Smocza Skała nigdy dotąd nie wydawała mu się tak mroczna i straszna...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - Ale Thrawn jest inny? diousa nie obejmował zlikwidowania wszystkich świadków, aby nic nigdy nie przed- - Thrawn to dorosła wersja - odparła...
- — Czy można ukryć całą rodzinę? — Nigdy nie była zbyt liczna...
- – No, bo jeśli kiedyś zadałaś się z niewłaściwymi ludźmi, to nigdy nie jest za późno, żeby się wycofać...
- Rozdział 30 - Nigdy nie widziałeś czegoś takiego na własne oczy?Sam podskoczył z wrażenia...
- Aleksander Smith OtóŜ juŜ teraz potrafisz zapamiętywać, jak nigdy przedtem...
- A zresztą, co nazywasz „incydentami”? Zdarza się, że tyrannejskie statki giną i nigdy się nie odnajdują...
- Doprawdy, mój drogi, ty nigdy nie zdołasz pojąć psychiki kobiecej...
- Nigdy nie pragniemy z pasją czegoś, za czym przemawia tylko argument...
- Nigdy więcej tego nie chcę, myślała, leżąc w ciemności...
- - Myślę - powiedział, z uwagą dobierając słowa – że zamiast wydawać pieniądze na obce wojska, lepiej zrobiłbyś odtwarzając milicję wieśniaków,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Szedł powoli, a jego kroki odbijały się echem od murów i kamiennych smoków. Modlę się o to, by nigdy się nie obudziły. Majaczył przed nim ogromny Kamienny Bęben. Wartownicy stojący przy jego wrotach rozsunęli przed nim włócznie. Nie przed cebulowym rycerzem, ale przed królewskim namiestnikiem. Davos był namiestnikiem przynajmniej w chwili, gdy wchodził do środka. Zastanawiał się, kim będzie, wychodząc. O ile w ogóle stąd wyjdę...
Schody wydawały się dłuższe i bardziej strome niż przedtem, może jednak po prostu był zmęczony. Matka nie stworzyła mnie do takich zadań. Wzniósł się zbyt wysoko i zbyt szybko, a na szczycie powietrze było tak rzadkie, że nie mógł nim oddychać. W dzieciństwie marzył o bogactwach, to jednak było dawno temu. Później, kiedy dorósł, pragnął jedynie kilku akrów dobrej ziemi, dworu, w którym mógłby się zestarzeć, i lepszego życia dla synów. Ślepy Bękart mawiał mu, że mądry przemytnik nigdy nie sięga po zbyt wiele, nie przyciąga do siebie nadmiernej uwagi. Kilka akrów, drewniany dach, „ser” przed imieniem. Powinienem się tym zadowolić. Jeśli przeżyje dzisiejszą noc, zabierze Devana i pożegluje na Przylądek Gniewu, do swej dobrej Maryi. Będziemy razem opłakiwać poległych synów, ocalałych wychowamy na dobrych ludzi i nigdy już nie wspomnimy ani słowem o żadnych królach.
Gdy Davos wszedł do Komnaty Malowanego Stołu, w środku było ciemno i pusto. Król z pewnością był jeszcze przy nocnym ognisku, z Melisandre i ludźmi królowej. Ukląkł i rozpalił ogień na kominku, by przegnać chłód z okrągłej komnaty i zmusić cienie do ukrycia się po kątach. Potem obszedł salę wokół, podchodząc po kolei do każdego okna, odsuwając grube atłasowe zasłony i otwierając drewniane okiennice. Do środka wpadł niosący ze sobą zapach soli i morza wiatr, który szarpał jego prostym brązowym płaszczem.
Przy północnym oknie oparł się o parapet, by odetchnąć zimnym, nocnym powietrzem. Miał nadzieję, że uda mu się wypatrzyć rozwinięty żagiel „Szalonego Prendosa”, morze jednak jak okiem sięgnąć wydawało się ciemne i puste. Czyżby odpłynęli już tak daleko? Mógł jedynie modlić się o to, by tak było, by chłopiec był bezpieczny. Księżyc w kwadrze to wyglądał zza rzadkich, unoszących się wysoko chmur, to znowu się za nimi skrywał. Davos widział znajome gwiazdozbiory: płynącą na zachód Galerę i Latarnię Staruchy – cztery jasne gwiazdy otoczone złotą mgiełką. Większą część Lodowego Smoka przesłaniały chmury, lecz niebieskie oko wskazujące północ było widoczne. Na niebie pełno jest dziś przemytniczych gwiazd. Wszystkie one były jego starymi przyjaciółkami. Davos miał nadzieję, że to szczęśliwy znak.
Gdy jednak opuścił wzrok i spojrzał na zamkowe mury, nie był już tego taki pewien. Skrzydła kamiennych smoków rzucały w blasku nocnego ogniska wielkie, czarne cienie. Próbował się przekonywać, że to tylko rzeźby, zimne i pozbawione życia. To było ongiś ich miejsce. Miejsce smoków i smoczych władców, siedziba rodu Targaryenów. W żyłach Targaryenów płynęła krew dawnej Valyrii...
Komnatę wypełnił poszum wiatru i ogień na kominku zamigotał nagle. Davos wsłuchał się w potrzaskiwanie płonących drew. Gdy odszedł od okna, jego cień podążył za nim, wysoki i chudy. Potem padł na Malowany Stół niczym miecz. Davos stał tak przez długi czas. Czekał. Wreszcie usłyszał zbliżające się po schodach kroki oraz głos króla.
– ...to nie trzech – mówił.
– Trzech to trzech – odparła Melisandre. – Przysięgam, Wasza Miłość. Widziałam, jak umierał, i słyszałam zawodzenie jego matki.
– W nocnym ognisku. – Stannis i Melisandre weszli do komnaty jednocześnie. – Płomienie są podstępne. Co jest, co będzie, co może się stać. Nie możesz być pewna...
– Wasza Miłość. – Davos podszedł do nich. – To, co widziała lady Melisandre, jest prawdą. Twój bratanek Joffrey nie żyje.
Jeśli nawet król był zaskoczony tym, że Davos czekał na niego przy Malowanym Stole, niczym tego po sobie nie okazał.
– Lordzie Davosie, on nie był moim bratankiem – sprzeciwił się. – Aczkolwiek przez wiele lat sądziłem, że nim jest.
– Zadławił się kąskiem na własnym weselu – ciągnął Davos. – Niewykluczone, że go otruto.
– To trzeci – wtrąciła Melisandre.
– Umiem liczyć, kobieto. – Stannis okrążył stół, mijając Stare Miasto i Arbor, i podszedł do Tarczowych Wysp oraz ujścia Manderu. – Wygląda na to, że wesela stały się bardziej niebezpieczne od bitew. Kto był trucicielem? Czy go odkryto?
– Powiadają, że winny jest jego wuj Krasnal.
Stannis zazgrzytał zębami.
– To niebezpieczny człowiek. Przekonałem się o tym nad Czarnym Nurtem. Skąd masz te wieści?
– Lyseńczycy nadal handlują z Królewską Przystanią. Salladhor Saan nie miał powodu mnie okłamywać.