ćwiartka dziobowa nurzała się w białych falach...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi; do tych prastarych drzwi z nabijanego ćwiekami dębu za którymi rozciągała się jedynie otchłań białych chmur...
- kategorii, ¿e miêdzy czterema æwiartkami zachodzi „tetra-interakcja" — powstaj¹ one wewzajemnej zale¿noœci i wzajemnie siê determinuj¹...
- Wprowadziłam go do bawialni...
- Pani Wąsowskiej drżały usta; z trudnością powstrzymywała się od łez...
- Razi cie ludzko pycha? No boś sóm pysny? Razi cie ludzkie skąpstwo? No boś sóm skąpy...
- Co Polacy musieli przeżywać w zaborze rosyjskim - dobrze ilustruje list Zygmunta Krasińkiego do Delfiny Potockiej, pisany w styczniu 1848 r...
- Dlaczego Race miałby się z tego wykręcić? Niech pozna też ujemne strony kobiecego towarzystwa, nie tylko te dodatnie...
- Rozdział XII1...
- Caroline patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami...
- laktokokcyna M (LcnM i LcnN) Lactococcus cremoris 9B4 (16) laktacyna F (LafA i LafX) Lactobacillus jonhsonii...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Na pokładzie byli wszyscy oficerowie wciśnięci w najrozmaitsze kąciki. Pan Bowes, trudny
do rozpoznania w brezentowym ubraniu, pochwycił Stephena, gdy ten stracił równowagę
podczas któregoś z gwałtowniejszych przechyłów i pomógł mu dotrzeć do kapitana wzdłuŜ
lin sztormowych. Kapitan wciąŜ tkwił pod wspornikiem. Odczekał, póki Jack nie zlecił
Callowowi, by ten zszedł pod pokład i odczytał wskazania barometru, po czym powiedział:
92
- Stan Woodsa z podwachty stermasztu pogarsza się coraz szybciej. Jeśli chcesz go zobaczyć,
zanim umrze, musisz zejść do niego teraz.
Jack zastanowił się, po czym rzucił serię rozkazów człowiekowi za kołem sterowym i
rozejrzał się, wciąŜ niepewny, czy moŜe opuścić pokład w takiej chwili. Na rufę dotarł
Callow, trzymając się czego popadło.
- Barometr podnosi się, sir! - wykrzyczał. - Podniósł się o dwie i pół kreski! A pan Hervey
kazał mi powiedzieć, Ŝe pozaczepiał nowe talie!
- To oznacza jeszcze silniejszy wiatr. - Pokiwał głową Jack, zerkając na nadjedzony
tropikalną wilgocią sztormowy fokmarsel. Zrobili wszystko, co się dało, by go wzmocnić i
jak do tej pory Ŝagiel jakoś się trzymał.
- Zejdę do Woodsa, póki jeszcze mogę - oznajmił, po czym odpiął się, zawołał nawigatora i
Pullingsa, by zajęli jego miejsce, i zataczając się, ruszył w stronę zejściówek. W kabinie
łyknął szklankę wina i rozpostarł ramiona. - Przykro mi słyszeć o cięŜkim stanie biednego,
poczciwego pana Woodsa - powiedział głosem wciąŜ ochrypłym od wydawania rozkazów. -
Jest jeszcze nadzieja? - spytał, próbując nadać swemu głosowi normalniejsze brzmienie.
Stephen potrząsnął głową.
- Nie w tym rzecz. Pytałem, czy jest jeszcze nadzieja, aby pan Stanhope i jego ludzie przeŜyli
to szaleństwo w dobrym zdrowiu?
- Wszystko w porządku. Powiedziałem im, Ŝe „Surprise" to dobry okręt i nie będzie
kłopotów.
- Bo to jest dobry okręt tak długo, jak długo pracuje fokmarsel. „Surprise" to najdzielniejszy
okręt, jaki kiedykolwiek pływał. A jeśli barometr mówi prawdę, za kilka dni wypogodzi się.
Pójdziemy juŜ?
- Nie przejmuj się tą wizytą, Jack. Przykro mówić o chorobie i jeszcze bardziej przykro na
chorego patrzeć, ale zapewniam cię, Ŝe pan Woods nie czuje bólu. To będzie łagodna śmierć.
Twarz Woodsa miała niebieskawy odcień, a cięŜki, charkotliwy oddech chorego był
najgłośniejszym odgłosem w szpitaliku, głośniejszym nawet od zamieszania na pokładzie.
Być moŜe rozpoznał Jacka, lecz pewności nie było, spojrzenie jego wpółprzymkniętych oczu
nie zmieniło się. Jack spełnił swój kapitański obowiązek, powiedział kilka stosownych zdań,
spędził chwilę przy kaŜdym z pozostałych pacjentów i, wzruszony do głębi, pośpieszył na
pokład.
Minął ledwie kwadrans, lecz zmiany na morzu były ogromne! Kiedy schodził pod pokład,
przechył fregaty nie przekraczał dziesięciu stopni, teraz kotbelka lewej burty sięgała zielonej
toni morskiej. Ogromne fale, wciąŜ nacierające od ciemności zachodniej strony nieba, były
teraz większe niŜ kiedykolwiek, niewyobraŜalnie wprost wysokie, a śródokręcie tonęło na
pięć stóp w niesionej przez nie pianie. Dziób zsuwającego się z fali okrętu niknął niemalŜe w
wodzie, lecz „Surprise" wciąŜ wspinała się na kolejne grzywacze, parskając wodą ze
szpigatów, wciąŜ walcząc z Ŝywiołem. Lecz czy jej ruchy nie były juŜ ocięŜałe?
W kabinie jeden ze słuŜących Stanhope'a, na wpół pijany, poparzył się cięŜko przy piecyku
spirytusowym i dodatkowo poturbował upadkiem. Maturin i M'Alister zabrali się do
opatrywania jego obraŜeń. White, Atkins i Berkeley, którzy w Londynie długo walczyli o
objęcie piastowanych obecnie stanowisk, siedzieli ściśnięci w trójkę na jednej koi z podku-
lonymi nogami, gapiąc się bezmyślnie przed siebie. Godzina mijała za godziną.
Światło dnia z wolna zastępował mrok, jeśli ów trwający od świtu szary półmrok moŜna było
w ogóle nazwać dniem. Jack z odległości pół mili wciąŜ jeszcze widział jasne grzywy
wielkich bałwanów, nacierających na rufę okrętu, zdających się wypełniać całe niebo podczas
przechyłów okrętu. Widział, jak dwa gigantyczne grzywacze idą zbyt blisko siebie i naraz
eksplodują tuŜ za rufą z potwornym hukiem, unosząc okręt połączoną, potęŜną siłą. Gdy tylko
przebrzmiał łoskot zderzających się fal, Jack usłyszał ostry trzask przypominający wystrzał z
93
działa i nagle na przednim pokładzie ujrzał łamiący się fokmaszt. Zerwany z rei fokmarsel w
mgnieniu oka stał się migoczącą plamką bieli na tle ciemnego nieba.