niałe deski), nie dziwiło jej, kiedy chwilę później kazano im przywrócić barakowi „daw- ny blask” (co polegało na zeskrobaniu gulaszu)...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie mają w miarę rozwinięty przemysł – dodał po chwili – będziemy musieli sprawić sobie trochę odtylcowych...
- Kiedy robisz to…82… IDE robi to83Skąd się biorą programy84IDE pomaga Ci kodować86Kiedy zmieniasz coś w IDE, zmieniasz...
- Szli w zupełnej ciszy, w milczeniu pokonywali zalaną martwym światłem drogę, a kiedy po forsownym marszu doszli do Hali Pisanej, zatrzymali się bez...
- Kiedy Canan przejął zarządzanie codziennymi operacjami magazynu, Lovejoy jeszcze bardziej skupił swą uwagą na rekrutacji, sprowadzając ostatecznie jeszcze...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- «Dlaczego więc ośmiela się podejść do kapłana za pierwszym razem, kiedy jest całkiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć się nawet do...
- Skacz, dziecko, skacz! Od kiedy moja córka Zara umiała już bez pomocy stanąć na stole, na którym zmieniano jej pieluszki, bawię się z nią w...
- nizujących poglądach na temat oczyszczenia i poznania prawdy? Istotnie, kiedy czytamy o tym, co według Pseudo- Dionizego znaczy oczyszczenie napotykamy w...
- Nie masz te,nie masz adnego w tym cudu,Kiedy raz na dno,pod oboki drugiLatajc,musi nadweredzi fugi;Wpadszy w najgbsze na ostatek...
- Dokładnie w tym samym momencie pociąg silnie zarzucił i Harry rozpaczliwie jął wymachiwać rękoma, kiedy potworna ziejąca w dole czerń ruszyła mu na spotkanie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie pytała, dlaczego całymi dniami mu-
sieli nosić wodę z dość oddalonej rzeki i wylewać na suchy plac, potem maszerować
w błocie, potem czyścić sandały i oporządzenie, a potem znowu nosić wodę, bo błoto
już wyschło. Właściwie przywykła nawet do tego, by uważać wzorowe układanie poje-
dynczych słomek we własnym sienniku za najważniejszy element szkolenia bojowego
(zresztą faktem jest, że gdyby tylko uznać siennik za wroga, to taka czynność deklasyfi-
kowała go zupełnie — po ułożeniu słomek nie nadawał się już do niczego).
Nie wszystko jednak poddawało się zobojętnieniu. Pamiętała jak ustawiali ostro-
kół — rzecz jak zwykle w wojsku bez sensu — dawno ociosane, ba, wyślizgane od doty-
ku dłoni całych pokoleń rekrutów, drewniane bale czekały przygotowane w rogu placu
ćwiczeń. Mieli wykopać odpowiednie doły (gołymi rękami właściwie, w zeschniętej na
kamień ziemi), włożyć w nie gotowe elementy, umocować, a potem wyjąć, zasypać doły
i ubić ziemię... Robota w sam raz dla nowych żołnierzy, istniała nadzieja, że w palącym
słońcu, w pełnym oporządzeniu, co najmniej kilku z nich wyzionie ducha.
Setnik, który doglądał robót, choć nic nie robił (przynajmniej w sensie fizycznym),
ledwie trzymał się na nogach z powodu upału. Zdjął nawet swoją, wyszywaną złotem
kurtkę, zawiesił na gałęzi i skrył się pod jedynym w całej okolicy, skarłowaciałym drze-
wem. Ostrokół był zbyt poważną sprawą, żeby powierzyć ją jakiemuś tam dziesiętni-
kowi, ale... Malutkie listki nie dawały praktycznie żadnego schronienia przed palącymi
promieniami. Setnik cmokał, wzdychał, klął pod nosem, wreszcie machnął ręką i od-
szedł w kierunku swojego namiotu, żeby pokrzepić się czymś mokrym (niekoniecznie
wodą, jak można było sądzić po tym, jak oblizywał spierzchnięte wargi).
