plackiem na ziemię, wyciągając przed siebie nie nabity pistolet. Wybrał sobie nawet cel, słupek hydrantu na skraju parkingu.
- Jesteś pod ostrzałem, skarbie! - doleciało od strony helikoptera. Chwilę później na trawie obok Faulka wyciągnęła się kobieta. Promieniała z radości.
- Cholera, jakie to proste! - syknęła. - Uczestniczyliśmy w zrzucie, koleś!
Uniosła lewą rękę w jego kierunku. Ukradkiem trącił otwartą dłonią jej dłoń, obawiając się, że lada moment mogą zostać skarceni przez sierżanta. Ale obaj instruktorzy byli już zajęci następnymi żołnierzami.
POKŁAD F-117A, NAD HARBINEM, CHINY
7 marca, 16.00 GMT (2.00 czasu lokalnego)
Major Lauren Russell prowadziła nighthawka na wysokości trzech tysięcy metrów wprost na rozległą przemysłową zabudowę chińskiego miasta. Noc była pogodna, ale w Harbinie obowiązywało zaciemnienie, nie paliły się żadne światła. Ona jednak nie miała żadnej wątpliwości, że bez trudu odnajdzie swój cel. Ciągłe odczyty systemu GPS na odstawie sygnałów z satelity wskazywały bieżącą pozycję z dokładnością do pięciu metrów. Bursztynowy trójkącik, który na ekranie nawigacyjno-taktycznym symbolizował jej samolot, ani na chwilę nie zbaczał z wytyczonego kursu. Przy krawędzi ekranu wyłoniło się wygięcie białej linii, oznaczające ostry zwrot przed podejściem nad cel.