Zważywszy obecną czujność zakonu żeńskiego, porozumiewanie się z Duncanem było głupotą...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Już samo podanie w polskiej telewizji publicznej informacji o wyrażeniu przez kogoś krytycznej opinii o wspomnianym festiwalu (firmowanym wszak przez TVP) było...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- punktach było ono skodyfikowaniem stosowanej ju uprzednio praktyki, jednak praktyce tej dopiero teraz nadało charakter w pełni instytucjonalny...
- ““Zabij go, Tanneguy!”“ A teraz - de Giac roześmiał się konwulsyjnie - teraz ten człowiek, pod którego władzą było tyle prowincji, że można by nimi...
- Niemniej obawiałem się wyjść z lasu — choć skądinąd było oczywiste, że prędzej albo później wyjść muszę...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- I po cóż to wszystko, po cóż te wyrzeczenia dla sprawy tak od początku przegranej? Jakby z odkrytej karty czytać było można...
- Wyjaśniła Ellie, jak to było z białą, weselną suknią, że rodzina tak tego chciała, i ile radości sprawiają jej te metry jedwabnych koronek i długi, lśniący...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- Pod ziemią mieliśmy nawet drogowskazy, dzięki czemu obcy wiedzieli gdzie się znajdują, chociaż zapewnianie przybyszom [kadrze i partyzantom] przewodnika było...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Sheeana uniosła głowę i spojrzała na kamlot leżący na pulpicie.
"Ale ja wytrzymam. Sama urządzę sobie życie. Stworzę swoje własne! Do diabła z Bene Gesserit!"
"I utracę szacunek sióstr."
Było coś odwiecznego w sposobie, w jaki wymuszano na nich pełne szacunku podporządkowanie. Przechowały je z czasów swej najdawniejszej przeszłości, regularnie odnawiały i ulepszały. I dotrwało do dziś - obiekt niewymownego uwielbienia.
"Tylko wtedy jesteś Wielebną Matką i żaden inny sąd nie może być prawdziwy."
Sheeana zdawała sobie sprawę, że wystawi na próbę tę starożytną zasadę i prawdopodobnie naruszy ją. Forma czarnej bryły, szukająca ujścia z najbardziej niedostępnego miejsca jej istoty, była tylko jednym z elementów tego, czego Sheeana musiała dokonać. Można to nazwać buntem lub jakkolwiek inaczej, lecz sile, którą czuła w sobie, nie sposób było się oprzeć.
Ogranicz się tylko do obserwacji, a stracisz orientację we własnym życiu. Można to przedstawić następująco: żyj najlepiej, jak umiesz. Życie jest grą, której zasady poznasz, jeśli pogrążysz się w niej bez reszty. Inaczej utracisz równowagę i marnujesz szansę. Ci, którzy nie grają, często jęczą i narzekają, że szczęście ich omija. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że sami mogą je stworzyć.
Darwi Odrade
- Czy obejrzałaś ostatnie nagranie Idaho z wizjera? - spytała Bellonda.
- Później, później! - Odrade była głodna i dało się to usłyszeć w jej głosie.
W tych dniach rozmaite trudności coraz bardziej ograniczały Matkę Przełożoną. Zawsze starała się podchodzić do swoich obowiązków, przyjmując postawę osoby o szerokich horyzontach. Im więcej rzeczy ją interesowało, tym rozleglejsze uzyskiwała pole widzenia, co z pewnością gwarantowało większą ilość użytecznych informacji. Posługiwanie się zmysłami wyostrza je. Treść - oto czego pożądał jej żywy intelekt. Treść. To było jak polowanie na coś, co pozwoliłoby uśmierzyć głód.
Ostatnio wszystkie dni Odrade były podobne do dzisiejszego poranka. Znana była z upodobania do osobistych inspekcji, ale teraz więziły ją ściany gabinetu. Musiała być tam, gdzie łatwo można z nią było się skontaktować. Tam, skąd mogła skutecznie wysyłać ludzi i wydawać polecenia.
"Do diabła! Znajdę trochę czasu! Muszę!"
Czas naglił, tak jak i wszystko inne.
Sheeana mawiała: "Toczymy kółko pożyczonych dni".
"Bardzo poetyczne! Ale niewiele pomaga w obliczu praktycznych wyzwań. Zanim topór spadnie, muszę wysłać na Rozproszenie jak najwięcej komórek Bene Gesserit. Nie ma nic ważniejszego ponad to." Doskonała materia Bene Gesserit rwała się na kawałki wysyłane ku przeznaczeniu, którego nie znał nikt na Kapitularzu. Czasami potok uchodźców kojarzył się Odrade ze szmatami i strzępami. Oddalały się na swych statkach pozaprzestrzennych z zapasem piaskopływaków, wiedzione tradycjami, wiedzą i wspomnieniami Bene Gesserit. Wszak zakon żeński zrobił to już raz, dawno temu, w czasie pierwszego Rozproszenia, i żadna potem nie wróciła ani nie przesłała wiadomości. Ani jedna. Ani jedna. Tylko Czcigodne Macierze wróciły. Jeśli kiedykolwiek były one Bene Gesserit, to teraz stały się psychicznie spaczone, ślepo samobójcze.
"Czy będziemy jeszcze kiedyś stanowić jedność?"
Odrade spojrzała na materiały leżące na stole: znowu karty selekcyjne. Kto ma odejść, a kto pozostać? Nie było czasu na przerwę i zaczerpnięcie oddechu. Inne Wspomnienia jej poprzedniczki, Tarazy, powtarzały: "A nie mówiłam?" albo: "Zobacz, przez co ja musiałam przejść!"
"Zastanawiałam się kiedyś, czy to jest właśnie miejsce na szczycie."
Mogło być to miejsce na szczycie (jak lubiła powtarzać nowicjuszkom), ale rzadko wystarczało tu czasu na cokolwiek. Myśląc o zazwyczaj bezczynnej części populacji, nie należącej do Bene Gesserit, tej "na zewnątrz", Odrade zazdrościła im czasami. Oni mogli sobie pozwolić na iluzje. Co za komfort! Możesz wierzyć, że będziesz żyć wiecznie, że jutro będzie lepsze, że bogowie z niebios patrzą na ciebie z uwagą i troską.
Z obrzydzeniem zwalczała napady słabości. Realistyczne spojrzenie jest lepsze. Nieważne, co się postrzega.
- Przejrzałam ostatnie nagrania Idaho - powiedziała, spoglądając na cierpliwie czekającą Bellondę.
- Przejawia ciekawe instynkty - zauważyła Bell.
Odrade zamyśliła się nad tymi słowami. Niewiele mogło umknąć wizjerom rozmieszczonym na statku pozaprzestrzennym. Hipotezy Rady dotyczące gholi Idaho z każdym dniem nabierały cech spójnej teorii. Jak wiele wspomnień z kolejnych wcieleń Idaho mieścił w sobie ten ghola?
- Tama ma wątpliwości co do ich dzieci - oświadczyła Bellonda. - Może posiadają jakieś niebezpieczne talenty?