- Karamazow też tu jest? Tam, na południu, zawcze z nim pracowałaś...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- -od poudnia: Morze Andamaskie, Morze Arabskie, Ocean Indyjski-Kontynent azjatycki graniczy take z morzami wewntrznymi (Morze Czerwone, Morze Czarne, Morze...
- zobowi za wobec pracowników (gdy wynagrodzenia s płacone „z dołu”), zobowi za wobec dostawców, wynikaj cych z operacyjnego (manipulacyjnego) odroczenia...
- Na początku wiosny, kiedy wiatry zaczynały dąć z innych kierunków, a w Certando, Tregei i na południowych krańcach ziemi zwanej niegdyś Tiganą nie stopniały...
- Choć na pierwszy rzut oka Terranova wydawała się zwarta i masywna, rozcinało ją prawie na dwoje rozciągnięte południkowo morze wewnętrzne, zwane...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- Legendy i podania polskieWoy stanowiy do redniowiecza, a w Polsce poudniowej i u licznych narodowoci sowiaskich do niedawna, podstawow sil pocigow...
- 465traktoway bowiem ca Europ Poudniowo-Wschodni (w tym i Jugosawi) jako teren ekspansji ekonomicznej i baz zaopatrzenia w surowce...
- Pitt odwrócił się i spojrzał przez przejrzystą bańkę kabiny na ultramarynowy, ciemny błękit, sięgający dalekiego południa...
- - Nuria Monfort powiedziała mi, że pracownik kostnicy zadzwonił do wydawnictwa trzy dni później, kiedy ciało zostało już pogrzebane w zbiorowym grobie...
- Wczesnym południem skierował się ku wzgórzom i zaparkował samochód kil- kaset metrów od zakazanego miejsca...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Przez dłuższą chwilę nic nie mówiła. Potem rzuciła: - Tak.
- Kim, do cholery, jest Karamazow? - rzucił Paul pochylając się do przodu.
Rourke chciał odpowiedzieć, ale dziewczyna powstrzymała go. “Jej głos brzmi, jakby był wyprany z życia” - pomyślał.
- Jest najlepszym agentem KGB. Przynajmniej on tak myśli i każdy mu to mówi. Jest, choć to może bez znaczenia, szefem nowo formowanej amerykańskiej siatki KGB. Jest facetem u szczytu władzy w waszym podbitym kraju. Tylko jeden człowiek jest tutaj wyższy rangą. To generał Warajcow. Dowódca Północnoamerykańskiej Armii Okupacyjnej.
- To jakiś koszmar! - zaczął Rubenstein zdejmując okulary j patrząc gdzieś na zewnątrz. - W czasie drugiej wojny światowej, już na samym początku, moja ciotka utknęła w Niemczech. Odkryli, że jest Żydówką, aresztowali ją i nigdy już o niej nie usłyszeliśmy. Dorastałem nienawidząc nazistów za to, co zrobili. Jak myślisz, do cholery, kogo będą nienawidziły dorastające amerykańskie dzieci, Natalie? Co? Ile domów i kamienic, ile farm, szkół i biurowców... ile miejsc przestało po prostu istnieć! Ile dzieci i kobiet, małych piesków i kotków, ile wszystkiego, co żyło, zabiliście tamtej nocy?! Jezu! Hitler przy was to jakiś przywódca buszmenów!
- To była wojna, Paul! Nie mieliśmy wyboru. To ultimatum Stanów Zjednoczonych w Afganistanie... Nie było wyboru, Paul, żadnego wyboru. Musieliśmy uderzyć pierwsi! A potem wasz prezydent czekał z uderzeniem odwetowym do ostatniej minuty... Nie wiedzieliśmy!
- Słyszycie samych siebie? - spytał Rourke cicho. - Niewiele się zmieniło od wojny, nie uważacie?
Zamknął oczy i oparł się plecami o tylne drzwi pickupa. Przez dobrą chwilę nikt nic nie mówił i było słychać tylko ciężkie uderzenia kropel deszczu.
ROZDZIAŁ XXXV
Rubenstein wylosował miejsce noclegu w ciężarówce i teraz dochodziło stamtąd jego pochrapywanie. Rourke i Natalie leżeli obok siebie pod płótnem, słuchając szemrania deszczu. Godzinę wcześniej przechodził tędy jeden z bandziorów, wetknął swoją głowę pod brezent i widząc Johna z dziewczyną mruknął:
- Przepraszam, stary. Nie wiedziałem, że tu jesteście. Odszedł. Doktor trzymał pod kocem jeden z detoników
z odwiedzionym kurkiem, zdjętą blokadą i palcem na spuście. Gdy mężczyzna oddalił się, zluzował kurek. Wtedy dziewczyna zaczęła płakać. Zanim zobaczył łzy, usłyszał ciche łkanie. Zapytał ją, dlaczego płacze.
