Ale nie widziała nic, bo zalane łzami oczy przesłoniła ręką...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- Krzysztof przetarł palcami oczy i powtórzył bezdźwięcznym głosem: – Precz, precz, zabierzcie stąd tego człowieka...
- Wszystkie oczy wpatrywały się w kanapkę i gdy Harry uniósł ją, bywziąć potężny kęs, zauważył, że Mark Sway śledzi każdy jego ruch...
- tim beardsley,(w poszukiwaniu nowej drogi w kosmos) sprzeda˝ wysy∏kowà Po∏àczone linà cia∏a podlegajà oczy- smiczny bez trudu dotar∏by w...
- Z początku wcale o nich nie myślał, potem, gdy mu coraz częściej wpadały w oczy lub pod rękę, zaczął doświadczać wyrzutów sumienia...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- Oczy tamtego zwęziły się i jeszcze bardziej lodowaty tonem dorzucił:— Dowiedź tego...
- Doszłam do wniosku, że nie powinnyśmy w ogolę tłumaczyć się z tego co robiłyśmy, kiedy nas nie było, chyba żeby ktoś pytał Widziałam ludzi gęsto...
- Nieruchome oczy spogl¹daj¹ w górê, omijaj¹ wzrok Przebudzeñca, a martwe wargi poruszaj¹ siê...
- cio nie ma worka z pieniędzmi? W gronie najbliższych tak nazywała teraz hrabiego, a panowie nie pytali już o niego inaczej, jak: „Czy widziałaś wczoraj...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie trzeba zresztą było jej potwierdzenia. Czerwony blask nasilał się, już widać było błyski płomienia. Jeszcze krótka jak mgnienie oka chwila niepokoju - czy nie zgaśnie. Ale szczyt wieży płonął, a ogień schodził ku jej dołowi. Tego nie ugasi już nikt. Żupan przygarnął córę.
- Nie lutaj! Patrz!
Olbrzymi płomień wydobył z ciemności zarysy grodu i stojących na wale ludzi. Kogo jeno nie trzymał obowiązek, biegł patrzeć. Szmer tłumu przybierał jak szum nadciągającej fali, poczucie ulgi wzbierać zaczynało okrzykami, ale żupan pohamował je zaraz, rozkazując gapiom zejść z wałów. Na radość czas jeszcze. Choć i jemu największa troska spadła z piersi i odżałował już Milika, ale nie był jednak wolny od niepokoju o Stoigniewa. Musiał być gotów na wszystko. Furtę polecił otworzyć, wojom kazał przygotować się do wyjścia, sam zaś stał, znowu wytężając oczy. Ale jaskrawe światło pożaru ślepiło je, nie pozwalając nic rozeznać na zrytym rowami, zarzuconym belkami i głazami stoku. Znowu żupan liczył chwile, uspokajając się tym, że może Stoigniew przyczaić się musiał, aż uspokoi się ruch panujący dokoła wieży. Roiło się przy niej jak przy mrowisku, które ktoś ogniem zaprószy. Potem wieża runęła i miliony iskier wzbiły się pod niebo, a światło pożaru zaczęło przygasać. W tej chwili Miłosław już całkiem blisko dostrzegł jakąś postać pochyloną pod wielkim brzemieniem.
Jeszcze stał niepewny, czekając na zawołanie, ale Chwałka już biegła do furty. Poskoczył za nią. I w nim zaświtała myśl, że Stoigniew niesie rannego Milika. Ale jeno wojewoda wszedł w ciemną wnękę bramy, cisnął na ziemię niesionego człowieka i odsapnąwszy powiedział:
- Jeniec! Zaspał w wieży. Byłby spłonął, a nam się przydać może. Jeno ogłuszony.
Chwałka uchwyciła się za włosy.
- Nad nim mieliście zmiłowanie, jeno nie nad Milikiem!
- Poniechaj, dziewczyno - warknął Miłosław. Ale potulna zazwyczaj Chwałka zdała się nawet nie słyszeć. Wargi jej latały, gdy niemal krzyczeć zaczęła:
- I siebie zdołaliście ocalić... jeno nie mojego...
Miłosław rękę na ustach córy położył, ale odtrąciła ją gwałtownie i rzuciła się do kolan Stoigniewa:
- Ratujcie go! Mówią, że wszystko możecie - głos jej nabrzmiały był łzami. - Albo ubijcie i mnie! - krzyknęła z rozpaczą.
Stoigniew stał bez słowa. Miłosław uchwycił córkę pod ramiona i, oderwawszy od kolan wojewody, powiódł słaniającą się ku stołbowi. Nie mówił nic, bo co było rzec? Radość z pomyślnego wyniku przedsięwzięcia przytłumiła troska o córę. Jej nic pomóc nie może.
Gdy Miłosław oddalił się, Stoigniew przez chwilę stał w milczeniu. Potem skinął na wojów i wskazując leżącego jeńca rozkazał:
- Ocucić go, a gdy do zmysłów wróci, przywieść do mnie na gospodę.
Stał jeszcze i patrzył na przygasający pożar. Ruch dokoła zgliszcz uspokajał się. W cesarskim obozie przywrócono już spokój i ład. Zapanowała cisza, sen znowu ogarnął wybitych z niego podnieceniem. Tylko grafowie Zygfryd i Eziko, których ludzie straż trzymali koło wieży, nie zaznali jeszcze spoczynku. Rano sprawiać się przyjdzie przed cesarzem, a gwałtowny jest. Trzeba znaleźć ofiary dla jego gniewu.
Każdy zresztą, kto obawiał się własnej odpowiedzialności, szukał ofiary. Rycerz Wilhelm, który dowodził strażą, bił i lżył dziesiętników, oni z kolei kopali i wyzywali knechtów i długo trwało, nim zamieszanie uspokoiło się na tyle, że Eziko zdołał ustalić, iż jakiś nie rozpoznany dostojnik przyłapał skradającego się do wieży polańskiego woja w chwili, gdy ten ubił strażnika. Jasne było, że wojak przedtem wieży podpalić nie mógł, gdy dokoła stały czujki, a w samej wieży spali strażnicy.