długopis Bic, trzy dziesięciocentówki, kwit parkingowy z LAX, żółtąsamoprzylepną karteczkę z adresem na Washington Boulevard...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Trzy dni wcześniej Besenval wydał zresztą polecenie, aby carych budowa rozpoczęła się z rozkazu przełożonego kupców ły proch — 215 baryłek —...
- — Trzy czwarte personelu medycznego i techników wie coś, co mogłoby się przydać wrogowi — przerwał mu ostro O’Mara...
- Tego dnia wrócił z wędrówki po mieście mnich, który doniósł, że trzy kilometry w dół autostrady urządzony został obóz dla uchodźców...
- - Nuria Monfort powiedziała mi, że pracownik kostnicy zadzwonił do wydawnictwa trzy dni później, kiedy ciało zostało już pogrzebane w zbiorowym grobie...
- 168Oprcz witaminy E, podawanej pacjentom trzy razy dziennie, drHaeger poleci im uprawia gimnastyk i zdecydowanie zabronipalenia...
- Przyszła odpowiedź z Infortechu, gdzie przez ostatnie trzy lata pracowała Kathy Voskuhl...
- Dobe zbliżył się do tamtych i odpiął trzy pasy; Murzyn nie był uzbrojony...
- W kopercie znalazła trzy kartki maszynopisu spięte spinaczem...
- Trzy lata patrzenia z dołu praktycznie na wszystko...
- Trzy ekrany lśniły widmowo...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Gdzie to jest, Travis?
– Kafejka internetowa.
– Mar Vista?
– Tak.
– Twoje łącze ze światem. Cisza.
– Nie masz żadnej gotówki?
– Wydałem.
– Debora obiecała uzupełnić. Cisza.
– Nie obciążasz się bagażem, przyjacielu – powiedział Milo.
Wzruszenie ramion.
– Gdzie twój dowód?
– Ee... zgubiłem.
– Na pewno.
– Wiecie, kim jestem.
– Zgadza się. – Milo pomachał kwitem parkingowym. – Będzie
pasował do tego, który znaleźliśmy w lexusie Simona?
– Przepraszam – mruknął Huck.
– Za co?
– Że go tam zostawiłem.
– Żeby nas zmylić. Trochę czerstwa ta zmyłka, kolego.
– Przepraszam.
– To był twój genialny pomysł czy Debory? Za szybka odpowiedź:
– Mój. Zapłacę za holowanie.
Reed i ja patrzyliśmy przez weneckie lustro, jak Milo staje za Huckiem,
a potem przed nim.
– Siadaj, Travis.
– Nie trzeba.
– Mimo to, siadaj. Huck posłuchał.
– Co jeszcze chcesz mi powiedzieć?
– Nic mi nie przychodzi do głowy, proszę pana. Milo zaczekał.
– Naprawdę.
– Dobrze, posiedź jeszcze chwilkę... temperatura w porządku?
– Tak.
– Jak ci będzie zimno, weź koc.
– Dziękuję.
Milo wyszedł i dołączył do nas w przyległym pokoju. Szkło po drugiej
stronie znaczyła mleczna smuga, jakiś zaschnięty płyn. Huck miał plamę
bezpośrednio nad głową.
Człowiek pod chmurą.
Patrzyliśmy, jak siedzi. W końcu poszedł do kąta i się położył. Jedną
ręką zakrył oczy, zwinął się w kłębek. Bardzo mały.
Moe Reed ziewnął.
– Nie ma to jak film akcji, żeby rozkręcić poranek. Po kilku sekundach
Huck zasnął z otwartymi ustami.
– Bardzo spokojny jak na gościa rozdartego poczuciem winy –
zauważył Reed.
– Albo ucieka od rzeczywistości – odparłem.
– Może go wyrolowali, ale całkiem czysty to on nie jest.
– Myślę, że jego umysł działa inaczej.
– Czy nie o to chodzi, doktorze? To wariat, łatwo się wzbudza.
– Wiem, że oczywisty podejrzany z reguły jest tym właściwym, ale to,
jak zostaliśmy doprowadzeni przez twojego brata prosto do Hucka, od
początku nie dawało mi spokoju. Opowieść Hucka o nienawiści Simone
do jej rodziny pasuje do pociętych zdjęć, które Aaron znalazł w śmieciach.
Jej kłamstwo, że nienawidzi Buddy’ego Weira, też zgadza się z tym, co
Aaron widział. Tak samo jak fakt, że Simone i Weir łączy związek.
– Krew i zabawki. Też mi związek – prychnął Reed.
– Mała ilość jedzenia w śmieciach Simone potwierdza jej bulimię, tak
samo wychowanie i masa ciała dziewczyny. Ogólnie historia Hucka
wydaje się prawdziwa. A bez peruki Buddy Weir mógłby być tym łysym
facetem, którego widziała sąsiadka Seleny. Lepiej też niż Huck pasuje do
szarmanckiego, dominującego mężczyzny opisanego przez DeMaurę
Montouthe. Weir spotkał Selenę na orgii, dowiedział się, gdzie ona
mieszka, bo się z nią umówił albo spytał Simone. Tak czy inaczej, bez
problemu zabrał komputer. Ale zadbał, żeby zostawić zabawki znalezione
w szufladzie.
– Łysym facetem równie dobrze mógł być Huck– skontrował Reed. –
Mówił, że Selena i Simone przyjechały rozchichotane, w dżinsach
biodrówkach. Dla mnie to brzmiało, jakby pożądał ich obu. Taki gość nie
dostaje, jeśli nie zapłaci. Pojawiają się dwie laski, myśli zaczynają mu
krążyć coraz szybciej. W końcu nie wytrzymuje i bum. I jeszcze jedno,
doktorze, on znów zapuszcza włosy. Doskonały pomysł, jeśli zamierzał
zniknąć. A w tym jest niezły.
– Ale zgłosił się dobrowolnie.
– Bo wiedział, że jesteśmy blisko.
– Twierdzi, że Simone ogoliła mu głowę – powiedziałem. – Doskonały
ruch, jeśli planowała krycie Weira.
Reed potarł czuprynę.
– Tak mówi. Wszystko opiera się na tym, czy mu wierzymy.
– Weir generalnie nosi perukę – wtrącił się Milo. – Miał ją na głowie,
kiedy płacił Duboffowi.
– Zapłata to inna rzecz – stwierdziłem. – Jaki motyw miałby Huck,
żeby zabijać Duboffa? Kiedy wspomniałem mu to nazwisko, nie
widziałem żadnej oznaki rozpoznania. Weir z kolei jest z Duboffem
powiązany. Przekazywał mu pieniądze na parkingu. To musiała być
zapłata za dostęp do sekretnego ogrodu.
– Piętnaście kawałków za pikniki, a Duboff nie nabrał podejrzeń?
– Czyste LA. – Wzruszyłem ramionami. – Sala dla VIP–ów. Weir