Caroline patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — No, niech mnie nagÅ‚a krew zaleje! — zawoÅ‚aÅ‚ Tay Tay...
- choćbyÅ› i mnie miaÅ‚ waszmość tak pochlastać, zawszeć winszujÄ™, winszujÄ™! – Et, dalibyÅ›cie sobie waszmoÅ›ciowie pokój; bo w rzeczy nie macie siÄ™...
- ciekawe i co mnie osobiÅ›cie bardzo zaskoczyÅ‚o — zdaÅ‚em sobie spra- wÄ™, że czasami pracujÄ…c mniej i krócej, można byÅ‚o zrobić wiÄ™cej, niż...
- o mnie ex re mojego stanowiska w sprawie reformy rolnej, ¿e jestem jakz³odziej, co chce wyj¹æ z cudzej kieszeni zegarek i daæ go komuœ innemu...
- - Bo dla mnie, to samotność, taka prawdziwa, transcendentna samotność, to jest na sam koniec orgazmu...
- Nic zatem dziwnego, że w konsultowanym przeze mnie przypadku niczym nie zagrożony, dobrze odżywiony pies na początku nie protestował, kiedy mu zabierano miskę...
- Następnie Heydrich zwrócił się do mnie: Niech mi pan powie, Schellenberg, ten Josef Muller miał chyba kiedyś coś wspólnego z pana wydziałem...
- Obrzuciła mnie ponurym spojrzeniem, obracając moje słowa w myślach, pró- bując odkryć zniewagę albo podstęp...
- - Aresztujesz mnie i braci Savage za to, że chcemy wejść to parku i szukać naszejkrewnej? Decydujesz się na awanturę ze spokojnymi obywatelami?Jimmy...
- Zapewniano mnie, iż nie wszystkie laski mają jednakową moc; siła ich jest proporcjonalna dopredyspozycji użytkownika i zależna od celów, do jakich ma być...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
W dłoni trzyma maselniczkę, którą miała właśnie wsunąć do lodówki.
- To było tak dawno temu, Williamie. Po wojnie wszystko się zmieniło, a ty byłeś taki smutny. Zafascynował mnie twój sposób bycia, jeep ze ściętym dachem, pełen klatek dla ptaków, nawet to, że mieszkałeś w namiocie rozbitym na wzgórzu w kanionie Topanga. No, a potem wybudowałeś swoje prywatne gniazdo na strychu Moore Hall.
Wtedy uwierzyłabym we wszystko, a nawet gdyby tak się nie stało, udawałabym, że wierzę. Nie mogłam pozwolić, abyś odszedł. Byłam taka młoda. Nie potrafisz nawet sobie wyobrazić, co to znaczy dla dziewczyny, kiedy spotyka kogoś takiego jak ty, i wie, że jest zakochana. Ogarnęła mnie po prostu desperacja.
- Chcesz mi powiedzieć, że nie wierzyłaś mi wtedy i nadal nie wierzysz. Po prostu nie chciałaś się ze mną drażnić, prawda?
- To wszystko nie jest takie proste. Wiedziałam, co spotkało cię w czasie wojny, jak bardzo to przeżyłeś. Chyba było mi cię żal. Ale przede wszystkim chciałam być z tobą, stać się częścią życia, które sobie zaplanowałeś. Prawdopodobnie uwierzyłam jakąś częścią siebie, uwierzyła ta część mojej psychiki, która znajdowała się pod władzą serca. Nie rozumiesz mnie - tak bardzo chciałam ci wierzyć, że to się stało. Nigdy nie myślałam, że cię okłamuję.
Caroline wyciąga zatyczkę i wypuszcza wodę ze zlewu. Wycieram starannie patelnię i wieszam ją na ścianie. Czuję pustkę w środku, jestem zagubiony, tak jak wtedy w szpitalu, gdy nikt nie chciał mi wierzyć i wciąż zadawali mi te same pytania. A teraz okazuje się, że nie wierzą mi także moja żona i najmłodszy syn.
