Był tam kredens kuchenny, sto razy malowany i z zaokrąglonymi od farby kantami, szyby też zamalowane...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W pewien sposób cieszyła się, że Egwene oraz jej przyjaciółek tu nie ma, cieszyła się, że nie może widzieć ich twarzy, a na nich, być może, piętna...
- Komnata znajdowała się na samym szczycie najwyższej wieży fortecy Przeoczenie na południe od Pułapki Cienia, miasta położonego na południowym krańcu...
- - Niedobitki Shaido wycofują się na północ - oznajmiła ponuro Amys - a coraz ich więcej przekracza Mur Smoka, jednak Rand al'Thor najwyraźniej o nich...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- Przez cały dzień odpoczywał po ostatniej misji, zanim wezwano go już nie do małego gabinetu kapitana Dumery'ego, ale na spotkanie z samym generałem Gorem...
- Nałgała mu coś o jednym jedynym weekendzie w łóżku z narzeczonym, który poszedł do wojska i zginął, co potem okazało się szczerą prawdą, gdyż...
- Brezovsky wstał i zwrócił się do adwokata: - Niestety, będziemy zmuszeni zatrzymać pana Lebovitza, bo może okazać się bardzo ważnym świadkiem...
- Wyniki te przeczą dosyć silnie zakorzenionemu w psychologii przekonaniu, że albo stosujemy racjonalne, czyli zaradcze sposoby przezwyciężania...
- Zresztą Rena i tak wolała słuchać o smokach, które były tematem dostatecznie bezpiecznym, nawet gdyby ktoś podsłuchiwał...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ponadto stary stół obity linoleum, do tego dwa stołki. Krzesło, komoda, ławka pod piecem, ryczka, dwie kołdry i dwa zegłówki, w połowie puch, a w połowie pierze... Niech tylko Świętkowi da wartko gorzały lub pieniędzy na nią, w komorze są jeszcze rozmaite przybory.
Heidenbrink poszedł z nim do szynkarza i kupił mu litr brunatnej gorzały i parę butelek wina. Świętek kazał sobie to zawinąć w papier pakunkowy i szybko poszedł przez łąkę w kierunku hałd.
Podczas pogrzebu stał za murem cmentarnym. Tekla zobaczyła go poprzez czarną woalkę i dała Hübnerowi znak: - O Jezusie, nasz ojciec jest tam! Stań tak, żeby go nikt nie zobaczył, bo skompromituje całą naszą rodzinę. Znowu jest pijany. - Proboszcz Urban przemówił nad trumną, nie wypominając nikogo, bo nie znał Świętkowej. Brat Stanika przyszedł w zastępstwie brata. Jankowski stał z tyłu, bez słowa. Obie córki wypłakiwały sobie oczy. Po pogrzebie przeszły obok siebie, jakby się nie znały, bo Hejdlę brała złość, że się spóźniła i Tekla zdążyła jej sprzątnąć sprzed nosa firanki. Heidenbrink zaś klął, ile wlezie, bo gdy w dwie godziny po transakcji przyszedł po rzeczy, brakowało już jednej kołdry i zegłówka. Hejdla zdążyła sobie przynajmniej to zabezpieczyć. Oprócz tego dostało jej się tylko pół laski mydła do prania. Gdy po dziesięciu dniach Świętek się nie zjawił, Tekla powiedziała: - Hejdla mogłaby się trochę zatroszczyć o ojca, skoro wzięła to mydło! Niech sobie będzie, jaki chce, ale był naszym ojcem i na pogrzeb przynajmniej mógł przyjść. Nigdy mu tego nie zapomnę! Nasza matka była taka dobra dla niego.
Potem przyszedł ktoś do niej i powiedział, że widziano Świętka na cmentarzu. Gdy tam poszli, zobaczyli go na klęczkach przed grobem, koszula podarta i powalana gliną. Urosła mu siwa broda, oczy stały się wielkie i puste. Wyglądał jak sama śmierć. Odsuną? wieńce i rękami szukał czegoś w ziemi.
- Kobieto, dej mi szolkę wody! - powiedział do Tekli.
- Jezus Maria, ojciec nam zwariował! Detek, przykryj go wartko swoim płaszczem, żeby go kto nie zobaczył! Ojciec, ojciec, musieliście nam tyle wstydu narobić? Cóż wam uczyniliśmy? Co za gańba! Pójdź sam ino Detek, i ukryj go prędko tam w kostnicy! Jak się ściemni, to go zabierzemy, żeby nas nikt nie widział.
Wepchnęli go do kostnicy. Detek ustawił się pod murem cmentarnym i uważał, żeby Świętek nie uciekł. Tekla poszła do domu po miech. Gdy się ściemniło, narzucili Świętkowi miech na głowę i wprowadzili go od tyłu do domu, a tam zamknęli go w piwnicy na gródzy z kartoflami. Tekla zaniosła mu w małym garnku odrobinę zupy z obiadu i stary koc: - Żeby się nie skarżył! Ale on i tak nic nie miarkuje, szkoda tej zupy! Ale ostatecznie jest ciągle jeszcze naszym ojcem, więc nie można być takim surowym.
W piwnicy Świętek pierwszy raz w życiu rozpłakał się.
- Jeśli go tam w taborze zgłosimy jako chorego, możemy odebrać jego pensję. Szkoda każdego grosza, podarowanego tym świniom u góry! Doktor Gąsalski wystawi nam zaświadczenie, a jutro zaraz odstawimy go do jakiegoś zakładu. Doktor zrobi to dla nas. W ten sposób ojciec dostanie przez nas przynajmniej rentę, którą mu schowamy.
Lekarz ze Lwowa wypisał skierowanie do zakładu, Detlev załatwił w zarządzie formalności i po trzech dniach zabrali Świętka.
- Zdejmę mu trzewiki, on ich i tak już nie będzie potrzebował, a są jeszcze dobre - powiedziała Tekla.
- Dobry Boże, spraw, aby znów doszedł do rozumu! Gdyby się coś stało, mogą nas przecież powiadomić. Jesteśmy przecież jego dziećmi, no nie?
Dostał się do zakładu w Wałbrzychu i musiał tam łatać bieliznę.
- Jakież to kłopoty można mieć z człowiekiem - powiedziała Tekla. - Ale ostatecznie był naszym ojcem. No, przynajmniej nie było to wszystko po próżnicy!