Oddział pracował dalej, wszyscy wiedzieli już, że nawet pozostawieni samym sobie,
bez opieki, nie zdołają wyrwać ani chwili dla siebie. Jakikolwiek zwierzchnik, który choć
przypadkiem pojawiłby się w pobliżu, mógł bez trudu zamienić resztę dnia w najgor-
sze chwile ich życia. Nawet nadejście dwóch nowych rekrutów, którzy mieli dołączyć do
ich oddziału nie oderwało nikogo od bezsensownego rycia w skamieniałej ziemi. Niko-
go, oprócz Achai. Dziewczynę po prostu zaćmiło. Sama nie wiedziała, czy przez chwilę
zdawało jej się, że znowu jest na dworze swojego ojca, czy to po prostu upał sprawił, że
było jej wszystko jedno... Wyprostowała się nagle, przeciągnęła ziewając szeroko i po-
deszła do karłowatego drzewa, gdzie przestępując z nogi na nogę, stali przestraszeni re-
kruci. Bezczelnie zarzuciła sobie na ramiona kurtkę setnika.
73
— Wiecie jak to jest — mruknęła, patrząc gdzieś nad ich głowami. — Oficer musi
dać przykład, musi pokazać swoim żołnierzom, jak się pracuje — ziewnęła znowu.
Obaj byli zbyt przestraszeni, żeby zwracać uwagę na szczegóły. Wspaniały akcent
Achai, jej dworskie maniery, sposób poruszania się i gesty w mgnieniu oka przekonały
ich, że naprawdę jest setnikiem. Obaj od razu pochylili głowy.
— No co tam? — dziewczyna spojrzała na nich podpatrzonym u jednego z takty-
ków złowrogim spojrzeniem. — Za jakie zbrodnie was tu zesłali?
Chłopcy wybałuszyli oczy.
— My... my... Do wojska, proszę pani... — wydukał odważniejszy. — My nie za
zbrodnie tutaj.
— No co ty opowiadasz! — warknęła. — Nic nie zrobiliście? To niby dlaczego skie-
rowali was do karnego oddziału, co?!
Obaj najchętniej zapadliby się pod ziemię.
— My... my nic... — jąkał ten bardziej odważny.
Achaja westchnęła ciężko tak, jakby miała do czynienia z kimś szczególnie głupim.
Objęła wyższego chłopca ramieniem i poprowadziła w stronę oddziału.
— Patrz, kotku — wskazała rzędy ludzi kopiących ziemię własnymi rękami. — Są-
dzisz, że tak idiotyczne prace wykonuje się w wojsku? No coś ty, szaleju się najadłeś? Tu
sami skazańcy i robią to za karę.
— Ale, ja... Ja... Pani, my...
— Stary, ja jestem córką Wielkiego Księcia — pokazała włosy na karku, skąd prze-
bijały jeszcze resztki źle zmytej czerwonej farby. — Ale zabiłam swojego brata. I zesła-
li mnie tutaj, żeby dowodzić tymi mordercami i złodziejami — puściła chłopca i ode-
pchnęła go lekko. — A teraz mów kogo zabiłeś, tylko bez kłamstwa!
Jej język, ton i książęce maniery robiły takie wrażenie, że obaj chłopcy byli bliscy
rozpłakania się ze strachu.
— Pani! Ja nikogo! Nikogo, przysięgam.
— Nie łżyj! Tu nawet dziesiętnik, choć nikogo nie zabił, też jest zesłany, bo szczegól-
nie głupi i słabuje na umyśle.
— Pani, my naprawdę nikogo... — odezwał się drugi chłopak, drżąc ze strachu.
— My... my...
— Ci w dowództwie to nic tylko, żeby się wina napić, a za dziewkami uganiać...