Morgon spróbował wstać, ale nie wystarczyło mu sił...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- żelazne okucia drzwi, to, przypadłszy do gromady, stojącej w ponurem milczeniu, zaskowy- czała chrapliwie ostatkami sił i ostatkami...
- Odwróci³ siê ty³em do œwiat³a reflektora i os³aniaj¹c oczy przed blaskiem bij¹cym mu spod nóg, spróbowa³ zajrzeæ w kryszta³ow¹ g³êbinê jak przez lód, który skuwa jezioro...
- Serce Dawida znalazło się w rozdwojeniu, pod działaniem dwóch sił, mimo iż były one nierówne, ubóstwiał bowiem żonę, tkliwość zaś dla Lucjana ostygła...
- ¨W każdym rozdziale poznajesz nowe sposoby lepszego rozumienia i pobudzania swoich manifestacyjnych sił...
- Ale teraz, gdy upłynęła jedna godzina, druga i trzecia, sił tych ubywało za każdym krokiem...
- - I możesz być pewien, że gdyby taki sposób istniał, na pewno by spróbował...
- Spróbowałem tresury powtórnie, kiedy złowiłem kolejnego żółwia...
- zająć się resztkami sił atakujących...
- - Tak dobrze, Jacques? Tak bardzo chcę cię spróbować...
- wystarczająco długo, aby pojawiły się świadome procesy przetwarzania...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wiatr zdawaÅ‚ siÄ™ wypÅ‚aszać go z jego wÅ‚asnej poÂstaci. WyciÄ…gnÄ…Å‚ rÄ™ce i zacisnÄ…Å‚ dÅ‚onie na grubych koÂrzeniach. PoczuÅ‚ ogromnÄ… siÅ‚Ä™ drzewa, gdy to zadrżaÂÅ‚o pod jego dotykiem.
PrzywarÅ‚ do pnia i podciÄ…gnÄ…Å‚ siÄ™ po sÄ™kach i wyÂbrzuszeniach do pozycji pionowej. Potem oderwaÅ‚ siÄ™ od drzewa i uniósÅ‚ ramiona, tak jakby chciaÅ‚ nimi zaÂgarnąć wiatr.
Z dÅ‚oni i gÅ‚owy wyrosÅ‚y mu gaÅ‚Ä™zie. MyÅ›li splÄ…taÂÅ‚y siÄ™ jak korzenie. WyciÄ…gnÄ…Å‚ siÄ™ w górÄ™. Å»ywica poÂciekÅ‚a mu po korze jak Å‚zy. Jego imiÄ™ utworzyÅ‚o rdzeÅ„; na tym rdzeniu narastaÅ‚ słój za sÅ‚ojem ciszy. WystawiÅ‚ gÅ‚owÄ™ wysoko ponad sklepienie lasu. Zakotwiczony mocno w ziemi, uginajÄ…c siÄ™ pod furiÄ… wichru, znikÂnÄ…Å‚ w sobie samym, za twardÄ…, smaganÄ… wiatrem tarÂczÄ… wÅ‚asnych doÅ›wiadczeÅ„.
10
PowróciÅ‚ do swojej postaci w pewien deszczoÂwy jesienny dzieÅ„. StaÅ‚ na zimnym wietrze, mrużąc oczy przed zacinajÄ…cym deszczem, i próbowaÅ‚ sobie przypomnieć, ile czasu tu spÄ™dziÅ‚. Przed nim toczyÅ‚a swe wody szara jak ostrze noża Ose; skalne szczyty przeÅ‚Ä™czy niknęły w grubej powÅ‚oce chmur. Drzewa wokół, wroÅ›niÄ™te korzeniami gÅ‚Ä™boko w ziemiÄ™, pochÅ‚oniÄ™te byÅ‚y wÅ‚asnym istnieniem. NaÂszÅ‚a go ochota, by znowu stać siÄ™ jednym z nich. SiÄ™gÂnÄ…Å‚ umysÅ‚em do ich grubej, wilgotnej kory. Jakże go kusiÅ‚o, by powrócić do tej powolnej egzystencji, woÂkół której narastajÄ… i twardniejÄ… kolejne sÅ‚oje. Ale wiatr poruszyÅ‚ wspomnienia. PrzypomniaÅ‚ sobie dygoczÄ…cÄ…, zapadajÄ…cÄ… siÄ™ wokół niego górÄ™ i szaleÅ„czy spÅ‚yw rwÄ…cym potokiem. Reszty dopeÅ‚niÅ‚ deszcz. Morgon poruszyÅ‚ siÄ™ z ociÄ…ganiem, zrywajÄ…c ostatecznie więź z ziemiÄ…, i spojrzaÅ‚ na GórÄ™ Erlenstar. Poprzez mgÅ‚Ä™ zoÂbaczyÅ‚ bliznÄ™ w jej zboczu i wciąż spod niej wypÅ‚ywaÂjÄ…cÄ… ciemnÄ… rzekÄ™, która wpadaÅ‚a do Ose.
