czaszki umarłego, umocował je elastyczną taśmą...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Przykład ten pokazuje, że nabieranie dystansu i przyjmowanie różnych ról badawczych jest elastycznym procesem, wymagającym od badacza dużej pomysłowości i...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- co daje nam niewyobrażalne dotąd możliwości taktyczne i to na dodatek tak elastyczne i wszechstronne, że sama ledwie mogę w to uwierzyć...
- philosophy-russell, bertrand, why i am a rationalist women may be allowed to think, the young, at any rate, ought to believe a whole lot of absurdities, and that it...
- Staat ungezählte Millionen Gerichtskosten, denn 90 Prozent aller Beleidigungs- und ähnlichen Prozesse entstanden nur aus Mangel an Verschwiegenheit...
- przeprowadzonego postępowania dojdzie do uchylenia decyzji o odmowie oraz wydania nowej decyzji...
- obiektywną ignorancją polityczną, na przykład brakiem wiedzy politycznej czy politycznych zainteresowań (osobisty skrypt: nie wiem, co się dzieje, ale skoro się...
- pozostali ze zburzonymi umysłami, z krwią zaognioną, z na pół w ustach przeciętymi wyrzuty wzajemnymi, które gdzie indziej wysypać się miały...
- Mnożniki nierówne sobie...
- Morgon spróbował wstać, ale nie wystarczyło mu sił...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Przykucnąwszy, wyjął z torby
trzy pary słuchawek. Nałożył sobie słuchawki na uszy i, wciąż pochylony, po-
ruszał gałkami aparatu, znajdującego się wewnątrz pokrowca. Jego twarz o za-
mkniętych oczach przybrała wyraz doskonałego skupienia. Nagle ściągnął brwi,
nachylił się jeszcze niżej, przytrzymał ręką gałkę, po czym gwałtownie zdjął słuchawki.
— Kolego Nygren — powiedział jakimś dziwnym głosem.
Mały doktor wziął od niego słuchawki.
— Co?. . . — prawie bez tchu, drżącymi wargami wyszeptał Rohan. Apa-
rat nazywał się „opukiwaczem grobów”, przynajmniej w pokładowym żargonie.
U zmarłego, którego śmierć zabrała niedawno, albo gdy nie doszło do rozkładu
ciała, jak w tym wypadku na skutek niskiej temperatury ciała, można było „pod-słuchać mózg”, a właściwie to, co stanowiło ostatnią treść świadomości.
Aparat wprowadzał impulsy elektryczne w głąb czaszki; płynęły one drogą
najmniejszego oporu — to jest po tych włóknach nerwowych, które tworzyły ca-
łość funkcjonalną w okresie przedagonalnym. Wyniki nie były nigdy pewne, ale
chodziły słuchy, że kilka razy udało się w ten sposób zdobyć informacje niezwy-kłej wagi. W okolicznościach takich jak ta właśnie, gdy tak wiele zależało od uchylenia rąbka tajemnicy okrywającej tragedię „Kondora”, zastosowanie „opu-kiwacza grobów” było koniecznością. Rohan domyślał się już, że neurolog nie
liczył wcale na ożywienie zamarzłego człowieka i właściwie przyjechał tylko po to, aby usłyszeć, co przekaże mu jego mózg. Stał nieruchomo, czując dziwną suchość ust i ciężkie bicie serca, gdy Sax podał mu drugą parę słuchawek. Gdyby nie prostota i naturalność owego gestu, nie odważyłby się ich nałożyć. Ale uczy-33
nił to pod spokojnym, ciemnym wzrokiem Saxa, który klęczał na jednym kolanie przy aparacie, poruszając drobnymi ruchami gałką wzmacniacza.
Początkowo nie słyszał nic, prócz szumu prądów, i odczuł to właściwie jako
ulgę, ponieważ nie chciał nic usłyszeć. Wolałby, nie zdając sobie z tego nawet sprawy, by mózg tego nie znanego mu człowieka był niemy jak kamień. Sax, unosząc się z podłogi, poprawił mu słuchawki na głowie. Wtedy Rohan zobaczył coś poprzez światło oblewające białą ścianę kajuty, obraz szary, jak usypany z po-piołu, zamglony i zawieszony w nieokreślonej odległości. Zamknął mimo woli
powieki, i to, co spostrzegł przed chwilą, stało się prawie wyraźne. Było to jakby przejście jakieś wewnątrz statku, z idącymi stropem rurami; całą jego szerokość tarasowały ludzkie ciała. Pozornie poruszały się, ale to drgał i falował cały obraz.
Ludzie byli półnadzy, resztki ubrań wisiały w strzępach, a ich nadnaturalnej bia-
łości skóra pokryta była ni to ciemnymi cętkami, ni to jakąś wysypką. Być może i to zjawisko było tylko przypadkowym efektem ubocznym, bo od takich samych
czarnych przecinków aż się roiło na podłodze i na ścianach. Cały ów obraz, jak niewyraźna fotografia, zrobiona przez grubą warstwę płynącej wody, chwiał się, rozciągał, kurczył i falował. Przejęty zgrozą, Rohan otworzył gwałtownie oczy; obraz poszarzał i prawie znikł, cieniem tylko jeszcze przesłaniając mocne światła otaczającej rzeczywistości. Ale Sax znowu dotknął gałki aparatu i Rohan usłyszał — jakby wewnątrz głowy — słabe poszeptywanie: . . . ala. . . ama. . . lala. . .
ala ma. . . mama. . .
I nic więcej. Prąd wzmocnienia miauknął nagle, zabuczał i wypełnił słuchawki
powtarzającym się jak szalona czkawka pianiem, jakby dzikim śmiechem, szydzą-
cym i okropnym. Ale to był już tylko prąd, po prostu heterodyna zaczęła genero-wać zbyt mocne drgania. . .
Sax zwijał przewody, składał je, upychał w torbie, Nygren zaś podniósł skraj
prześcieradła i zarzucił na ciało i twarz zmarłego, którego zamknięte dotąd usta, może pod wpływem ciepła (było już prawie gorąco w hibernatorze — przynajmniej Rohanowi pot spływał po grzbiecie), lekko się rozemknęły, przybierając