246 dźwięczna
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Sąd Najwyższy z kolei zauważa, że prawo do odmowy zastosowania przepisów ustawy, które sądy uznają za sprzeczne z konstytucją, wynika z trzech wyrażonych w niej zasad: jej...
- wiadu Armii Krajowej na obszar Podhala...
- Lampa uliczna oświetlała miejsce między krawężnikiem a furtką...
- jakie niosąz sobą teorie wychowania" [1998, s...
- Valin uznał, że sam musi wyglądać równie nieapetycznie...
- w pełni zrealizowany ze względu na wybuch U wojny światowej, to jednak podstawy prawne posłużyły jako dorobek stanowiący punkt wyjścia do prac kontynuatorskich w Polsce...
- Koestler A...
- Rozstrzygać o tym może jedynie samo dziecko, ujawniając uczucia, jakie budzi dana baśń wświadomej i nieświadomej sferze jego umysłu...
- — Wiemy mało, a właściwie nic — pokręciła głową z rozgoryczeniem Mary Pat...
- – To się panu opłaci – rzucił blondyn...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zdawało mi się, że to łabędzie śpiewają, miałam uczucie, że rozróżniam głosy
kukułek i kosa, wreszcie jakby rozśpiewał się cały las, rozległy się głosiki dziecięce, dzwony i
śpiew ptaków, najpiękniejsze melodie na świecie – a wszystko to rozbrzmiewało z majowego
masztu elfów, w który przemienił się mój kołek od kiełbasy. Nigdy nie przypuszczałam, że może
służyć do czegoś podobnego. Widocznie wszystko zależy od tego, w czyim jest ręku. Byłam
bardzo wzruszona i płakałam tak, jak potrafi płakać taka mała myszka, płakałam z czystej
radości.
Noc wydawała mi się za krótka i rzeczywiście nie jest ona o tej porze zbyt długa na północy.
O świcie zerwał się wietrzyk, powierzchnia leśnego jeziora zmarszczyła się, a wszystkie
chorągiewki i welony zatrzepotały w powietrzu; kołyszące się domki z pajęczyny, wiszące
mosty i balustrady, czy jak tam się to wszystko nazywa, rozpostarte między liśćmi, porwał wiatr.
Sześć elfów odniosło mi z powrotem mój kołek pytając, czy nie mam żadnego życzenia, które by
mogły spełnić. Wtedy poprosiłam, by mnie nauczyły, jak się przyrządza zupę z kołka od
kiełbasy.
„Widziałaś przecież przed chwilą, jak my to robimy – powiedział najwytworniejszy elf i
roześmiał się. – Z trudnością poznałaś swój własny patyczek.”
„Ach, więc o tym myślisz – rzekłam i zapoznałam go z celem mojej podróży i z nadziejami,
jakie pokładają we mnie w domu. – Jaki pożytek odniesie nasz mysi król i cały naród, jeśli im
nawet opowiem o wspaniałościach, które tu widziałam? Przecież nie będę mogła wytrząsnąć ich
z kołka i powiedzieć: «Patrzcie, oto kołek, a potem będzie zupa.» Byłaby to potrawa, która
smakowałaby chyba już tylko sytym.”
Wówczas elf zanurzył swój mały paluszek w kielichu błękitnego fiołka i powiedział:
„Uważaj, teraz posmaruję twój wędrowny kij, a kiedy powrócisz do domu i zjawisz się na zamku
twojego króla, dotknij tym kijem gorącej piersi królewskiej, wówczas kij pokryje się żywymi,
pachnącymi fiołkami, nawet gdyby to była mroźna zima. Widzisz, teraz masz już z czym
powrócić do domu, nawet z dodatkiem.”
Ale zanim mała myszka objaśniła, co to był za dodatek, przytknęła swój kij do piersi mysiego
króla i rzeczywiście z kija wytrysnął pęk najpiękniejszych fiołków; pachniały tak mocno, że król
rozkazał myszom, które stały obok komina, by powsadzały końce ogonków do ognia po to, żeby
zapach spalenizny stłumił woń fiołków, która była nie do wytrzymania, nie był to bowiem rodzaj
zapachu miły dla myszy.