PatrzyÅ‚ tak dÅ‚ugi czas, skÅ‚adajÄ…c w caÅ‚ość fragmenÂty mrocznego, niepokojÄ…cego snu. Implikacje wyrwaÂÅ‚y go z marazmu; zadygotaÅ‚ w zacinajÄ…cym deszczu. PrzemiótÅ‚ sondÄ… umysÅ‚u okolicÄ™. W przeÅ‚Ä™czy nie naÂtrafiÅ‚ na nikogo - ani na myÅ›liwego, ani czarownika, ani zmiennoksztaÅ‚tnego. Na wstÄ™pujÄ…cym prÄ…dzie poÂwietrza przeleciaÅ‚ nad nim spychany wiatrem kruk; uchwyciÅ‚ siÄ™ skwapliwie jego umysÅ‚u. Ale ptak nie znaÅ‚ jego jÄ™zyka. PuÅ›ciÅ‚ go. Dziki, porywisty wiatr hulaÅ‚ z poÅ›wistem miÄ™dzy szczytami; drzewa wokół szuÂmiaÅ‚y, wÄ™szÄ…c nadciÄ…gajÄ…cÄ… zimÄ™. Morgon odwróciÅ‚ siÄ™ w koÅ„cu i przygarbiony ruszyÅ‚ pod wiatr z biegiem Ose ku Å›wiatu.
Ale postÄ…piwszy zaledwie krok, zatrzymaÅ‚ siÄ™ i zaÂpatrzyÅ‚ w rzekÄ™ rwÄ…cÄ… w stronÄ™ Isig, Osterlandu i porÂtów kupieckich na północnych wybrzeżach królestwa. UnieruchamiaÅ‚a go jego wÅ‚asna moc. Nie byÅ‚o w króleÂstwie miejsca dla czÅ‚owieka, który zÅ‚amaÅ‚ tabu prawa ziemi i ksztaÅ‚towaÅ‚ wiatr. Rzeka rozbrzmiewaÅ‚a echaÂmi gÅ‚osów przemawiajÄ…cych w jÄ™zykach, których nie znali nawet czarodzieje. WróciÅ‚ myÅ›lami do mroczneÂgo, pustego oblicza wiatru, który byÅ‚ Najwyższym i któremu nie zawdziÄ™czaÅ‚ nic prócz życia.
- Po co mi ono? - wyszeptaÅ‚. NaszÅ‚a go ochota, by wykrzyczeć te sÅ‚owa do poharatanego, beznamiÄ™tneÂgo zbocza Góry Erlenstar. Ale wiatr i tak poÅ‚knÄ…Å‚by jeÂgo krzyk. PostÄ…piÅ‚ drugi krok w dół rzeki, w kierunku Harte, gdzie Danan Isig przyjÄ…Å‚by go z otwartymi rÄ™Âkami. Ale u Danana nie znalazÅ‚by odpowiedzi na nÄ™ÂkajÄ…ce go pytania. ByÅ‚ więźniem przeszÅ‚oÅ›ci, pionkiem w starożytnej wojnie, którÄ… w koÅ„cu zaczynaÅ‚ rozumieć. PrzerażaÅ‚a go nieokreÅ›lona tÄ™sknota za dociekaniem istoty swojej dziwnej, nieprzewidywalnej mocy. StaÅ‚ tak dÅ‚ugo nad brzegiem rzeki, aż mgÅ‚y nad szczytami poÂciemniaÅ‚y i cieÅ„ padÅ‚ na stoki Góry Erlenstar. W koÅ„Âcu oderwaÅ‚ od niej wzrok i ruszyÅ‚ poprzez deszcz i loÂdowatÄ… mgieÅ‚kÄ™ w stronÄ™ gór na granicy północnych rubieży.
PrzeprawiÅ‚ siÄ™ przez nie pod swojÄ… wÅ‚asnÄ… postaciÄ…, chociaż deszcze pod szczytami przechodziÅ‚y czasem w marznÄ…cÄ… mżawkÄ™, a kamienie, po których stÄ…paÅ‚, poÂwlekaÅ‚a warstewka lodu. Przez kilka pierwszych dni, choć wÅ‚aÅ›ciwie nie zdawaÅ‚ sobie z tego sprawy, jego życie wisiaÅ‚o na wÅ‚osku. PrzyÅ‚apywaÅ‚ siÄ™ na tym, że je, chociaż nie pamiÄ™taÅ‚, by polowaÅ‚, albo budziÅ‚ siÄ™ o brzasku w suchej jaskini, nie pamiÄ™tajÄ…c, jak siÄ™ w niej znalazÅ‚. UÅ›wiadamiaÅ‚ sobie stopniowo swojÄ… niechęć do korzystania z mocy i zaczynaÅ‚ myÅ›leć na poważnie o przetrwaniu. ZabiÅ‚ kilka dzikich górskich kozic, zaciÄ…gnÄ…Å‚ je do jaskini, oprawiÅ‚ i czekajÄ…c, aż wyÂschnÄ… zdjÄ™te ze zwierzÄ…t skóry, żywiÅ‚ siÄ™ jakiÅ› czas ich miÄ™sem. Potem z odprysku koÅ›ci sporzÄ…dziÅ‚ ostre szyÂdÅ‚o, podziurkowaÅ‚ nim brzegi skór i zesznurowaÅ‚ je podartÄ… na paski tunikÄ…. WyszÅ‚a mu obszerna, wÅ‚ochaÂta opoÅ„cza z kapturem, a futrzanych skór wystarczyÅ‚o jeszcze na wyÅ‚ożenie butów. SkoÅ„czywszy, przywdziaÅ‚ ten strój i ruszyÅ‚ w dalszÄ… drogÄ™, schodzÄ…c północnym odcinkiem przeÅ‚Ä™czy ku rubieżom.