celów mają się męczyć i po co żyją...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie mają w miarę rozwinięty przemysł – dodał po chwili – będziemy musieli sprawić sobie trochę odtylcowych...
- — Czy ma dobre zamknięcia drzwi i okien? — Drzwi są zamykane na patentowy zamek, a okna mają grube okiennice...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Wpływ duchów na sprawy życioweCzy duchy mają wpływ na wypadki naszego życia?"Z pewnością, wszak są naszymi doradcami...
- - sprawca, aby mc popeni czyn, musi mie upowanienie do obsugi urzdze przetwarzania danych w przedsibiorstwie;- rodki zabezpieczajce maj sens tylko...
- O ile nawet najbardziej humanitarne i demokratyczne narody nie mają zbyt wieluzahamowań, gdy chodzi o eksperymenty na zwierzętach, o tyle jednak doświadczenia...
- 78 mieszkający w duŜych aglomeracjach mają koło siebie księgarnie, sklepy, kafejki internetowe, telewizję kablową, duŜy wybór stacji...
- Justyna Horska[JJH] Jestem w Zakonie, gdzie kobiety maj takie same prawa co mczyni...
- mają marzenia i jednocześnie znajdują sposoby na pogodzenie ich realizacji z życiem osobistym...
- - Tyle sprztania?- Bo oni maj duo dzieci...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jeżeli życie ma być przyjemnością, to są zbędni,
niepotrzebni; jeżeli zaś cel i sens życia – w nędzy i bezgranicznej, beznadziejnej ciemnocie,
nie rozumiem, komu i czemu taka inkwizycja ma służyć. Nikogo i niczego nie rozumiem.
Niech pan będzie łaskaw zrozumieć tego oto osobnika! – powiedział Dmitrij Pietrowicz i
wskazał na Czterdziestu Męczenników. – Proszę się zastanowić!
Zauważywszy, że oboje popatrzeliśmy na niego, Czterdziestu Męczenników grzecznie
kaszlnął w pięść i powiedział:
– U dobrych państwa zawsze oddanym sługą byłem, ale główna przyczyna – alkohol. Jakby
mnie teraz nieszczęsnego uszanowali i miejsce dali, obraz święty bym ucałował. Obietnicy
dotrzymywać zwykłem!
Obok przeszedł stróż cerkiewny, spojrzał na nas ze zdziwieniem i pociągnął za linę.
Dzwon powoli i przeciągle, burząc gwałtownie ciszę wieczoru, wybił dziesiątą.
– Już dziesiąta! – powiedział Dmitrij Pietrowicz. – Pora jechać. Tak, mój drogi – westchnął
– żeby pan wiedział, jak ja się boję swoich codziennych, powszednich myśli, w których,
wydaje się, nie powinno być niczego strasznego. Żeby nie myśleć, bawię się pracą i próbuję
się zmęczyć, aby móc mocno spać w nocy. Dzieci, żona – dla innych to zwyczajne rzeczy, ale
dla mnie jakim to wszystko jest ciężarem, mój drogi!
Pomasował rękami twarz, chrząknął i roześmiał się.
– Jakbym mógł opowiedzieć panu, jaki byłem w życiu głupi! – powiedział. – Wszyscy
mówią do mnie: ma pan miłą żonę, śliczne dzieci i sam pan jest wspaniałym, rodzinnym
człowiekiem. Myślą, że jestem szczęśliwy i zazdroszczą mi. Ale jak już zacząłem mówić,
90
wyznam panu, że moje szczęśliwe życie rodzinne – to tylko smutne nieporozumienie, boję się
go.
Jego blada twarz zbrzydła od wymuszonego uśmiechu. Objął mnie i ciągnął półgłosem:
– Jest pan moim najlepszym przyjacielem, ufam panu i głęboko szanuję. Niebo zsyła nam
przyjaźń, żebyśmy mogli wyznawać i ratować się przed tajemnicami, które nas gnębią. Proszę
mi pozwolić wykorzystać pański przyjazny stosunek do mnie i wyznać panu prawdę. Moje
życie rodzinne, które wydaje się panu takim wspaniałym, to moje główne nieszczęście i mój
główny lęk. Ożeniłem się głupio i dziwnie. Trzeba powiedzieć, że do ślubu kochałem Maszę
namiętnie i zalecałem się do niej przez dwa lata. Proponowałem jej małżeństwo pięć razy, a
ona odmawiała mi, bo byłem jej absolutnie obojętny. Za szóstym razem, kiedy pełzałem przed
nią na kolanach odurzony miłością i błagałem o jej rękę jak o jałmużnę zgodziła się...
Powiedziała mi: „Nie kocham pana, ale będę panu wierna...” Taki warunek przyjąłem z
zachwytem. Wtedy rozumiałem, co to znaczy, ale teraz, jak Boga kocham, nie rozumiem.
„Nie kocham pana, ale będę panu wierna” – co to znaczy? Mętne to jest, niejasne... Kocham
ją teraz tak samo mocno jak w pierwszy dzień ślubu, ale wydaje mi się, że jestem jej jak
dawniej obojętny i chyba cieszy się, kiedy nie ma mnie w domu. Nie jestem pewien czy mnie
kocha, nie wiem tego, nie wiem, ale przecież mieszkamy pod jednym dachem, mówimy sobie
po imieniu, sypiamy razem, mamy dzieci, wspólny majątek... Co to ma znaczyć? Po co to? A
czy pan coś z tego rozumie, mój drogi? Okrutna męka! Przez to, że nic nie rozumiem w
naszych stosunkach, nienawidzę raz jej, raz siebie, albo oboje naraz, wszystko pomieszało się
w mojej głowie, zadręczam siebie i robię się coraz bardziej tępy, a ona, jak na złość, robi się
coraz piękniejsza, nadzwyczajna... Włosy ma przepiękne i uśmiecha się jak żadna inna