- Bardzo mi przykro...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — SplamiÅ‚ go? SplamiÅ‚?— Bardzo dba o osobistÄ… czystość...
- Było to nadal za mało jak na ich potrzeby, „wszystko było wspaniale zorganizowane, bardzo zabawne zupełnie inaczej niż obecnie jest zorganizowane nasze centrum...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- przed laty wieloma przywiózł mu w prezencie pewien bardzo wielki kupiec wprost z Gdań- ska, tliły się kawałki tego czarnego tytoniu, który nosi na paczce...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
- Kto wie, jak działa na proste katolickie umysły eksponowana w mediach świetność beatyfikacji i kanonizacji, jak bardzo wyraża się w kanonizacjach określona...
- W ciągu trzech pierwszych miesięcy od czasu przeniesienia się do nowej siedziby byłem wciąż bardzo zajęty i prawie nie widywałem mego przyjaciela Holmesa...
- Król Azis milczał bardzo długo, tylko drgania nagłe biegły przez jego twarz na znak, że bije serce królewskie i że się lęka...
- ciekawe i co mnie osobiÅ›cie bardzo zaskoczyÅ‚o — zdaÅ‚em sobie spra- wÄ™, że czasami pracujÄ…c mniej i krócej, można byÅ‚o zrobić wiÄ™cej, niż...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ale wróciłem. Zaryzykował następny krok. Gdybyż tylko miał ze sobą coś, co by ją udobruchało - pół wiaderka lodów Haagen - Dazs. Albo kozła ofiarnego.
Wielka Cyndi rozpłakała się. Podszedł wolno, wyciągając przed siebie rękę na wypadek, gdyby chciała ją obwąchać. Lecz pomruki zastąpiło już szlochanie. Myron położył dłoń na jej ramieniu, twardym jak kula do kręgli.
- Co się stało? - spytał ponownie.
Pociągnęła nosem. Głośno. Hałas o mały włos nie wgniótł zderzaka w limuzynie.
- Nie powiem.
- Dlaczego?
- Zakazała.
- Esperanza?
Wielka Cyndi skinęła głową.
- Będzie jej potrzebna pomoc - rzekł Myron.
- Nie chce pańskiej pomocy.
Bolesne słowa. Wciąż lało. Usiadł na schodach obok Cyndi.
- Gniewa się na mnie, że wyjechałem?
- Nic panu nie powiem, panie Bolitar. Przykro mi.
- Dlaczego?
- Nie kazała.
- Esperanza sama sobie z tym nie poradzi. Potrzebuje adwokata.
- Już ma.
- Kogo?
- Hester Crimstein.
Wielka Cyndi sapnęła, jakby zdała sobie sprawę, że powiedziała za dużo, lecz być może wymknęło się to jej celowo.
- Jak ją wynajęła? - spytał.
- Pan się na mnie nie gniewa, panie Bolitar, ale nic więcej nie powiem.
- Ja siÄ™ nie gniewam, po prostu siÄ™ martwiÄ™.
Na widok jej uśmiechu z trudem powstrzymał krzyk.
- Miło, że pan wrócił - powiedziała.
- Dziękuję.
Położyła mu głowę na ramieniu, tak ciężką, że się zachwiał, ale zdołał jakoś utrzymać pion.
- Wiesz, co do niej czuję - rzekł.
- Tak. Kocha jÄ… pan. A ona pana.
- Więc pozwól mi pomóc.
Wielka Cyndi podniosła głowę. Krew w jego ramieniu znów zaczęła krążyć.
- Nic tu teraz po panu. Myron wstał.
- Chodź. Podwieziemy cię do domu.
- ZostajÄ™.
- Pada i jest późno. Ktoś może cię napaść. Tu nie jest bezpiecznie.
- Poradzę sobie - odparła.
Zrezygnował z wyjaśnienia, że nie jest tu bezpiecznie dla napastników.
- Nie możesz spędzić tutaj całej nocy.
- Nie zostawiÄ™ Esperanzy samej.
- Ależ ona nawet nie wie, że tu jesteś.
Wielka Cyndi otarła z twarzy deszcz dłonią wielką jak opona samochodu.
- Wie.
Myron obejrzał się na limuzynę. Oparty w pozie Gene'a Kelly'ego o jej drzwiczki Win - z rękami skrzyżowanymi na piersi i parasolem na ramieniu - skinął mu głową.
- JesteÅ› pewna?
- Tak, panie Bolitar. Aha, jutro spóźnię się do pracy. Mam nadzieję, że pan rozumie. Potwierdził skinieniem głowy. Patrzyli na siebie, a po twarzach ściekał im deszcz. Na ryk śmiechu oboje obrócili się w prawo i spojrzeli na przypominający twierdzę gmach, w którym w aresztanckiej celi osadzono osobę im obojgu najbliższą. Myron ruszył do limuzyny, ale po chwili się odwrócił.
- Esperanza nikogo by nie zabiła - powiedział i zaczekał.
Lecz Wielka Cyndi, zamiast potwierdzić to lub przynajmniej skinąć głową, znowu się zgarbiła i zamknęła w sobie.
Myron wsunął się do samochodu. Win, który poszedł w jego ślady, podał mu ręcznik. Kierowca ruszył.
- Jej adwokatką jest Hester Crimstein - poinformował Myron.
- Telewizyjna pani sędzia?
- We własnej osobie.
- Aha - rzekł Win. - Przypomnij, jak się nazywa jej program.
- Kryminały Crimstein. Win zmarszczył brwi.
- Uroczo.
- Wydała książkę pod tym samym tytułem. Dziwne. - Myron pokręcił głową. - Hester Crimstein rzadko podejmuje się obrony. Jak skłoniła ją do tego Esperanza?
- Nie jestem pewien - Win postukał palcem wskazującym w podbródek - ale parę miesięcy temu chyba miała z nią romans.
- Żartujesz.
- A jakże, już taki ze mnie filut. Dziś to mój najlepszy wic.
Impertynent. Ale mówił do rzeczy. Esperanza była idealną biseksualistką - idealną, gdyż podobała się każdemu, niezależnie od płci i preferencji seksualnych. Kto się udziela na prawo i lewo, posiada uniwersalny seksapil, no nie?
- Wiesz, gdzie mieszka Hester Crimstein? - spytał Myron po chwili zastanowienia.
- Dwa domy ode mnie, na Central Park West.
- Więc złóżmy jej wizytę. Win zmarszczył brwi.
- Po co?
- Może wprowadzi nas w sprawę.
- Nie zechce z nami rozmawiać.
- Może zechce.
- Skąd ci to przyszło do głowy?
- Po pierwsze, jestem czarujÄ…cy.
- Mój Boże. - Win pochylił się do kierowcy. - Niech pan depnie gaz.
5