Był wyjątkowo pracowity...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- zobowi za wobec pracowników (gdy wynagrodzenia s płacone „z dołu”), zobowi za wobec dostawców, wynikaj cych z operacyjnego (manipulacyjnego) odroczenia...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- - Nuria Monfort powiedziała mi, że pracownik kostnicy zadzwonił do wydawnictwa trzy dni później, kiedy ciało zostało już pogrzebane w zbiorowym grobie...
- Przyszła odpowiedź z Infortechu, gdzie przez ostatnie trzy lata pracowała Kathy Voskuhl...
- 2) walutę, w której będzie wypłacane pracownikowi wynagrodzenie w czasie wykonywania pracy za granicą...
- Scenografka wygrzeba³a z ba³aganu na stole swoje próbki i projekt i rozgl¹da³a siê po pracowni...
- Pracownia Oddziau Opracowania Biblioteki Jagielloskiejbliogr...
- - Karamazow też tu jest? Tam, na południu, zawcze z nim pracowałaś...
- pamita, e do wyjtkw nale regulacje (np...
- characters and situations, on the external side, completely, and conveyshis impression to his readers with scarcely any diminution of force...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zimą zajmował się kryptami, a wiosną i jesienią włamywał się do kolonii domków letniskowych w całej zachodniej części stanu Maine, kradnąc wszystko, co popadnie. Najwyraźniej odznaczał się szczególnym zamiłowaniem do kolekcjonowania fotografii w ramkach. Na strychu domu przy Kingston Road znaleziono cztery skrzynie takich zdjęć. Brandon twierdzi, że policja ciągle je liczy, lecz jest ich zapewne przeszło siedemset.
Trudno powiedzieć, w jakim stopniu „tatuś-mamunia” uczestniczyli w przestępczej działalności Jouberta, nim się ich pozbył. Stopień ten musiał być jednak dość znaczny, albowiem nie starał się bynajmniej ukryć żadnych łupów. Jeśli zaś idzie o sąsiadów, najwyraźniej kierowali się oni zasadą: „Płacili rachunki i nic nas więcej nie obchodziło”. Zawiera się w tym jakaś ponura perfekcja, prawda? Przedziwne połączenie powieści gotyckiej i psychiatrii zboczeń.
W piwnicy znaleziono drugi, większy wiklinowy kosz. Brandon zdobył kserokopie fotografii dokumentujących owo znalezisko, lecz z początku wahał się, czy mi je pokazać. Cóż... „wahał się” to trochę za łagodnie powiedziane. Był to w istocie jedyny moment, gdy uległ klasycznej męskiej pokusie, by zgrywać przede mną Johna Wayne. No, wiesz: „Jedźmy, panienko, i niech panienka nie patrzy na tych martwych Indian. Powiem panience, jak ich miniemy”.
– Jestem gotów przyjąć, że Joubert był w domku letniskowym – oznajmił. – Nie mogę dłużej chować głowy w piasek, wszystko idealnie pasuje. Ale odpowiedz mi na pewne pytanie, Jessie: Dlaczego chcesz się w tym babrać? Co ci to da?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, Ruth, ale wiedziałam jedno: moja sytuacja jest już tak zła, że nie mogę jej w żaden sposób pogorszyć. Uparłam się, a Brandon wreszcie zrozumiał, że panienka nie wejdzie z powrotem do dyliżansu, nie popatrzywszy przedtem na martwych Indian, i w końcu pokazał mi fotografie. Najdłużej spoglądałam na zdjęcie z napisem: DOWÓD RZECZOWY 217 w górnym rogu. Przypominało to trochę patrzenie na film nakręcony na podstawie własnego najgorszego koszmaru. Fotografia przedstawiała otwarty wiklinowy kosz zawierający dziką mieszaninę kości i biżuterii, tanich imitacji i cennych kosztowności, częściowo skradzionych w domkach letniskowych, częściowo ściągniętych z lodowatych rąk trupów w kryptach małomiasteczkowych cmentarzy.
Patrzyłam na tę fotografię, wyraźną i w pewien sposób nagą, jak wszystkie zdjęcia policyjne przedstawiające dowody rzeczowe, i w mgnieniu oka znalazłam się z powrotem w domku letniskowym nad jeziorem. Nie przypomniałam sobie, tylko przeniosłam się tam, rozumiesz? Leżę na łóżku, zakuta w kajdanki i bezbronna, patrząc na cienie przelatujące po uśmiechniętej twarzy i słysząc własny głos, który mówi Obcemu, że mnie przestraszył. On pochyla się, by podnieść kosz, ani na chwilę nie spuszczając ze mnie gorączkowego wzroku, i widzę, jak wyciąga powykręcaną, niekształtną dłoń i zaczyna przesypywać kości i klejnoty, słyszę wydawany przez nie cichy grzechot kojarzący się z brudnymi kastanietami.
Wiesz, co najbardziej mnie prześladuje? Myślałam, że to mój ojciec, TATUŚ, który powstał z martwych, by mnie wreszcie zgwałcić. „Zrób to, co masz zrobić – powiedziałam. – Zrób to, co masz zrobić, ale obiecaj, że mnie później uwolnisz. Po prostu mi to obiecaj”.
Gdybym wiedziała, kim naprawdę jest, chyba powiedziałabym to samo, Ruth. Wiem, że powiedziałabym to samo, rozumiesz? Pozwoliłabym mu wsadzić w siebie swojego chuja – chuja, którego wtykał w rozkładające się gardła trupów – gdyby tylko przyrzekł, że nie zdechnę jak pies, torturowana skurczami mięśni i drgawkami. Gdyby tylko obiecał, że mnie uwolni.
Jessie przestała na chwilę pisać, dysząc spazmatycznie. Spoglądała na słowa na ekranie – na niewiarygodne, monstrualne zwierzenia na ekranie i zapragnęła nagle je wymazać. Nie dlatego, że wstydziła się Ruth, owszem, wstydziła się, lecz nie o to chodziło. W istocie rzeczy nie chciała stawić im czoła, a podejrzewała, że jeśli ich nie wymaże, będzie jednak musiała to zrobić. Słowa potrafią kreować własne imperatywy.
Ale dopiero wtedy, gdy przeczyta je ktoś inny – pomyślała i wyciągnęła palec wskazujący prawej ręki, odzianej w czarną rękawiczkę. Dotknęła klawisza z napisem DELETE – właściwie pogłaskała go – po czym cofnęła dłoń. Była to przecież prawda, nie?
– Tak – rzekła niewyraźnym głosem, którym posługiwała się często, gdy była przykuta do łóżka, choć tym razem nie mówiła do Dobrej Żony ani do Ruth, stała się z powrotem sobą i był to pewien postęp. – Tak, to prawda, wszystko się zgadza.