chciał, pozyskał go sobie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie mają w miarę rozwinięty przemysł – dodał po chwili – będziemy musieli sprawić sobie trochę odtylcowych...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- w swej głowie wymalował, iż potym sztychując ono z rzeczą prawdziwą a widomą, chocia sama w sobie onad rzecz była dziwnie osobna, jednak przeciwko onej...
- - Na fajki gracie? Kurcze, to już hazard! Szef jak się dowie to nas zjebie!- No co ty! Wiesz, przecież pooddajemy sobie te fajki na końcu...
- — Wszyscy będziemy sobie potrzebni, i to już niedługo — odparł tonem prze- powiedni Amerykanin...
- — Czy Weyr zbadał w końcu te pędraki? — spytał P’tero, nagle przypominając sobie cel ekspedycji...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wielu też z senatorów było za tym, aby króla do małżeństwa nie zmuszać, punkt ten pak-
tów pokryć milczeniem i zapomnieć o warunku, który mógł odstręczyć młodego pana. Zbo-
rowscy, Tęczyński, Opaliński262, Górkowie, Kostka263 i wielu innych byli za tym. Biskupi
kujawski i płocki popierali to zdanie. Nie rozprawiano o tym głośno, ale samo milczenie i
nienaglenie o małżeństwo mówiło wiele.
Właśnie dlatego, iż żenić się wcale nie myślał, a on i dwór królewnę „starą czarownicą”
między sobą nazywali, Henryk, ile razy się z nią spotykał, starał się ją uśpić grzecznością,
okłamać uprzejmością nadzwyczajną. Jedyny to był talent młodego pana, iż nikt zręczniej
serdeczności zmyśleć nie umiał nad niego, gdy w duszy nie kochał nikogo.
Naówczas już z pewnością przychodziło na myśl to, co później starał się na próżno wyko-
nać: chciał powrócić do Francji, gdzie na niego po bracie korona czekała, a Polskę, na wzór
Ludwika Węgierskiego, zdać wielkorządcom. Zresztą lekko sobie ważył tę koronę.
Gdy sejm nareszcie się skończył, a wiosna zbliżała, myślano tylko o wycieczkach, zaba-
wach, turniejach, o rozrywkach dla wielce znudzonego pana, a młodzież polska, zachęcona
przez Jana z Tęczyna, gotowała się do turniejów, do tańców, do uczt, w których uciekających
Francuzów zastąpić miała.
Wybierając się już do Niepołomic, Henryk, który od dawna nie był u Anny, oznajmił się
jej na pożegnanie. Była tak słabą, że znowu z radością przyjęła ten dowód pamięci o sobie.
Ubrała się staranniej i czekała na zapowiedzianego. Henryk nadzwyczaj wyelegantowany,
woniejący, przybył z jednym tylko swoim grand prévôt264, Villèquierem i sekretarzem Beau-
lieu. Od progu przywdział maseczkę nadzwyczaj wesołą, zobaczywszy stojącą i oczekującą
na siebie Annę, która stała smutna i blada.
— Nieprawdaż — rzekł, biorąc ją za rękę, którą przytrzymał chwilę — iż mi za złe nie
macie, tak długiego zapomnienia? Lecz wyraz to niewłaściwy. Pamiętałem, smuciłem się,
wybierałem i nie dopuszczono mnie do was. Panowie senatorowie polscy są prawdziwymi
tyranami i nie ja nad nimi, ale oni panują nade mną! Trzymano mnie często głodnego do no-
cy.
Henryk śmiał się.
— Ale nareście ten sejm się raz zakończy i wszyscy, oni i ja, odetchniemy swobodniej. Ja-
dę do tego zameczku w lasach, który i W. Król. Mości znajomym być musi, bo mi mówią, że
tam ojciec jej zwykł był polować.
— I ja byłam tam wiele razy — odparła, ożywiając się powoli, Anna. — Nie spodziewaj
się jednak W. Król. Mość ani wiele przyjemności, ani wygód w Niepołomicach. Miejsce jest
odosobnione i dzikie.
— Tym swobodniej tam odetchnę — rzekł król — aby potem do Krakowa powrócić od-
świeżony i wypoczęty. A Wasza Król. Mość co postanowiliście?
