królewskim przepychem i uwydatniały jej zwycięską urodę...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Z drugiej strony, przynajmniej jeden bystry obserwator, John Kenneth Galbraith, wyraził pogląd, że być może Nixon zwyciężył pomimo stosowania tych środków...
- szyki w uniesieniu zwycistwa, Thrasybulos nagle ruszy do natarcia,a rozgromiwszy skrzydo Mindarosa zawrci swe okrty w gb cieninyi rozbi bezadnie...
- Oni usłyszawszy to poczęli się naradzać, myśląc z radością o zwycięstwie swej nauki i o znaczeniu, jakie dla pogańskiego świata mieć będzie nawrócenie...
- Król Azis milczał bardzo długo, tylko drgania nagłe biegły przez jego twarz na znak, że bije serce królewskie i że się lęka...
- Panowie polscy i szlachta znajdujący się podówczas przy boku królewskim, zafrasowani wielce odstąpieniem ziemi podolskiej, składali potajemne rady i...
- królewski, wymachując rękami przy wyjaśnianiu antyen - tropijnych przejść krytycznych, zauważył, że coś mu przeszkadza, rzucił okiem na własną dłoń i...
- ktrym pospieszono kiedy Kocioowi na pomoc, bliskie jest odniesienia pnego zwycistwa...
- odnoszą sukcesy i porażki, wychodzą z tego zwycięsko...
- Zeszła, kędy pokłady królewskie schowane:Złoto, spiż i żelazo misternie kowane...
- By jaśniej swe zwycięstwo ukazać nieprawe...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Mouret przyznawał się, że jest
pokonany. Denise była równie inteligentna, jak piękna. Podczas, gdy u innych ekspedientek,
zatrudnionych w jego magazynie, wychowanie polegało jedynie na zewnętrznej ogładzie,
towarzyskim polorze, który łatwo kruszył się u tych zdeklasowanych dziewcząt, ona – bez
fałszywego zamiłowania do elegancji – zachowała swoisty urok swego pochodzenia.
Najśmielsze pomysły handlowe rodziły się na podstawie praktyki pod tym wąskim czołem,
którego czyste zarysy świadczyły o sile woli i zamiłowaniu do porządku.
Mouret chciał składać ręce jak do modlitwy i błagać ją o przebaczenie za bluźniercze
myśli, jakie miał w chwilach buntu.
Dlaczego z takim uporem odpowiadała odmownie na wszystkie jego prośby? Ze
dwadzieścia razy błagał ją coraz to podwyższając cenę, ofiarowując pieniądze, wiele
pieniędzy. Powiedział sobie, że jest zapewne ambitna, i obiecał jej stanowisko kierowniczki, z
chwilą kiedy w którymś z działów otworzy się wakans. Ona jednak odmawiała, odmawiała
ciągle! Ta walka, w której wzmagało się jeszcze jego pożądanie, wprawiała go w osłupienie.
279
Cała historia wydawała mu się nieprawdopodobna. Wierzył, że ta dziewczyna musi wreszcie
ustąpić, gdyż – według niego – uczciwość kobiety była zawsze rzeczą względną. Nie miał już
przed sobą żadnego innego celu, wszystko schodziło na drugi plan wobec przemożnego
pragnienia, aby mieć ją wreszcie u siebie, wziąć na kolana i całować jej usta. Na tę myśl krew
silniej pulsowała mu w żyłach, drżał cały, przejęty swoją bezsilnością.
Dręczyły go ustawicznie te same bolesne myśli. Od samego rana, gdy się tylko zbudził,
obraz Denise zjawiał się przed jego oczyma. Śnił o niej w nocy, potem towarzyszyła mu do
jego gabinetu i siadała z nim przed wielkim biurkiem, gdzie podpisywał weksle i przekazy od
dziewiątej do dziesiątej rano: spełniał tę pracę machinalnie, wciąż czując przy sobie obecność
Denise, która ze spokojnym wyrazem twarzy powtarzała swoje „Nie”. O dziesiątej odbywało
się zwykle posiedzenie, prawdziwa rada ministrów, na której zbierało się dwunastu
akcjonariuszy firmy. Mouret przewodniczył; dyskutowano nad sprawami wewnętrznymi
magazynu, sprawdzano zakupy, omawiano, jak mają wyglądać wystawy. Denise była ciągle
obecna. Oktaw słyszał jej łagodny głos pośród wymienianych liczb, widział jej jasny
uśmiech, gdy mówiono o najbardziej skomplikowanych sprawach finansowych. Po zebraniu
towarzyszyła mu w codziennej inspekcji poszczególnych działów, powracała po południu do
gabinetu dyrekcji i pozostawała z nim od drugiej do czwartej, kiedy załatwiał interesantów –
fabrykantów z całej Francji, przemysłowców, bankierów, wynalazców; była to nieustająca
defilada bogactwa i pomysłowości, zawrotny taniec milionów, krótkie rozmowy, w ciągu
których ubijano największe transakcje Paryża. Jeśli zapomniał o niej na minutę, wówczas gdy
decydował o ruinie lub pomyślnym rozwoju jakiegoś przedsiębiorstwa, odnajdywał ją
natychmiast w nagłym porywie serca; głos mu się łamał i zadawał sobie pytanie: po co mu to
ciągłe obracanie milionami, skoro ona ich nie chce. Wreszcie o piątej musiał podpisać
korespondencję – rozpoczynała się wówczas ponownie mechaniczna praca ręki, a ona stawała
przed nim jeszcze bardziej władcza, brała go w posiadanie i nie opuszczała w ciągu
samotnych i płomiennych godzin nocy. A nazajutrz zaczynało się to samo, dzień pełen
wytężonej pracy, której spokój potrafił zburzyć cień drobnej, młodziutkiej dziewczyny.
Najbardziej nieszczęśliwy czuł się Mouret podczas codziennych inspekcji. Czyż po to