- A udało się coś później ustalić?- Nic...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Niemniej obawiałem się wyjść z lasu — choć skądinąd było oczywiste, że prędzej albo później wyjść muszę...
- WIANO WITEJ KINGI28Zaledwie trzynacie lat mia ksi Bolesaw, zwany pniej Wstydliwym, gdy panowie w jego imieniu rzdy sprawujcy, postanowili mu on...
- - A onirofilm?- Onirofilm w swej formie definitywnej pojawił się kilka lat później...
- - Nuria Monfort powiedziała mi, że pracownik kostnicy zadzwonił do wydawnictwa trzy dni później, kiedy ciało zostało już pogrzebane w zbiorowym grobie...
- później ponad siedemdziesiąt pięć tysięcy polskich żołnierzy oraz czterdzieści których „szare twarze tak różniły się barwą od twarzy...
- wiszącej u sufitu żarówki, jednak w kilka lat później już prawie wszystkie mieszkania w domach przy Stalowej korzystały z oświetlenia elektrycznego...
- to lady przeszoci, ktre utrwaliy si w psychice w dawnych i pnie-jszych latach i w pewnych okolicznociach ujawniaj si, utrudniajc namfunkcjonowanie...
- niałe deski), nie dziwiło jej, kiedy chwilę później kazano im przywrócić barakowi „daw- ny blask” (co polegało na zeskrobaniu gulaszu)...
- Pompejusz również, jak to później stało się wiadome, za radą całego otoczenia, postanowił stoczyć bitwę...
- Pomieszczenie, gdzie Bazyli znalazł ukrycie w parę chwil później, znajdowało się w magazynie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
To wydarzyło się w pierwszych miesiącach wojny. Julian był jednym z wielu zaginionych bez wieści. Teraz się o tym nie mówi, ale takich bezimiennych grobów, jak Juliana, jest mnóstwo. Dopytywanie i wywiadywanie się było jak walenie głową w ścianę. Korzystając z pomocy pana Cabestany'ego, bardzo już wówczas chorego, złożyłam skargę na policji i stukałam, i pukałam, gdzie tylko się dało. Ale to wszystko doprowadziło jedynie do wizyty młodego inspektora, aroganckiego i złowrogiego typa, który mi oznajmił, że lepiej dla mnie będzie, jeśli miast zadawać pytania, skupię się na bardziej pozytywnym działaniu, gdyż kraj cały prowadzi krucjatę przeciw wrogom naszej ojczyzny. Dosłownie. Nazywał się Fumero, tyle pamiętam. Zdaje się, że teraz to jakaś szycha. Dużo o nim piszą w gazetach. Być może słyszał pan o nim. Przełknąłem ślinę.
- Coś niecoś.
- I przez jakiś czas było głucho o Julianie, dopóki z wydawnictwem nie skontaktował się ktoś, kto był zainteresowany nabyciem wszystkich egzemplarzy powieści Caraxa, jakie mieliśmy w magazynie.
- Lain Coubert? - Nuria Monfort przytaknęła.
- Ma pani pojęcie, kim jest ten człowiek w rzeczywistości?
- Mam pewne podejrzenia, ale nie jestem pewna. W marcu trzydziestego szóstego, a pamiętam, bo wówczas przygotowywaliśmy wydanie Cienia wiatru, ktoś zadzwonił do wydawnictwa, prosząc o adres Juliana. Powiedział, że jest jego starym przyjacielem i chce go odwiedzić w Paryżu. Zrobić mu niespodziankę. Połączono go ze mną i poinformowałam go, że nie jestem upoważniona do przekazywania tej informacji.
- Powiedział, jak się nazywa?
- Jorge jakiś tam.
- Może Jorge Aldaya? i
- Bardzo prawdopodobne. Julian często go wspominał. Zdaje się, że byli uczniami szkoły San Gabriel, mówił o nim tak, jakby chodziło o jednego z najlepszych przyjaciół.
- Wiedziała pani, że Jorge Aldaya był bratem Penelope? Nuria Monfort zmarszczyła czoło, zbita z tropu.
- Dała mu pani adres Juliana?
- Nie. Nie spodobał mi się.
- I jak zareagował?
- Zaczął się ze mnie wyśmiewać, powiedział, że i tak go znajdzie, i rzucił słuchawkę.
Coś ją gryzło. Zacząłem podejrzewać, dokąd prowadzi nas ta rozmowa.
- Ale znowu dał o sobie znać, prawda? Przytaknęła nerwowo.
