— I co jeszcze? Broń pewnie znikła...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProĹ›ba o pomoc, ktĂłra czekaĹ‚a tysiÄ…c lat, moĹĽe poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- – PrÄ™dko skoczym? – Jeszcze czas! – odrzekĹ‚ pan MichaĹ‚...
- Mimo to w ĹĽyĹ‚ach elfa pĹ‚ynęła adrenalina wywoĹ‚ana Ĺ‚owami – gĂłrskim szlakiem poniĹĽej uciekaĹ‚ tuzin orkĂłw – a jeszcze bardziej...
- Aviendha ubrała się, ale upłynęło sporo czasu, zanim usiadła, i jeszcze więcej, zanim Elayne zdołała ją przekonać, że nie powinny zawiązywać spisku...
- było dosyć, bo oprócz dwojga głównie zainteresowanych trzeba było jeszcze mieć wzgląd na zdanie rodziców i na to, co świat powie...
- I CZELADNIK A on, wicie, jeszcze jedno, wicie, ma cierpienie, towarzyszu mistrzu: on się kocha w naszym tym perwersyjnym aniołku tylko temu, co ona jest...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- — Co ty tam masz na ekranie? — zapytaĹ‚a Gale, za sprawÄ… widocznej konsternacji Joanny jeszcze bardziej zaciekawiona...
- — Chce pan powiedzieć, ĹĽe rurÄ™ zaĹ‚oĹĽono, kiedy nie byĹ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaĹ‚em...
- — A czy byĹ‚o jeszcze co jeść na rzece? — zapytaĹ‚ szakal...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— O tak.
— A jakieś ślady?
— Żadnych. Zbadaliśmy dokładnie cały teren otaczający Kosmopol. Roboty na okolicznych farmach okazały się bez wartości jako ewentualni świadkowie. Taki robot jest prymitywny, mało co różni się od automatycznych maszyn rolniczych. A ludzi nigdzie nie było.
— Aha. I co dalej?
— Ponieważ jak dotąd nic nie dało się wykryć na jednym krańcu — w Kosmopolu, musimy zacząć pracę na krańcu drugim, czyli w Nowym Jorku. Zadaniem naszym będzie wyśledzenie wszelkich możliwych grup wywrotowych, zbadanie wszystkich organizacji opozycyjnych...
— Ile chcesz na to przeznaczyć czasu? — przerwał Baley.
— Jak najmniej, tyle co konieczne.
— Tak — rzekł z namysłem Baley. — Wolałbym, żebyś w tej całej historii miał innego partnera.
— A ja nie — odparł R. Daneel. — Dyrektor wyrażał się bardzo dodatnio o twoich zdolnościach i lojalności.
— To ładnie z jego strony — powiedział z ironią Baley. Biedny Julius — pomyślał — stara się, bo ma mnie na sumieniu.
66
— Nie polegaliśmy tylko na jego zdaniu — rzekł R. Daneel. — Sprawdziliśmy twoje akta. Wypowiadałeś się całkiem otwarcie przeciw wprowadzeniu robotów do waszego departamentu.
— Aha. Masz zastrzeżenia!
— Żadnych. Twoje poglądy są twoją sprawą. Ale musieliśmy z tego powodu zbadać dokładnie twoją sylwetkę psychologiczną. Wiemy, że chociaż bardzo nie lubisz robotów, będziesz współpracował z nimi, jeśli to uznasz za swój obowiązek. Masz niezwykle wysokie poczucie lojalności i szacunek dla legalnych władz. Tego nam właśnie trzeba. Dyrektor Enderby trafnie cię ocenił.
— A czy tobie osobiście nie przeszkadza moje nastawienie antyrobotowe?
— Jeśli nie zakłóca współpracy ze mną — rzekł R. Daneel — jeśli nie powstrzyma cię od przyjścia mi w razie potrzeby z pomocą, to jakież ma znaczenie?
Baleya zatkało.
— Więc jeśli o mnie chodzi — powiedział wojowniczo — wytrzymałem próbę, tak? A jak jest z tobą? Jakie masz dane na detektywa?
— Nie rozumiem.
— Byłeś zaprojektowany jako maszyna do zbierania informacji. Imitacja człowieka służąca Przestrzeniowcom do zestawiania faktów z życia Ziemian.
— To dobre początki jak na detektywa, prawda? Być maszyną do zbierania informacji.
— Początki dobre, być może. Ale to jeszcze nie wszystko, absolutnie nie wszystko.
— Oczywiście. Moje obwody poddano specjalnemu przystosowaniu.
— Czy mógłbyś mi o tym coś więcej powiedzieć, Daneelu?
— To dosyć proste. W moich zespołach motywacyjnych umieszczono bardzo silny, wyjątkowo silny bodziec: pragnienie sprawiedliwości.
— Sprawiedliwości! — wykrzyknął Baley. Ale ironia znikła z jego twarzy i zastąpił ją wyraz głębokiej nieufności.
Nagle R. Daneel odwrócił się na krześle i spojrzał w stronę drzwi.
— Ktoś nadchodzi.
Ktoś istotnie nadchodził. Drzwi otworzyły się i wbiegła Jessie blada, z zaciśniętymi ustami.
— Jessie! — poderwał się Baley. — Co się stało? Stała przy drzwiach unikając jego spojrzenia.