247
– A cóż to był za dodatek, ofiarowany przez elfa? – spytał król.
– Zobaczycie – odparła myszka – to jest dopiero niespodzianka. – Przekręciła patyk od
kiełbasy i fiołki natychmiast znikły, a potem podniosła kijek do góry niby pałeczkę dyrygenta.
– Elf powiedział mi, że fiołki są tylko przyjemnością dla wzroku, powonienia i dotyku, brak
zaś jeszcze czegoś dla słuchu i smaku.
Myszka poruszyła kijkiem i wówczas natychmiast rozległa się muzyka, ale niepodobna do
muzyki elfów w lesie w czasie ich zabawy, były to raczej dźwięki, jakie się słyszy w kuchni. To
był dopiero hałas. Zrobił się ruch, jakby wiatr przeciągnął przez wszystkie kominy. Wykipiały
garnki i kociołki, pogrzebacz uderzał o miedziany kocioł i nagle wszystko ucichło. Słychać było
tylko przytłumiony śpiew czajnika; szumiał tak ślicznie, że nie wiadomo było, czy zaczyna, czy
też kończy się gotować. Tymczasem mały garnuszek kipiał i duży garnek również kipiał, jeden
nie zwracał uwagi na drugiego, zupełnie jak gdyby garnki wcale nie miały rozumu. A myszka
coraz szybciej i szybciej poruszała swoją pałeczką. Garnki szumiały, woda kipiała, pieniła się,
wiatr wył i gwizdał w kominie – huha! Było tak okropnie, że mała myszka sama wreszcie
zgubiła swój kołek.
– To była trudna do ugotowania zupa – powiedział mysi król – a teraz jaka potrawa nastąpi?
– To już wszystko – powiedziała myszka dygając.
– Wszystko? – zawołał król. – Więc posłuchajmy, co nam opowie następna myszka.
III
Co miała do opowiedzenia druga myszka
– Urodziłam się w bibliotece zamkowej – powiedziała druga myszka – jak i liczni moi krewni
nie mieliśmy nigdy szczęścia, by dostać się do jadalni, nie mówiąc już o spiżarni; dopiero w
podróży i dzisiaj tutaj oto poznałam kuchnię. Często cierpiałyśmy głód w bibliotece, ale za to
wiedzy miałyśmy pod dostatkiem. Tam to dotarła do nas wieść o królewskiej nagrodzie,
wyznaczonej dla tego, kto potrafi ugotować zupę z kołka od kiełbasy. Wówczas to moja stara
babka przypomniała sobie rękopis, którego co prawda nie mogła przeczytać, ale słyszała, jak
inni go czytali. W rękopisie tym było napisane: „Gdy się jest poetą, potrafi się ugotować zupę
nawet z patyka.”
Spytała mnie, czy jestem poetką. Powiedziałam, że nie mam o tym pojęcia, a wówczas ona
248
kazała mi wywędrować w świat i zostać poetką. Spytałam, jak można zostać poetką, gdyż było
to dla mnie tak samo trudne jak ugotowanie zupy. Babka przeczytała w rękopisie, że do tego
trzeba trzech rzeczy: rozsądku, fantazji i uczucia. Jeśli te wszystkie cechy posiądziesz, zostaniesz
poetką i dasz sobie radę z kołkiem od kiełbasy.
Wyruszyłam więc na zachód w szeroki świat, aby zostać poetką.
Rozsądek jest w każdej rzeczy najpotrzebniejszy ze wszystkiego. Wiedziałam o tym, jak
również i to, że pozostałe dwa dary nie cieszą się takim uznaniem. Udałam się więc na
poszukiwanie rozsądku. Ale gdzież mógł mieszkać? „Udaj się do mrówki i naucz się od niej
mądrości”, powiedział pewien wielki król żydowski, wiedziałam o tym z biblioteki. Nie