— Ja? — spytała nieco zdumiona Anna. — Ja? Jak W. Król. Mości wiadomym być musi,
wcale dotąd mej woli nie mam. Panowie senatorowie panują daleko despotyczniej nade mną.
Dotąd nic się od nich doczekać nie mogłam, ani uregulowania sprawy spadku mojego i sióstr
po bracie, ani opatrzenia mnie na przyszłość. Wiele dóbr macierzystych mi pozabierano...
262 A n d r z e j O p a l i ń s k i — (1540—1593) był marszałkiem nadwornym kor.; Hen-
ryk Walezy mianował go marszałkiem wielkim koronnym
263 J a n K o s t k a — od r. 1574 wojewoda sandomierski; był kandydatem do tronu po
ucieczce Henryka Walezego; zmarł w roku 1581
264 g r a n d p r é v ô t (franc.) — wielki przełożony (dworu)
169
Anna już parę razy wprzódy napomykała o tym królowi — podniosła ku niemu oczy. Hen-
ryk się zarumienił, zapomniał zupełnie o tym, co jej przyrzekał.
— A, proszę wierzyć — przerwał żywo, rękę kładnąc na piersiach — nie moja wina! Zaw-
sze pp. senatorów. Co do mnie, gotówem wszystko po myśli i wedle życzenia waszego roz-
strzygnąć, podpisać.
— Uczyńcie to, W. Król. Mość — odparła Anna — bo niepewność jest przykra, a oprócz
tego siostrom odpowiedzialną się czuję za zwłokę. Ja tu jedna bronię sprawy królowej
szwedzkiej i księżnej brunświckiej.
Król słuchał już jednym uchem tylko, co najprędzej pragnąc się wymknąć, ale Anna do-
dała jeszcze:
— Proszę bardzo W. Kr. Mość o rozstrzygnięcie. Moje nalegania niewiele znaczą, słuchać
mnie nie chcą. W. Kr. Mość masz prawo.
Król się kłaniał i przymrużał oczy, a usteczka krzywił zalotnie.
— Ale możesz W. Kr. Mość być pewną, że co do mnie — rzekł — ja z oczyma zamknię-
tymi podpiszę wszystko, co może jej spokojność zapewnić. Chętnie uczyniłbym ofiarę nawet.
— Ja żadnej anibym przyjęła, ni potrzebuję wymagać — odezwała się Anna — żądam tyl-
ko sprawiedliwości. Dotąd nie obmyślono dla mnie nic, a nawet do własności swojej przyjść
nie mogę.
— A! — przerwał nagle Henryk. — Ta nieszczęśliwa sprawa tego biednego kasztelana ze
Zborowskimi! Ile nam ona czasu zabrała, jak zawichrzyła wszystkim! Dzięki Bogu skończona
raz, chociaż miałem to nieszczęście, że chcąc wszystkich zaspokoić, nie podobałem się niko-
mu. Zborowscy sądzą mnie nazbyt okrutnym, pani Wapowska zbyt pobłażającym.
Nie widać było z tonu i dźwięku mowy, aby to wszystko wielce króla obchodziło. Lekko
się wyrażał, a uśmiech sarkastyczny, dwuznaczny, do którego był nawykłym, nie przestawał
błądzić mu po ustach. Czasem roztargniony, spoglądając na panny fraucymeru królewnej,
stojące za nią, jedno oko przymrużał.
Królewna, podziękowawszy za obietnice, dodała, iż polega na nich i będzie czekać speł-
nienia.
— Chociaż jadę do Niepołomic — dodał król — nie dadzą mi i tam spokoju i będę pa-
miętał, aby nic nie zalegało, a sprawa W. Kr. Mości będzie dla mnie najpilniejszą.
Wprędce potem król, jakby się tym chciał przypodobać Annie, począł chwalić polską wio-
snę.
— Obiecują mi polowanie piękne, lasy mają być wspaniałe.
— I dawniej zwierza były pełne — przerwała Anna — a że tam nikt polować nie miał
prawa, dziś też obfitować muszą we wszystko.
Zapytała jeszcze królewna o wiadomości z Francji i zdrowie królowej matki, na co po-