— Przepraszam bardzo, ale musiałam... — głos jej się załamał.
— Gdzie Bentley?
— Miał iść na noc do Domu Młodzieży.
— Dlaczego? — spytał Baley. — Wcale nie prosiłem cię o to.
— Powiedziałeś, że twój partner zostanie na noc. Myślałam że będzie potrzebował pokoju Bentleya.
— Nie potrzeba, Jessie — rzekł R. Daneel. Jessie spojrzała mu w twarz, nie odrywała oczu.
Baley pilnie przyglądał się swoim palcom i myślał z przerażeniem o tym, co może nastąpić. Przydługie milczenie raziło jego uszy. Wtem, jakby przez warstwę waty, usłyszał głos żony:
— Zdaje mi się, że jesteś robotem, Daneelu. Odpowiedź R. Daneela padła, jak zawsze, spokojnie.
— Jestem.
6.
Szepty w sypialni
JNa najwyższych poziomach niektórych z najbogatszych podsektorów Miasta mieszczą się naturalne solaria, gdzie szyba kwarcowa z ruchomą metalową tarczą zatrzymuje powietrze, lecz przepuszcza promienie słońca. Opalają się tam żony i córki najwyższych dygnitarzy Miasta. I dzieje się tam co wieczór rzecz całkiem niezwykła. Zapada noc.
W pozostałej części Miasta istnieją wyznaczone z urzędu cykle godzin także i w solariach UV, gdzie w ściśle oznaczonym czasie i kolejności miliony ludzi mogą się wystawiać na działanie sztucznych fal wytwarzanych przez lampy łukowe, istnieją wyznaczone urzędowo cykle godzin.
Życie Miasta mogłoby toczyć się bez przeszkód w trzech ośmiogodzinnych lub czterech sześciogodzinnych okresach zarówno w „dzień", jak i w „nocy". Oświetlenie jest ciągłe i praca może się odbywać bez przerwy. Raz po raz zjawiają się reformatorzy, którzy w imię wydajności i oszczędności proponują wprowadzenie takiej właśnie reformy. Ale nigdy nie dało się jej ustanowić.
W imię wydajności pracy i oszczędności ludność Ziemi wyrzekła S1? bardzo wielu dawnych przyzwyczajeń: przestrzeni, życia Prywatnego, a nawet poniekąd i wolnej woli. Były to jednak Wytwory cywilizacji, nie istniały dłużej niż dziesięć tysięcy lat.
Natomiast przyzwyczajenie, aby spać w nocy, jest tak stare człowiek. Trwa od lat miliona. Niełatwo się go wyrzec. Choć wieczoru nie widać, światła w mieszkaniach gasną i tętno miasta słabnie. W zamkniętych alejach Miasta nikt nie potrafiłby odróżnić południa od północy na podstawie jakichś przyrodniczych zjawisk. Mimo to ludzkość przestrzega takiego podziału czasu.
Pustoszeją szybkobieżne chodniki, znikają ruchliwe tłumy z olbrzymich alei, odgłos życia zamiera. Nowy Jork spoczywa w niewidzialnym cieniu planety, a jego ludność śpi.
Elijah Baley nie spał. Leżał w łóżku, w mieszkaniu było ciemno. I na tym koniec.
Obok leżała Jessie, nieruchoma w ciemności. Nie słyszał ani nie czuł, aby się poruszyła.
Po drugiej stronie ściany siedział, stał czy też leżał Baley nie mógł odgadnąć R. Daneel 01ivaw.
— Jessie! — szepnął Baley. A po chwili znów: — Jessie! Ciemna postać obok drgnęła z lekka pod kołdrą.
— Czego chcesz?
— Jessie, nie utrudniaj mi jeszcze sprawy.
— Mogłeś mnie uprzedzić.
— W jaki sposób? Kiedy? Chciałem to zrobić, kiedy się tylko nadarzy okazja. Ojej, Jessie...
— Tss!
— Jak ty się dowiedziałaś? — Baley znów zniżył głos do szeptu. — Powiedz mi wreszcie.
Jessie obróciła się w jego stronę. Czuł, że jej oczy patrzą na niego w mroku.
— Lije — szepnęła głosem tak cichym jak tchnienie. — Cz on może nas słyszeć?
— Nie, jeżeli będziemy mówić szeptem.
— Skąd wiesz? Może ma specjalne uszy do wyławiania najcichszych dźwięków. Kosmoroboty potrafią różne rzeczy.
Baley wiedział o tym. Propaganda prorobotowa zawsze podkreślała cudowne właściwości kosmorobotów, ich wytrwałość, ich dodatkowe zmysły, ich zdolność służenia ludziom na sto nowych sposobów. Osobiście był zdania, że jest to błędne podejście. Ludzie ziemscy nienawidzili robotów tym więcej za ich wyższość.
— Ale nie Daneel — odparł szeptem. — Zrobiono go celowo w typie ludzkim. Chodziło o to, żeby go traktowano jak człowieka, więc musi mieć tylko ludzkie zmysły.
70
Skąd wiesz?
Gdyby miał dodatkowe zmysły, mógłby się łatwo zdradzić przypadkiem, że nie jest człowiekiem. Robiłby za dużo, wiedział za dużo.