A Białoruś? Nie dość, że zaledwie w kilka lat po odzyskaniu niepodległości wyrzekła się jej przygniatającą większością głosów, powracając do...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Już dawniej kilka razy udało mi się wślizgnąć między Żydów pracujących we dnie poza gettem; kontrola nie była ścisła, chyba tylko wariat pchałby...
- — Prośba o pomoc, która czekała tysiąc lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- - Moim zdaniem - mówił Jan z namysłem - należy dokumentu strzec jak oka w głowie przez te kilka dni, które nas dzielą od wielkiej premiery...
- - A onirofilm?- Onirofilm w swej formie definitywnej pojawił się kilka lat później...
- bione kilka tygodni temu, w ramach rutynowych działań mających na celu kom- pletowanie danych o wszystkich amerykańskich stacjach arktycznych...
- - Tak, wykorzystałem myśliwską pasję pana Giscarda d'Estaing i kilka razy podejmowałem go w imieniu władz państwowych w Łańsku w Olsztyńskiem i Arłamowie w...
- Śledzili oni również kilka czynników, z którymi ich nastrój mógł być skorelowany, na przykład ilość snu ostatniej nocy oraz pogodę...
- wiszącej u sufitu żarówki, jednak w kilka lat później już prawie wszystkie mieszkania w domach przy Stalowej korzystały z oświetlenia elektrycznego...
- - Gdyby tam miała stale zamieszkać, Poppea pogadałaby o niej z Lokustą, ale przez kilka dni nic jej nie grozi...
- Lecz nagle przy krypcie zapalono kilka smolnych pochodni, które ułożono w mały stos...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Więc co, prawidłowość? Też nie. Przecież w Czechach i na Węgrzech, które dawno już odebrały nam pozycję prymusa w przygotowaniach do wejścia do Unii Europejskiej, też był taki sam komunizm jak u nas. I jakoś dyskurs publiczny nie został tam zdominowany przez histerię i demagogię, a populiści pozostają na marginesie. A Estonia? Okupacja, jakiej była poddana jako sowiecka republika, straty, jakie zadano temu narodowi w jego ludzkiej i materialnej substancji nie dadzą się porównać ze stosunkami, które panowały w naszym „najweselszym baraku w obozie socjalistycznym”. A wystarczyło dziesięć lat, by ten malutki i ciężko doświadczony kraj stał się autentycznym gospodarczym tygrysem, prawdziwym Zachodem, o jakim my długo jeszcze będziemy mogli tylko marzyć!
Jedni potrafili, inni nie. Uwarunkowania wszędzie były mniej więcej takie same, ale ostateczny efekt zależał od konkretnych decyzji konkretnych ludzi, podejmowanych w konkretnych chwilach i okolicznościach.
My, niestety, mimo początkowych sukcesów, stoczyliśmy się. I jak na razie staczamy się nadal. A ponieważ nie leżymy gdzieś na uboczu, na Bałkanach czy skalistych fiordach, tylko w samym środku Europy, pomiędzy Niemcami a Rosją, gdzie nie ma miejsca na bezhołowie wstrząsanej ciągłymi konwulsjami „kartoflanej republiki”, grozi nam to utratą państwowej suwerenności.
Dlaczego tak się stało? W gruncie rzeczy łatwo to wyjaśnić. I kiedy już to zrobię, sami dojdziecie do wniosku, że podobny splot głupoty i podłości kolejnych rządzących sił politycznych w połączeniu z takim, a nie innym dziedzictwem, systemem społecznym i latami spędzonymi w syfie „realnego socjalizmu”, gdyby spadł na jakikolwiek inny naród na świecie, dałby efekty dokładnie takie same.
Ale zanim weźmiemy się do diagnoz, zbadajmy dokładniej objawy zabijającej nas choroby.
Za mną, Czytelniku!
Rozdział II
Kiedy wicepremier Grzegorz Kołodko stwierdził w radiowych „Sygnałach dnia”, cytuję z pamięci, „gołym okiem widać, że polska gospodarka rozkwita”, to nikt mu nie uwierzył. Może dlatego, że akurat następnego dnia podał się do dymisji. Kiedy premier Miller oznajmił na konferencji sprawozdawczej, że Polska jest w znakomitej sytuacji, i tylko propaganda nieżyczliwych rządowi mediów wytwarza u co bardziej naiwnych odwrotne wrażenie, a następca Kołodki, Hausner, przy tej samej okazji zrugał jak niegrzecznych chłopców ekonomistów (praktycznie wszystkich, z wyjątkiem dwóch czy trzech afiliowanych bezpośrednio przy SLD), że kraczą i sieją defetyzm, zamiast dostrzegać niewątpliwe sukcesy rządu – to w najlepszym wypadku potraktowano ich wypowiedzi jak bezpodstawną fanfaronadę.
A tymczasem, rzeczywiście, Polska jest gospodarczym mocarstwem. Potęgą. Trzeba tylko umieć, no i, oczywiście, chcieć spojrzeć w odpowiedni sposób, żeby to zauważyć. Naprawdę, powtórzmy to: jesteśmy gospodarczą potęgą, rozkwitamy, rośniemy w siłę i żyje się nam coraz dostatniej.
Myślą Państwo pewnie, że sobie robię jaja?
No cóż, szczerze: oczywiście, że sobie robię jaja. Robienie sobie jaj to ostatnia broń bezsilnych, żadna inna już mi nie została. Ale moje kpiny odnoszą się do faktów, które każdy może łatwo sprawdzić.
Łatwo sprawdzić, że nie jesteśmy państwem biednym. Czy nazwiecie biednym faceta, który buduje sobie ogromną willę z dwoma basenami, spędza wakacje w najdroższych zagranicznych kurortach, jeździ luksusową limuzyną i funduje żonie kosztowne futra? No nie. Możecie go nazwać co najwyżej skończonym idiotą, kiedy okaże się, że wydaje na te luksusy pożyczone pieniądze. Ale biedny nie jest na pewno.
Otóż biedną Polskę, w której każdy kolejny rząd malowniczo wywraca kieszenie i jak mantrę powtarza, że nie ma pieniędzy na tę lub inną potrzebę, stać na takie rzeczy, na jakie nie stać żadnego innego państwa na świecie.