Scenografka wygrzeba³a z ba³aganu na stole swoje próbki i projekt i rozgl¹da³a siê po pracowni...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- zobowi za wobec pracowników (gdy wynagrodzenia s płacone „z dołu”), zobowi za wobec dostawców, wynikaj cych z operacyjnego (manipulacyjnego) odroczenia...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- ZWRACAJ UWAGĘ NA SWOJE MEMORANDAInformacje wewnętrzne firmy (memoranda) to kolejna pułapka...
- nowy obrzęd chrztu wodą i uczył naród, iż trzeba żałować za swoje grzechy oraz oczyścić się z nich przez chrzest...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- modny stał się model karmiącej piersią matki, która poświęca wszystko, by wychować swoje dzieci na jak najlepszych obywateli...
- ba, wybrał także tego syna Izaaka i Rebeki, by przez niego realizować swoje obietnice (Rdz 28,3-4...
- - Nuria Monfort powiedziała mi, że pracownik kostnicy zadzwonił do wydawnictwa trzy dni później, kiedy ciało zostało już pogrzebane w zbiorowym grobie...
- Skacz, dziecko, skacz! Od kiedy moja córka Zara umiała już bez pomocy stanąć na stole, na którym zmieniano jej pieluszki, bawię się z nią w...
- jan brzechwa, wlosJan BrzechwaWosPan starosta jad przy stole,Naraz patrzy - wos w rosole...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zobaczy³a zszarza³y, spatynowany kolor flag, które zszywa³ Romek. Podesz³a bli¿ej.
- To jest dobry kolor, ja bym chcia³a taki kolor w³aœnie. Co to w ogóle jest?
- To s¹ flagi - powiedzia³ Romek - na œwiêto teatru.
- Mo¿e podejdziemy do œwiat³a, co? - ci¹gn¹c zwój flag podeszli do okna. - W œwietle dziennym zawsze siê kolory zmieniaj¹. To pan wie z techniki teatru, prawda? Zimne i ciep³e œwiat³a. Pan by³ w szkole...?
- Techniki teatralnej... Tylko rok, bo zamknêli - powiedzia³ Romek.
- Tak? Ja tam uczy³am.
- W³aœnie, pamiêtam pani¹ profesor.
- No niestety, zamknêli tê szko³ê - zasmuci³a siê scenografka. - Wiesz, ja by³am uczennic¹ Wincentego Drabika. To by³ wielki polski scenograf... to by³ ojciec, mo¿na powiedzieæ, polskiej scenografii i mia³ tak¹ intuicjê... Rozumie to pan?
- Tak, rozumiem - powiedzia³ Romek.
- Ile pan ma lat?
- Siedemnaœcie.
- No tak, to jeszcze m³ody pan jest - uœmiechnê³a siê scenografka - ale pan jest zdolny, pan siê du¿o nauczy.
Romek patrzy³ na scenografkê, na jej star¹, piêkn¹ twarz. Ona naprawdê chcia³a mu coœ powiedzieæ, on naprawdê chcia³ s³uchaæ. Zobaczy³a to w jego twarzy.
Nios¹c pêk dziwnych, strojnych urz¹dzeñ, podesz³a pani Halinka.
- Pani scenograf, czy pani chce zobaczyæ przymiarkê biustonoszy?
- To wyje na mêskiej pracowni szyjecie? - zdziwi³a siê scenografka.
- Tak, to ciê¿ka praca. Obie posz³y do przymierzalni. Romek, owiniêty flagami, które scenografka ogl¹da³a w czasie rozmowy, a teraz trzyma³a w rêku, poszed³ za nimi. Zobaczy³ migaj¹ce, nagie, dziewczêce plecy, ramiona, drobne piersi. Wygl¹da³ œmiesznie, owiniêty flag¹, zapatrzony, sam nie wiedzia³ - w star¹, m¹dr¹ scenografkê czy w m³odziutkie, rozebrane dziewczêta.
