- Charles, jak mogłeś...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Aż do samej cerkwi profesor nie spotkał żywego ducha...
- Król Azis milczał bardzo długo, tylko drgania nagłe biegły przez jego twarz na znak, że bije serce królewskie i że się lęka...
- – Przed dobrymi wiadomoÅ›ciami zamykasz siÄ™ na cztery spusty...
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- Publishers, Boston-Dordrecht-London 1992, s...
- - Nie ma o czym mówić...
- --with-t1lib[=DIR] Dołącz obsługę T1lib...
- Chwycił termos kleszczami i uważając, by nie uronić najdrobniejszej kropelki, przelał jego zawartość do plastikowego wiadra...
- Ani Bates, ani jej maszyneria nie były głupie...
- mogą coś zrobić...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
..
- Gapa! - uciÄ…Å‚ de Croytor.
Dziewczyna spojrzała na niego załamana. ł;zy zaczęły płynąć jej po policzkach. Cecile objęła ją i rzuciła piorunujące spojrzenie księciu, ale ten pozostał niewzruszony.
- Stój! - polecił Czerda.
Zatrzymali się wszyscy. W plecy idącego przodem Bowmana boleśnie wbił się tłumik pistoletu trzymanego przez Czerdę. Citroen stał trzy metry dalej.
- Gdzie jest klucz? - spytał Czerda. - Zaraz ci go dam.
122
- Niczego mi nie będziesz dawał. Możesz tam mieć ukrytą broń albo diabli wiedzą co. Gdzie jest klucz?
- Na breloku, przyklejony pod siedzeniem kierowcy z tyłu po lewej stronie.
- Searl - polecił Czerda i eks-ksiądz posłusznie ruszył do samochodu.
- Niewielu ludziom ufasz - mruknÄ…Å‚ Czerda. - A powinienem?
- Jaki numer ma skrytka? - Sześćdziesiąt pięć.
- To są kluczyki od samochodu - powiedział Searl wysiadając. - Ten żółty nie jest od samochodu - zwrócił mu uwagę Bowman. Czerda wziął cały pęk od Searla i dokładnie obejrzał.
- Żółty nie jest - przyznał i odczepił go. - Sześćdziesiąt pięć. Cóż, pierwszy raz powiedziałeś prawdę. W czym są pieniądze?
- Brezent zawinięty w brązowy papier zalakowany woskiem. Na papierze jest napisane moje nazwisko.
- Doskonale - mruknął Czerda, rozglądając się wokół.
Maca siedział na stopniach jednej z przyczep. Czerda skinął na niego. Cygan podszedł z ociąganiem i spojrzał spode łba na Bowmana. - Młody Josć ma skuter. Tak? - spytał go Czerda.
- Ma. Jest na widowni, mogę go przyprowadzić.
- Nie ma potrzeby. Tu masz klucz - jest do skrytki na stacji kolejowej w Arles. Skrytka ma numer sześćdziesiąt pięć. Daj mu go i powiedz, żeby przywiózł znajdującą się wewnątrz paczkę zawiniętą w brązowy papier. Ma jej strzec jak oka w głowie, bo to bardzo cenna paczka, i oddać ją tylko mnie. Gdyby mnie tutaj nie było, to ma się pytać, gdzie jestem i osobiście mi ją dostarczyć. Nikomu innemu. Jasne?
Maca skinął głową i poszedł szukać Josć, a Czerda stwierdził po chwili namysłu:
- Myślę, że czas już na arenę.
Przeszli przez drogę, kierując się ku budynkom, których używano jako garderoby dla biorących udział w występach.
W pomieszczeniu, do którego weszli, wisiały kostiumy matadorów i razateur oraz kilka strojów klownów.
- Ubieraj się - Czerda wskazał jeden z błazeńskich przyodziewków.
123
- W to? - zdziwił się Bowman. - A dlaczego, u diabła, mam to włożyć?
- Bo cię o to grzecznie proszę - wyjaśnił Czerda. - Zapomniałeś, że niezdrowo jest mnie denerwować? A raczej denerwować Searla? Bowman posłusznie wykonał polecenie i bez specjalnego zaskocze
nia obserwował, jak El Brocador i Searl również się przebierają, a następnie wszyscy łącznie z Czerdą zakładają papierowe maski. Bardzo im zależało na anonimowości, i trudno się dziwić, skoro wkrótce mieli stać się współodpowiedzialni za morderstwo. Czerda kawałkiem czerwonego materiału zasłonił broń, po czym wszyscy czterej ruszyli ku arenie.
Kiedy znaleźli się przy wejściu do callejón, Bowman ku swemu zaskoczeniu stwierdził, że trójka błaznów nadal jest na arenie, wywołując salwy §miechu. Tyle się wydarzyło, odkąd opuścił widownię, że dopiero teraz uświadomił sobie, jak niewiele czasu to wszystko trwało.
Gdy nadeszli, jeden z klownów robił właśnie stanie na rękach na grzbiecie byka, który z furią obracał łeb to w jedną, to w drugą stronę. Widownia szalała z zachwytu, a Bowman pomyślał, że gdyby okoliczno§ci były inne, sam pewnie by się dobrze bawił. Na koniec obaj tancerze popłynęli w rytm wygrywanego przez trzeciego błazna walczyka ku skrajowi areny. Tutaj zatrzymali się, odwrócili do publiczno§ci i lekceważąc szarżującego z tyłu byka, kłaniali się nisko. Tłum ostrzegawczo wrzeszczał, a oni, nie przestając się kłaniać, w ostatnim momenciE rozbiegli się i rozpędzone zwierzę rąbnęło w barierę. Para błaznów z wdziękiem przeskoczyła płot, a tłum wiwatował, gwizdał i klaskał jak oszalały. Bowman zaczął się zastanawiać, czy za kilka minut widownia będzie w tak doskonałym nastroju; wydawało mu się to nieprawdopodobne.
Arena była pusta, toteż Bowman z obstawą weszli do callejón. Widownia obserwowała ich z zaciekawieniem i sporym rozbawieniem; być może te uczucia wywoływał kostium, który Bowman miał na sobie: prawa nogawka spodni była czerwona, lewa biała, kubrak z kwadratów w tychże kolorach, a zielone buty takiej długości, że ich noski zostały przywiązane do cholewek; do tego stroju należała także biała czapka pierrota z czerwonym pomponem i czerwony nos na gumce, kontrastujący z nałożoną na twarz białą farbą. Całości dopełniała mniej więcej metrowa laseczka z chorągiewką w barwach Francji, którą trzymał w dłoni.
- Mam broń i mam dziewczynę - przypomniał cicho Czerda. - Radzę ci o tym pamiętać.
12.4
- Postaram siÄ™.
- Jeśli spróbujesz uciec, dziewczyna tego nie przeżyje. Wierzysz mi?
W to akurat Bowman gotów był uwierzyć bez zastrzeżeń. - Je§li zginę, to też tego nie przeżyje - mruknął.