- Nie chcę cię o nic obwiniać, Caroline. Rozumiem. Po prostu przez te wszystkie lata sądziłem, że choć ty mi wierzysz. Pomagało mi to zachować resztkę zdrowych zmysłów. Nigdy nie mówiłem nikomu więcej o Frankym, z wyjątkiem wojskowych psychiatrów. Dopiero po latach zacząłem opowiadać dzieciom bajki, niektóre z nich usłyszałem od Franky’ego, inne wymyśliłem sam. Ale nawet te wymyślone opowieści są w pewnym stopniu prawdą, ja przynajmniej w nie wierzyłem.
Lekarze stwierdzili, że wymyśliłem Franky’ego, aby zrekompensować sobie utratę pamięci, która nastąpiła na skutek wyjątkowo silnego urazu. Uznali, że nie potrafię zrezygnować ze swojej fantazji, dlatego właśnie zdecydowali, że podpadam pod paragraf ósmy; dlatego też dostaję rentę wojskową za pięćdziesięcioprocentowe kalectwo - nie jestem przecież inwalidą. Stwierdzono oficjalnie, że straciłem pięćdziesiąt procent władz umysłowych. Mam żółte papiery na pięćdziesiąt procent. Wiesz przecież o tym.
Ale byłem pewien, że ty mi wierzysz. Byłem przekonany, że rozumiesz, kim jest dla mnie Franky; on nadawał sens naszemu życiu. Chyba nie powinienem był wymyślać bajek dla dzieci. Może to właśnie przez nie przestałaś mi wierzyć, ale tak bardzo chciałem podzielić się z dziećmi tym, co czułem. Chciałem, żeby wiedziały, dlaczego ich ojciec jest taki, jaki jest, dlaczego żyje w taki właśnie sposób, dlaczego próbuje stworzyć dla nas wszystkich jedyny w swoim rodzaju świat.
Oczywiście, nie wszystkie bajki, które opowiadałem, były prawdziwe, nie wszystkie przygody, o których mówiłem, wydarzyły się naprawdę. Franky nie opowiedział mi ich aż tak wiele. Ale ja chciałem opowiadać te bajki, nie sądziłem, że mogę wyrządzić nimi komukolwiek krzywdę. W jakiś przedziwny, prawie tajemniczy sposób wcale ich nie wymyślałem. To było tak, jak gdyby sam Franky mówił przeze mnie. Nawet część z bajek, które napisałem, pojawiła się w mojej głowie znikąd, to było coś jakby pisanie magiczne. Sam nie potrafię tego do końca zrozumieć.
Ale najważniejszy jest fakt, że z tego wcale nie wynika, iż Franky nie istnieje. Wiele z moich bajek mówiło o prawdziwych wydarzeniach, zwłaszcza kiedy była mowa o tym, jak odkrył swoje magiczne zdolności i zrozumiał, jak bardzo różni się od innych lisów. Były to prawdziwe bajki, które Franky mi opowiedział.
Wycieram dłonie szmatką i siadam w bujanym fotelu. W naszym domu jest niewiele krzeseł. Poza moim gabinetem i klasą mamy tylko dwa fotele, w jednym właśnie siedzę, a drugi stoi obok kominka. Najczęściej wszyscy leżymy na naszym ogromnym łóżku. Każde z nas ma swoją własną lampkę do czytania. Właśnie w łóżku zwykliśmy spędzać większość wolnego czasu, czytając, rozmawiając, dyskutując o tym, co przeczytaliśmy, grając w słówka, po prostu - wspaniale się bawiąc.
To, że wybrałem właśnie bujany fotel, jest następnym złym znakiem, podobnie jak pogwizdywanie. Rzadko mi się to zdarza.
Widzę, że ogień na kominku zaczyna już dogasać. Podnoszę się z fotela i wrzucam do paleniska jeszcze dwie szczapy. Mamy dość drewna na całą zimę. Rzadko robi się tu naprawdę zimno, choć wieczorami czasem bywa dość chłodno. Wystarczy nam jeszcze na przyszły rok. Drewno to prawie wyłącznie oliwki, gdyż ostatnio przerzedziliśmy nieco nasz gaik. Rozpala się ono powoli, ale potem pali się długo i daje bardzo dużo ciepła.