W toalecie sta³ Romek i po szkolnemu pali³ papierosa. Strz¹sa³ popió³ do muszli i za ka¿dym strz¹œniêciem spuszcza³ wodê. Zgasi³ papierosa i mia³ spuœciæ wodê po raz ostatni, kiedy do toalety weszli dwaj mê¿czyŸni. Romek zatrzyma³ siê z palcem na przycisku.
- ... a na ostatnim zebraniu, przypominasz sobie - us³ysza³ jeden g³os.
- Nie za bardzo - powiedzia³ drugi.
- Nie pamiêtasz, jak siê o mnie wyra¿a³? Przepuœci³em mu. Przepuœci³em, ale posun¹³ cieniuteñko, a ja wiem, co to znaczy.
- No, stary - odezwa³ siê drugi - ty te¿ nie by³eœ najbardziej w porz¹dku. No, nie wa¿ne, na próbie nawali³, ale tañczy znakomicie!
- To samo ja...
- W porz¹dku, jesteœcie ka¿dy klas¹ dla siebie, ale on tylko bêdzie tañczy³ z Ul¹, a ty z Ul¹ nie mo¿esz tañczyæ...
- Za ciê¿ka?
- Stary... jesteœ za ma³y dla Uli, po prostu.
- Ja? - zdziwi³ siê pierwszy g³oœniej. - Przecie¿ my siê stale mierzymy. Wiesz, co mówi¹? ¯e móg³bym tañczyæ, ale m¹¿ zaufania siê sprzeciwi³... Czekaj no... Przecie¿ to ty by³eœ mê¿em zaufania?
- Tak mówi¹? - ostrzej spyta³ drugi. - ¯e ja sprzeciwi³em siê?
- Nie, ¿e m¹¿ zaufania...
- Cholera, ale tu ktoœ nadymi³!
Mê¿czyŸni wyszli i zrobi³o siê cicho. Romek spuœci³ wodê i powolutku wysun¹³ siê z toalety. Rozejrza³ siê, skrêci³ w korytarz i zobaczy³ dwóch tancerzy w czerwonych jak krew chitonach. Min¹³ ich i bez sensu puœci³ siê pêdem przez korytarze.
Dwaj œpiewacy mierzyli kostiumy. Jeden w gotowym ju¿ p³aszczu, na³o¿onym na sweter, i w dziwnym, wysokim nakryciu g³owy pali³ papierosa, drugi - nazywa³ siê Bazyli - mia³ wytrzeszczone oczy i krêci³ siê niespokojnie. Sowa usi³owa³ szpileczkami u³o¿yæ na nim fa³dy kostiumu.
- Przepraszam bardzo, czy móg³by pan... - powiedzia³ Sowa ze szpilkami w zêbach.
Bazyli zatrzyma³ siê, chwilê sta³ spokojnie, ale zaraz wyci¹gn¹³ wysoko przed siebie nogê i oczami pokaza³ but.
- Dwieœcie siedemdziesi¹t z³otych, takie teraz robi¹. Wygodne, w ogóle nie czujê, ¿e mam coœ na nodze.
- Lekkie? - spyta³ drugi œpiewak.
Bazyli podskoczy³ bli¿ej na jednej nodze, a drug¹, w bucie po³o¿y³ mu na kolanach.
- Piórko - powiedzia³.
Œpiewak podniós³ jego nogê w bucie i wa¿y³ w rêkach.
- Rzeczywiœcie, lekkie...
Sowa westchn¹³, podszed³ bli¿ej i znów pochyli³ siê nad kostiumem. Bazyli chwia³ siê na jednej nodze.
- A nogi siê nie poc¹? - spyta³ œpiewak.
- Nie, sk¹d! W najgorsze upa³y...
- Niech pan stanie równo - powiedzia³ Sowa.
- Nie widzi pan, ¿e na jednej nodze stojê?