- Jak już powiedziałam, tuż po zniknięciu Juliana człowiek ten zjawił się w wydawnictwie Cabestany. Pan Cabestany już nie mógł pracować i firmą zajmował się jego najstarszy syn. Gość, Lam Coubert, chciał kupić wszystkie posiadane przez nas egzemplarze powieści Juliana. Myślałam, że to niesmaczny dowcip. Lain Coubert to przecież bohater książki Cień wiatru.
- Diabeł.
Nuria Monfort przytaknęła.
- Widziała się pani z nim?
Zaprzeczyła i zapaliła trzeciego papierosa.
- Nie. Ale słyszałam część rozmowy z synem pana Cabestany'ego... Zawiesiła głos, nie dokończywszy zdania, jakby się bała lub nie wiedziała, jak je zakończyć. Papieros drżał jej w palcach.
- Jego głos - powiedziała. - To był głos tego człowieka, który przedtem dzwonił, podając się za Jorge Aldayę. Syn Cabestany'ego, arogancki głupek, żądał większej sumy. Coubert powiedział, że musi przemyśleć ofertę. Tej samej nocy w magazynie wydawnictwa w Pueblo Nuevo wybuchł pożar, magazyn spłonął, a książki Juliana razem z nim.
- Poza tymi, które pani uratowała i ukryła na Cmentarzu Zapomnianych Książek.
- Tak.
- Zastanawiała się pani, dlaczego ktoś chciałby spalić wszystkie książki Juliana Caraxa?
- Dlaczego pali się książki? Z głupoty, ignorancji, nienawiści... Skąd mam wiedzieć.
- Ale jak się pani wydaje? - nalegałem.
- On żył w swoich książkach. To ciało, które trafiło do kostnicy, to tylko cząstka Juliana. Jego dusza jest w jego opowieściach. Kiedyś go zapytałam, na kim się wzoruje, tworząc swoich bohaterów, a on odpowiedział mi, że na nikim. Że wszyscy jego bohaterowie to on sam.
- Więc gdyby ktoś chciał go zniszczyć, musiałby zniszczyć te opowieści i ich bohaterów?
Znowu pojawił się ślad zmęczonego i przegranego uśmiechu.
- Przypomina mi pan Juliana - rzekła. - Sprzed utraty wiary.
- Wiary w co?
- We wszystko.
Podeszła w półmroku i ujęła mnie za rękę. Nic nie mówiąc, pogładziła ją od wewnątrz, jakby chciała odczytać linie dłoni. Ręka zaczęła mi drżeć. Złapałem się na rysowaniu w myślach konturu jej ciała pod starymi, pewnie pożyczonymi ubraniami. Pragnąłem jej dotknąć i poczuć płonący pod jej skórą puls. Nasze spojrzenia spotkały się na chwilę i od razu nabrałem pewności, że wie, o czym myślę. Poczułem, że nigdy nie była tak bardzo samotna. Znów uniosłem wzrok i napotkałem spokojne i pełne rezygnacji oczy.
- Julian umarł samotnie, przekonany, że nikt nie będzie pamiętał ani o nim, ani o jego książkach i że jego życie nic nie znaczyło - rzekła. - Bardzo by się ucieszył, wiedząc, że ktoś chce utrzymać go przy życiu, pamiętać o nim. Mawiał, że istniejemy, póki ktoś o nas pamięta.
Ogarnęło mnie bolesne niemal pragnienie pocałowania tej kobiety, żądza, jakiej nigdy dotąd nie czułem, nawet przy zepchniętej w niepamięć Klarze Barceló. Odczytała moje spojrzenie.
- Robi się późno, Danielu - szepnęła.
Część mnie chciała zostać, zagubić się w tej dziwnej półmrocznej intymności z tą nieznajomą kobietą i słuchać, jak mówi, że moje gesty i milczenie przypominają jej Juliana Caraxa.
- Tak - wybełkotałem.
Przytaknęła w milczeniu i odprowadziła mnie do drzwi. Korytarz trwał wieczność. Otworzyła drzwi i wyszedłem na schody.
- Jeśli spotka pan mojego ojca, proszę mu powiedzieć, że wszystko u mnie dobrze. Proszę mu skłamać.
Podałem jej rękę na pożegnanie i zduszonym głosem podziękowałem za poświęcony mi czas. Nuria Monfort zignorowała mój grzecznościowy gest. Położyła mi ręce na ramionach, pochyliła się i pocałowała w policzek. Spojrzeliśmy na siebie w milczeniu i tym razem ośmieliłem się poszukać jej ust, prawie drżąc. Wydało mi się, że się rozchylają i że jej palce szukają mojej twarzy. W ostatniej chwili Nuria Monfort cofnęła się i spuściła wzrok.
- Myślę, że lepiej, by pan sobie poszedł, Danielu - szepnęła.