- On ma rację... To, co zrobiliśmy... - wyszeptała, głos uwiązł jej w gardle.
- Tak, Paul ma rację - rzekł Rourke. - Ale na nic się zda wzajemna nienawiść i to tylko dlatego, że ty jesteś Rosjanką, a my Amerykanami.
- Co z ciebie za człowiek?! On miał rację, całkowitą rację! Próbowałam cię uwieść... Sądzę, że ciągle to robię. A ty?
Nie poddałeś się dlatego, że wiedziałeś, kim jestem? A może myślisz, że jestem kobietą Karamazowa?
- To naprawdę nie ma z tym nic wspólnego - odpowiedział, a potem zapadła cisza. Deszcz padał bezustannie. Rourke zerknął na rolexa było już dobrze po pomocy. Dziewczyna odezwała się powoli:
- Więc dlaczego?
- Dlaczego co? - odparł nie patrząc na nią.
- To, o czym mówiliśmy przedtem. Nie obchodziło cię, że jestem rosyjską agentką ani to, że mogę być kobietą Karamazowa. Więc dlaczego?
- Zapomnij o tym - wyszeptał John. - Pobudzisz dzieciaki. - I wskazał wnętrze ciężarówki, gdzie chrapał Rubenstein.
- Nie zapomnę - odrzekła. - Czy to z powodu żony? Tego, że ona być może ciągle żyje? Czego się obawiasz? Że przestaniesz jej szukać?
- Nie. Nie przestanę - powiedział. - Podaj mi jednego papierosa z twoich. Nie chcę zakopcić całego pomieszczenia.
Dziewczyna odwróciła się od niego na chwilę, pogrzebała w kieszeni kurtki i wręczyła mu na wpół opróżnioną paczkę. Potem wzięła ją z powrotem, wyjęła jednego papierosa i zapaliła. Ręce przestały jej drżeć, zapałka błysnęła ogniem już za pierwszym razem. Zaciągnęła się mocno i oddała papierosa. Rourke leżał na boku z papierosem w ustach, utkwiwszy wzrok w martwym punkcie.
- Czy to dlatego,że byłbyś jej niewierny? - powiedziała Natalie głosem odrobinę głośniejszym od szeptu.
- Coś w tym guście - rzekł John strząsając popiół z papierosa na zewnątrz namiotu.
- Ale... co, jeśli ona... - dziewczyna nie dokończyła zdania.
- Wówczas nie będzie to nic w tym guście - powiedział spokojnie. Zaciągnął się głęboko i wyrzucił papierosa w deszcz.
Poczuł, że dziewczyna obok niego poruszyła się pod kocem.
- Czy ty w ogóle jesteś człowiekiem?
Obrócił ku niej twarz i popatrzył na nią, a potem, nie podnosząc się, wyciągnął rękę i wplótł palce w jej ciemne włosy na karku. Przycisnął jej głowę, próbując poprzez mrok wejrzeć w oczy dziewczyny. Czuł jej oddech na twarzy, słyszał jego przyśpieszony rytm. Czuł pulsowanie krwi tam, gdzie ją trzymał, na karku.
Poczuł dotknięcie wilgotnych i gorących ust na policzku, gdy przysunęła się do niego. Wziął w dłonie głowę Natalie i odszukał w mroku jej usta. Pocałował ją. Jej oddech był gorący i pełen słodyczy, którą można było niemal smakować. Czuł jak jej ciało poddaje się mu. Leżała w jego ramionach szepcąc:
- Jesteś człowiekiem.
Rourke ponownie dotknął ustami jej warg. Słyszał jej słowa:
- I nic się nie wydarzy, prawda, John?
- Nie wiem. Śpij już, dobrze? Przynajmniej na razie. - Czuł, jak jej głowa opada mu na pierś. Szeptała coś, czego nie mógł dosłyszeć.
ROZDZIAŁ XXXVI
Rourke otworzył oczy i spojrzał na zegarek na lewym przegubie. Dziewczyna nadal spała w jego ramionach i musiał ją przesunąć, aby dojrzeć tarczę rolexa. Była trzecia nad ranem. Znowu usłyszał ten dźwięk: wystrzał, potem jeszcze jeden i pojedynczą serię z lekkiego karabinu maszynowego. Tak powinien brzmieć kaliber 9 mm.
- Cholerni głupcy! - powiedział głośno, czując, jak dziewczyna poruszyła się, a potem usiadła obok niego.
- Strzały?
Po chwili Rubenstein ześlizgnął się z naczepy do wnętrza namiotu. Na zewnątrz ciągle siąpił deszcz. Gdy John wyjrzał spod płachty i schował się z powrotem, twarz i włosy miał zroszone kropelkami deszczu. Nie patrząc na żadne z nich powiedział:
- Cholerni paramilitarni głupcy! Ze też musieli wybrać akurat tę noc na swój pieprzony atak. Niech ich cholera!