By jaśniej swe zwycięstwo ukazać nieprawe...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Z drugiej strony, przynajmniej jeden bystry obserwator, John Kenneth Galbraith, wyraził pogląd, że być może Nixon zwyciężył pomimo stosowania tych środków...
- szyki w uniesieniu zwycistwa, Thrasybulos nagle ruszy do natarcia,a rozgromiwszy skrzydo Mindarosa zawrci swe okrty w gb cieninyi rozbi bezadnie...
- Oni usłyszawszy to poczęli się naradzać, myśląc z radością o zwycięstwie swej nauki i o znaczeniu, jakie dla pogańskiego świata mieć będzie nawrócenie...
- to znać jaśnie, iż czynili te rzeczy, które doskonałemu dworzaninowi należą; jeden ćwicząc Aleksandra Wielkiego, a drugi króle sycylijskie...
- ktrym pospieszono kiedy Kocioowi na pomoc, bliskie jest odniesienia pnego zwycistwa...
- Shingo poczuł ciepło płynące aż do powiek, a świat za oknem nagle wydał mu się jaśniejszy...
- odnoszą sukcesy i porażki, wychodzą z tego zwycięsko...
- Z o f i a Jeżeli się Jaśnie pani czuje niedobrze, to można sprosić gości...
- królewskim przepychem i uwydatniały jej zwycięską urodę...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedział Ulath...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Lecz przedwczesną, o pani, jest ta radość cała; Agamemnon, którego znieważasz, zuchwała,
Włada Grecją, jest ojcem, kocha mnie najtkliwiej; Sama własnych boleści nie odczuwam żywiej.
Łzy go moje wzruszyły, nim jeszcze upadły;
Próżno troskę przede mną ukrywał pobladły.
Ach! Nierada z przyjęcia, co dziś mnie spotkało, Sądziłam, że tkliwości ma dla mnie zbyt mało!
SCENA SZÓSTA
A c h i l l e s, I f i g e n i a, E r y f i l a, D o r y d a ACHILLES
Więc to prawda! I ciebie oglądam w tej chwili!
275
Już sądziłem, że cały dziś obóz się myli.
Ty w Aulidzie? Co czynisz wśród włóczni i mieczy?
I dlaczego tej wieści Agamemnon przeczy?
IFIGENIA
Bądź spokojny: twej woli wnet się stanie zadość –
Opuszczam już to miejsce, by ci sprawić radość.
SCENA SIÓDMA
A c h i l l e s, E r y f i l a, D o r y d a ACHILLES
Uciekła! O bogowie, prawda to? Czy nie śnię?!
Jakże mnie ta ucieczka zadziwia boleśnie!
Pani, może twą niechęć obudzę i trwogę,
Nie wiem, czyli przed tobą stanąć dzisiaj mogę, Lecz gdy litość ci wroga wysłuchać pozwoli,
Co się nieraz i twojej użalał niedoli –
Ty wiesz, co je sprowadza tutaj niespodzianie, Ty wiesz...
ERYFILA
Czyżbyś tego sam nie wiedział, panie?
Ty, co na tym wybrzeżu nie chcąc płonąć dłużej, Od miesiąca je wzywasz, nagląc do podróży?
ACHILLES
Od tych brzegów z daleka miesiąc byłem cały; Po raz pierwszy je wczoraj me oczy ujrzały.
ERYFILA
Jak to? Gdy Agamemnon przybywać im radził,
Czyś nie ty jego rękę piszącą prowadził?
Ty, co wdzięki ich córki wielbiłeś tak długo...
ACHILLES
Bardziej jeszcze niż zwykle widzisz mnie ich sługą: Gdyby unieść mnie mogła myśli moich siła,
W Mykenach bym ją dościgł, nim tutaj przybyła.
Lecz uciekła. Czy jakieś popełniłem zbrodnie?
Nikt bodaj wejrzeć na mnie nie raczy łagodnie.
Co mówię? Kalchas, Uliss i Nestor wiekowy
Jeszcze na mnie swej chytrej użyli wymowy,
Co, miłość tę zwalczając, głosić się zdawała, Że mi uczuć się wyrzec własna każe chwała!
Jakież oni zamysły mogą snuć tajemnie?
276
Może armia już cała kpiny stroi ze mnie?
Wejdźmy: wydrzeć im muszę, co tam knują skrycie.
SCENA ÓSMA
E r y f i l a, D o r y d a
ERYFILA
Gdzież się schronię, bogowie, co mój wstyd widzicie?
On cię kocha, rywalko, jeszcze ci nie dosyć?
Czy po twoich obelgach mam twe szczęście znosić?
Lecz, Dorydo, choć może po swej myśli wróżę, Nad głowami ich widzę bliską jakąś burzę;
Ich szczęście wciąż niepewne przed niebios obliczem –
Ją zwodzą tutaj, czuję, on nie wie o niczem.
