Czcigodne drzewa figowe...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Czy na zewnątrz wiał wiatr tak silny, że szeleściły liście na drzewach? Czy może mój umysł dał się porwać przez wicher i słuchał teraz, jak tłucze się,...
- kępą krzaków, byli na wysokości tego drzewa, na którego pniu Chris zostawił ślady butów...
- sem miały się stać ważnym narzędziem wpOlityce rodów magnackich...
- Podobnież jak szkoły i sądy, musi policja bezpieczeństwa być również apolityczną...
- - Nie ma o czym mówić...
- można wymieniać elementy lub grać w gry...
- Z drugiej strony, przynajmniej jeden bystry obserwator, John Kenneth Galbraith, wyraził pogląd, że być może Nixon zwyciężył pomimo stosowania tych środków...
- Sien Sovv...
- jest ich 19, pomijajÄ…c planetki...
- czaszki umarłego, umocował je elastyczną taśmą...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Kamień bezwstydny toczy się po równi... Na oczach.
Trzeba zwodzić i zaskakiwać zwodząc, mówić rzeczy przeciwne do tego, w co się wierzy, mówić jedną rzecz, a mieć na myśli inną.
Dla tych koniki polne zaśpiewają spod ziemi.
Nic więcej. Według mojego sądu zbyt mało, prawie nic. Zdało się to bredzeniem człeka niepoczytalnego i podzieliłem się tym sądem z Wilhelmem.
— Może to być. I bardziej szalone, niż jest, wydaje siÄ™ z powodu mojego tÅ‚umaczenia. Nie za dobrze znam grekÄ™. A jednak jeÅ›li uznamy, że Wenancjusz albo autor ksiÄ™gi byÅ‚ szaleÅ„cem, nie dowiemy siÄ™ stÄ…d, dlaczego tyle osób, i nie wszystkie szalone, zadaÅ‚o sobie trud, najpierw by ukryć ksiÄ™gÄ™, a później by jÄ… odzyskać...
— Ale czy rzeczy, które sÄ… tu zapisane, pochodzÄ… z tajemniczej ksiÄ™gi?
— Bez wÄ…tpienia chodzi o rzeczy zapisane przez Wenancjusza. Widzisz przecież, że nie chodzi o żaden starodawny pergamin. I muszÄ… to być wÅ‚aÅ›nie notatki spisane przy czytaniu ksiÄ™gi, inaczej Wenancjusz nie pisaÅ‚by po grecku. Z pewnoÅ›ciÄ… przepisaÅ‚, skracajÄ…c, zdania, które znalazÅ‚ w woluminie zabranym z finis Africae. ZaniósÅ‚ go do skryptorium i zaczÄ…Å‚ czytać, zapisujÄ…c to, co wydawaÅ‚o mu siÄ™ godne zapisania. Potem coÅ› siÄ™ staÅ‚o. Albo poczuÅ‚ siÄ™ źle, albo usÅ‚yszaÅ‚, jak ktoÅ› idzie do góry. OdÅ‚ożyÅ‚ wiÄ™c ksiÄ™gÄ™ wraz z notatkami pod swój stół, prawdopodobnie obiecujÄ…c sobie wrócić do niej nastÄ™pnego wieczoru. W każdym razie, tylko wychodzÄ…c od tej karty, możemy odtworzyć naturÄ™ tajemniczej ksiÄ™gi, a tylko z natury tej ksiÄ™gi możemy domyÅ›lić siÄ™ natury zabójcy. Albowiem w każdej zbrodni popeÅ‚nionej, by zyskać jakiÅ› przedmiot, natura tego przedmiotu winna dostarczyć nam wyobrażenia, choćby bladego, o naturze mordercy. JeÅ›li zabija siÄ™ dla garÅ›ci zÅ‚ota, mordercÄ… bÄ™dzie osoba chciwa, jeÅ›li dla ksiÄ™gi, morderca bÄ™dzie zabiegaÅ‚, by zachować dla siebie jej sekrety. Trzeba wiÄ™c dowiedzieć siÄ™, co mówi ksiÄ™ga, której nie mamy.
— A ty potrafisz z tych niewielu linijek pojąć, o jakÄ… ksiÄ™gÄ™ chodzi?
— Drogi Adso, wyglÄ…da to na sÅ‚owa jakiegoÅ› Å›wiÄ™tego tekstu, którego znaczenie wychodzi poza literÄ™. Kiedy czytaÅ‚em je tego ranka, po naszej rozmowie z klucznikiem, uderzyÅ‚ mnie fakt, że tutaj także czyni siÄ™ aluzjÄ™ do prostaczków i wieÅ›niaków jako nosicieli prawdy odmiennej od prawdy mÄ™drców. Klucznik daÅ‚ do zrozumienia, że dziwne wspólnictwo Å‚Ä…czy go z Malachiaszem. Może Malachiasz ukryÅ‚ jakiÅ› niebezpieczny heretycki tekst, który Remigiusz mu powierzyÅ‚? Wówczas Wenancjusz przeczytaÅ‚by i wynotowaÅ‚ jakÄ…Å› tajemniczÄ… instrukcjÄ™ dotyczÄ…cÄ… wspólnoty ludzi grubiaÅ„skich i niegodziwych, zbuntowanych przeciwko wszystkiemu i wszystkim. Ale...
— Ale?
— Ale dwa fakty zaprzeczajÄ… tej hipotezie. Jeden to ten, że Wenancjusz nie robiÅ‚ wrażenia kogoÅ›, kto byÅ‚by zaciekawiony takimi kwestiami; byÅ‚ tÅ‚umaczem tekstów greckich, nie zaÅ› gÅ‚osicielem herezji... Drugi to ten, że zdaÅ„ takich, jak to o drzewach figowych, kamieniach albo polnych konikach nie da siÄ™ wyjaÅ›nić przez tÄ™ pierwszÄ… hipotezÄ™...
— Może to sÄ… zagadki majÄ…ce inne znaczenie — podsunÄ…Å‚em. — A może masz jeszcze innÄ… hipotezÄ™?
— Mam, ale jest jeszcze niejasna. Kiedy czytam tÄ™ stronicÄ™, zdaje mi siÄ™, że gdzieÅ› już te sÅ‚owa czytaÅ‚em, i przychodzÄ… mi na myÅ›l zdania podobne, które widziaÅ‚em gdzie indziej. Wydaje mi siÄ™ nawet, że ten tekst mówi o czymÅ›, o czym mówiÅ‚o siÄ™ już w ubiegÅ‚ych dniach... Ale nie mogÄ™ sobie przypomnieć. MuszÄ™ o tym pomyÅ›leć. Może winienem przeczytać inne ksiÄ™gi.
— Jakże to? Å»eby wiedzieć, o czym mówi jedna ksiÄ™ga, musisz czytać inne?
— Czasem może tak być. CzÄ™sto ksiÄ™gi mówiÄ… o innych ksiÄ™gach. CzÄ™sto w ksiÄ™dze nieszkodliwej jest jakby ziarno, które rozkwitnie w ksiÄ™dze niebezpiecznej, albo na odwrót, mamy sÅ‚odki owoc wyrosÅ‚y z gorzkiego korzenia. Czyż czytajÄ…c Alberta, nie mógÅ‚byÅ› dowiedzieć siÄ™, co mówi Tomasz? Albo czytajÄ…c Tomasza, tego, co rzekÅ‚ Awerroes?