Lampa uliczna oświetlała miejsce między krawężnikiem a furtką...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Schemat A2Zalenoci wystpujce midzy rozwojem public relations w Niemczech i w Stanach ZjednoczonychPraktyka PR w Niemczech przed 1945 rokuPraktyka PR...
- Już dawniej kilka razy udało mi się wślizgnąć między Żydów pracujących we dnie poza gettem; kontrola nie była ścisła, chyba tylko wariat pchałby...
- Istmie i w portach korynckich kolonii w pnocno-zachodniej GreW Koryncie rwnie koncentrowaa si wymiana handlowa midzy Peponezem a rodkow Grecj, nic...
- Rzesz międzynarodowych konspiratorów nowego ładu światowego wierzy, że ich cel leży już w zasięgu ręki – a nagrodą jest – “złoty...
- Zgromadzenie Oglne moe zwrci uwag Rady Bezpieczestwa na sytuacje, ktre mogyby zagraa midzynarodowemu pokojowi i bezpieczestwu...
- Przykład ten pokazuje, że logika Arystotelesa dotyczy stosunku między pojęciami, w tym przypadku pojęciami „żywej istoty” i „śmiertelności”...
- zemsty wywrzeć, ogłosił między swymi dworzanami nagrodę temu, kto mu wskaże owego arbitra, który pierwszy po Ketlingowym wniosku zakrzyknął: „Zdrajca i...
- W życiu są obecne rozmaite problemy – w związkach międzyludzkich, w pracy, w życiu osobistym...
- człowiek czuje siępewniejszy w lasach pełnych dzikiego zwierza aniżeli wWarszawie, „gdzie sądowe pałace, gdzie majestat, gdzie miejsce sejmowe”...
- Ważnymi tematami są: zadowolenie z pracy, stres, motywacja, przywództwo, dynamika grupowa, polityka organizacyjna, konflikt międzyludzki oraz struktura i...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Mężczyzna otworzył bramkę i przez krótką chwilę jego ciemny i ostry cień wyraźnie zaznaczył się na niewyraźnym, zamazanym tle. Dom, do którego się zbliżał, wyglądał dosyć nędznie, a ogródek przed nim był zbyt mały nawet na trawnik. Jedynie niewielki, otoczony kamieniami wzgórek przyciągał uwagę, może dlatego, że swoim wyglądem przypominał grób.
Podszedł do drzwi i stanął po lewej stronie schodów, tak aby kobieta otwierająca drzwi nie zobaczyła więcej niż powinna, jak chociażby tyłu zielonego, błyszczącego w świetle lampy samochodu. Czekał niecierpliwie, przestępując z nogi na nogę. Krople deszczu spływające po parapetach okiennych wyglądały jak szklane paciorki.
Usłyszawszy odgłos kroków za drzwiami wyprostował się i przełknął ślinę. Zapaliło się światło i przez małą szybkę w drzwiach ujrzał pomarszczoną, mocno umalowaną twarz kobiety, rzeczową, chociaż odrobinę zaniepokojoną, okoloną włosami koloru miedzianego. Mężczyzna włożył ręce do kieszeni i palcami prawej ręki bezwiednie gładził rękojeść noża.
Wszystko odbyło się jednak nie tak, jak zakładał. Kiedy sprawy przybrały zupełnie inny obrót, miał straszne uczucie nieruchomości losu. Wiedział, że prędzej czy później i tak doszłoby do tego. Zarzucili na siebie płaszcze. Szalikiem próbował zatamować upływ krwi.
– Jedźmy do lekarza... – jęczała dziewczyna – albo do szpitala.
Była to ostatnia rzecz, na jaką by się w tej chwili zgodził. Wolał, o ile to możliwe, uniknąć takiej ewentualności. Nóż znajdował się z powrotem w jego kieszeni. Jedyne, czego pragnął, to jak najszybciej znaleźć się na powietrzu, poczuć wilgotne krople deszczu. Śmiertelne przerażenie malowało się na ich twarzach. Mężczyzna nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy – wytrzeszczone ze strachu i czerwone, tak jakby to krew odbijała się w jej źrenicach. Chwiejąc się i potykając dobrnęli do samochodu. Otworzył drzwiczki i dziewczyna opadła na siedzenie.
– Usiądź – powiedział – i weź się w garść. Musimy się stąd wydostać. – Jego głos był słaby i odnosiło się wrażenie, że dochodzi z bardzo daleka; tak jak do niedawna daleka mu była myśl o śmierci.
Samochód gwałtownie szarpnął i ruszył. Ręce dziewczyny trzęsły się, a głos łamał.
– Wszystko będzie dobrze. To nic... tylko lekkie draśnięcie.
– Jak to się stało? Dlaczego?
– Ta kobieta, Ruby... Już za późno...
Rzeczywiście było za późno. Kiedy przejeżdżali koło stacji samochodowej, usłyszeli muzykę dobiegają z przyjęcia u Cawthorne’ów. Nie jakieś żałobne zawodzenia, ale ogniste, taneczne rytmy. Drzwi wejściowe otwarte były na oścież, tak że padające z wnętrza domu światło odbijało się w ulicznych kałużach. Samochód wolno sunął wzdłuż sklepów. Przestało padać i wszystko dookoła spowite było gęstą mgłą. Droga była tunelem pomiędzy drzewami, z których cicho skapywała woda; niczym ogromne, mokre usta wsysała wóz swoim śliskim, asfaltowym językiem.
Zabawa u Cawthorne’ów, częściowo za sprawą niektórych z gości, przeniosła się na ulicę. Młody mężczyzna trzymający w ręku kieliszek stał przy schodach i sprawiał wrażenie, jakby wyczerpał już wszystkie możliwości tej imprezy. Próba nawiązania kontaktu z innym pijanym gościem siedzącym w samochodzie spełzła na niczym. Dokończył więc drinka i odstawił puste szkło na jedną z pomp paliwowych. W pobliżu nie było nikogo, z kim mógłby pogadać, oprócz dziewczyny o ostrych rysach wracającej do domu po zamknięciu baru. Zatrzymał ją głośno deklamując:
”Czerpmy radość z życia ze wszystkich swoich sił,
Nim ciała nasze rozpadną się w pył”
Uśmiechnęła się.
– Masz rację kochasiu. Póki co, baw się dobrze.