Agamemnon rozpacza. Nie wszystko stracone!
Jeśli moją nienawiść los bierze w obronę,
Potrafię jego pomoc wyzyskać łaskawą,
By nie płakać samotnie i pomścić się krwawo.
277
AKT TRZECI
SCENA PIERWSZA
A g a m e m n o n, K l i t e m n e s t r a
KLITEMNESTRA
Tak, ruszałyśmy, panie, już gniew, co mnie trawił, Byłby zdrajcę i obóz daleko zostawił;
Już ze wstydem w ojczyste wrócić miała strony –
Lecz Achilles, ucieczką jej nagłą zdziwiony, Tak żarliwie przysięgał i klął się na bogi,
Że przekonać mnie zdołał i zawrócić z drogi.
Do zaślubin tych nagli nie znając odmiany,
Szuka ciebie, miłością i gniewem miotany;
Wnet pogłoski nikczemne uciszyć gotowy,
Chce poznać i ukarać winnych tej obmowy,
Zbądź się wszelkich podejrzeń, co twą radość mącą.
AGAMEMNON
Pani, dosyć; już wierzę aż nazbyt gorąco.
Przyznam chętnie, że w błędną popadliśmy trwogę, I radość twoją dzielę, ile tylko mogę.
Pragniesz, byśmy z Achilem ród swój dziś złączyli –
Możesz córkę przed ołtarz wysłać choć w tej chwili; Czekam na nią. Lecz święte nim ognie zapłoną, Chciałbym jeszcze bez świadków mówić z tobą, żono.
Zważ na miejsce, gdzie twoja miłość ją przywiodła, Nie zaślubin, lecz wojny wszędzie ujrzysz godła.
Hałaśliwość obozu, wojsko, marynarze,
Lasem włóczni i grotów zjeżone ołtarze,
Wreszcie, godny Achila, dziki orszak zbrojny –
To dla oczu twych, pani, widok nieprzystojny.
I królewska małżonka przed ludem i świtą
Nie może tu wystąpić z chwałą należytą.
Niech raczej twoich kobiet powierzona straży Bez ciebie Ifigenia pójdzie do ołtarzy.
KLITEMNESTRA
Kto?... Ja?... Obcym ją oddać i pośrodku dzieła Zaniechać tak niegodnie tego, com zaczęła?
Ja, co wiodłam ją z Argos na ten brzeg daleki, 278
Mam jej teraz matczynej odmówić opieki?
Czy mniej blisko od ciebie tych ołtarzy stoję?
Któż w ramiona małżonka odda dziecię moje?
Czyli kiedy bez matki ten orszak wyrusza?
AGAMEMNON
Nie jesteś tutaj, pani, w zamku Atreusza,
Lecz w obozie.
KLITEMNESTRA
Gdzie wszyscy w tobie widzą pana,
Gdzie los Azji w twych rękach i wojna wygrana, Gdzie wola twoja Grekom jest najwyższym prawem, Gdzie matką syn Tetydy nazwie mnie niebawem!
Jakiż pałac godniejszy, jakiż gmach wspaniały Mógłby memu zjawieniu większej przydać chwały?
AGAMEMNON
Na bogów, co poczęli rody nasze stare,
Błagam, zechciej dziś dla mnie ponieść tę ofiarę Wiem, co czynię.
KLTTEMNESTRA
Zaklinam na te same bogi –
Daj mi widok oglądać oczom moim drogi;
Niech ta radość i moim się stanie udziałem.
AGAMEMNON
Więcej się po twej łasce, pani, spodziewałem; Lecz gdy sąd twój nie pojmie, jak słusznie ci radzę, Gdy prośba tak niewielką ma nad tobą władzę –
Dość wyraźnie słyszałaś, pani, me żądanie:
Taka jest moja wola i tak się też stanie.
Milcz i słuchaj rozkazu.
SCENA DRUGA
KLITEMNESTRA sama
Czemuż jego pycha
Tak srogo od ołtarzy mnie dzisiaj odpycha?
Dumny z nowych godności czy mną gardzi skrycie?
Czy sądzi, żem niegodna kroczyć w jego świcie?
Może berło swe jeszcze zbyt niepewnie trzyma, By im siostrę Heleny stawić przed oczyma?
I czemuż mnie ukrywać? Jakież mają prawo
Czoło moje niewinne plamić jej niesławą?
Lecz wreszcie z jego wolą me serce się zgadza –
Twoje szczęście, o córko, wszystko mi nagradza.
279
Achilles będzie twoim; i nic nie brzmi słodziej Niż słyszeć, jak cię zowią... Lecz on sam nadchodzi.
SCENA TRZECIA
A c h i l l e s, K l i t e m n e s t r a
ACHILLES
Pani, wszystko się znowu na dobre odmienia: