Carl wydawał się szczerze zdziwiony...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - MyÅ›lÄ™ - powiedziaÅ‚, z uwagÄ… dobierajÄ…c sÅ‚owa – że zamiast wydawać pieniÄ…dze na obce wojska, lepiej zrobiÅ‚byÅ› odtwarzajÄ…c milicjÄ™ wieÅ›niaków,...
- Choć na pierwszy rzut oka Terranova wydawała się zwarta i masywna, rozcinało ją prawie na dwoje rozciągnięte południkowo morze wewnętrzne, zwane...
- Donovan nie lubił spotykać się z ludźmi, których kiedyś obraził, a konfrontacja z Tomem Corsim wydawała mu się szczególnie trudna...
- — Jaki wykres? — zdziwiÅ‚ siÄ™ Igor Pietrowicz...
- Nałgała mu coś o jednym jedynym weekendzie w łóżku z narzeczonym, który poszedł do wojska i zginął, co potem okazało się szczerą prawdą, gdyż...
- Również Zala wydawała się przystosowywać na swój sposób do nowych warunków...
- - Wydawało mi się, że ci już wyjaśniłem dokładnie ograniczenia fizyki chronomobilnej - odparł Jack...
- Smocza Skała nigdy dotąd nie wydawała mu się tak mroczna i straszna...
- Patrzyła uważnie na mnicha, lecz tym razem na jego twarzy widziała tylko szczery wyraz troski...
- Ku zdziwieniu Tirthy jej towarzysz bez słowa przyprowadził klacz dziewczyny...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Spróbowałam mu wyjaśnić.
- Człowiek, którego skazano za te zbrodnie, ma być niedługo stracony. Nie możemy do tego dopuścić. Planowaliśmy kampanię na rzecz wznowienia postępowania.
Wyraz twarzy Carla niczego nie zdradzał, kiedy powiedział:
- Ale mogliÅ›cie spokojnie żyć przez wszystkie te lata, kiedy ten czÅ‚oÂwiek siedziaÅ‚ w wiÄ™zieniu? To wam nie przeszkadzaÅ‚o?
- CzÅ‚owiek, którego skazano, nie jest Å›wiÄ™ty. - CzuÅ‚am, że przechodzÄ™ do defensywy. - Jest... przestÄ™pcÄ…. ZasÅ‚uguje na wiÄ™zienie. - Moje wytÅ‚uÂmaczenie zabrzmiaÅ‚o Å›wiÄ…tobliwie, a zarazem pusto. ZwÅ‚aszcza że mężczyÂzna stanowiÄ…cy moje jednoosobowe audytorium też kiedyÅ› byÅ‚ przestÄ™pcÄ…, też wedÅ‚ug jakiegoÅ› prokuratora zasÅ‚ugiwaÅ‚ na wiÄ™zienie.
Carl puścił moje słowa mimo uszu.
- Masz dowody na poparcie nowej teorii? Podejrzewam, że nie. Pokręciłam głową.
- Wiemy mniej więcej, gdzie szukać dowodów. Z kim możemy rozmawiać.
- Przypuszczam, że plany waszej trójki nie uszczęśliwiły policjantów, którzy prowadzili wtedy śledztwo.
- Masz racjÄ™.
- Nie pozostaje mi nic innego tylko... jak to się mówi?... wydedukować, że Prowlera wynajął jakiś gliniarz.
Kiwnęłam głową.
- Mnie też się tak wydaje.
- Jak myślisz? Wiesz kto? Znowu kiwnęłam głową.
- JesteÅ› pewna?
- A co?
- Pytam z ciekawości.
- Prawie pewna.
- Podaj liczbę. Na dziewięćdziesiąt dziewięć procent?
- Na dziewięćdziesiąt procent.
Carl zrobił długi, wolny wdech. Przy wydechu powiedział:
- Ten gliniarz jakoÅ› siÄ™ nazywa?
- Mickey Redondo. Jest detektywem.
- Opowiedz mi o nim.
Spełniłam jego życzenie. Powiedziałam, co wiem o Mickeyu. Nie było tego dużo. Carl zadał jeszcze kilka pytań. Pamiętałam trochę szczegółów o Mickeyu, jego rodzinie i dzieciach. W miarę możliwości zaspokoiłam jego ciekawość.
Kiedy skończyłam, powiedział:
- Ale twoja przyjaciółka jak na razie ma siÄ™ dobrze? Ta, z którÄ… rozmaÂwiaÅ‚aÅ›.
- Zachorowała na grypę.
- GrypÄ™?
- Została dzisiaj w domu przez grypę.
- Mieszka w domu czy w mieszkaniu.
- W apartamentowcu.
- Duży budynek?
- Spory.
- Ta grypa mogła uratować jej życie.
- Też jej to powiedziałam.
- Dam ci dla niej parÄ™ wskazówek. Musisz do niej zadzwonić i powieÂdzieć, co ma robić.
- Dobra - zgodziłam się. - Co?
- Powinna zadzwonić na policję i wymyślić jakąś historyjkę, że boi się po śmierci znajomego. Niech poprosi o ochronę. Założę się, że człowiek Prowlera czeka, aż ona wyjdzie z domu. Jeśli ktoś tam jest, musi zobaczyć przyjazd policji.
- Co chcesz zrobić?
- Znowu zadzwoniÄ™ do Prowlera. WymieniÄ™ nazwisko gliniarza, który wedÅ‚ug ciebie ma brudne rÄ™ce. WprowadzÄ™ maÅ‚y... jak to siÄ™ mówi... zaÂmÄ™t.
Pod nami woda w Boulder Creek wciąż obmywała gładkie kamienie. Do tej chwili nie słyszałam ani jednego odgłosu rwącej rzeki i nie zauważyłam ani jednej przepływającej kropli.
Razem z Carlem znowu podeszliśmy do aparatów. Wykręciłam numer Andrei. Był zajęty.
- U niej zajÄ™te - zwróciÅ‚am siÄ™ do Carla. - Może już wzywa pomoc. Zanim znowu do niej zadzwoniÄ™, muszÄ™ coÅ› wiedzieć. - Dotknęłam jego raÂmienia. - Wszystko w porzÄ…dku? Mam na myÅ›li wczoraj.
Zmrużył oczy.
- Nie wiem, o co ci chodzi. O to, co się stało u ciebie w domu? Zerknęłam na niego, żeby ocenić, na ile jest szczery.
- Mówię o tym, co się stało w motelu przy Arapahoe. Wszystko z tobą w porządku po tym, co się tam wczoraj stało?
Widziałam, jak podskakuje mu jabłko Adama, gdy przełykał ślinę. Zwilżył językiem wargi.
- Czy... ze mnÄ… wszystko w porzÄ…dku?
- Kiedy rozmawialiÅ›my w zeszÅ‚ym tygodniu, wspominaÅ‚eÅ›, że jest ciężÂko... no wiesz, potem. To znaczy emocjonalnie. MówiÅ‚eÅ› o grze w baseball z dzieckiem i o gotowaniu ziti? ZastanawiaÅ‚am siÄ™ tylko, jak siÄ™ dzisiaj czuÂjesz, to wszystko. MartwiÄ™ siÄ™. - WbiÅ‚am wzrok w wody rzeki, a potem w swoje palce. Zaczęłam czuć siÄ™ nieswojo i niezrÄ™cznie.