uciecha dla dzieciaków te afiszowe polemiki! Z jednej strony padały słowa: „tromtadracja, warchoły” – z drugiej: „serwilizm,...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- EXT REF1 SELECT lub 1106 EXT REF2 SELECT – na COMM, COMM+AI1 lub COMM*AI1...
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- znalazł i któż zaręczy, czy ją znajdzie? – Prawda jest! Ale gdy Bóg go przez nasze ręce od Bohuna uwolnił i przez tyle niebezpieczeństw, przez...
- Po prawej, najbliżej ściany hangaru, stały bok w bok nowiutkie Gromy i Błyskawice – nieco mniejsze wozy bojowe przystosowane do przewozu piechoty...
- «Dlaczego więc ośmiela się podejść do kapłana za pierwszym razem, kiedy jest całkiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć się nawet do...
- Polecenie traceroute zwykle jest wykorzystywane w ten sposób, jak polecenie ping – jako parametr należy podać nazwę hosta docelowego...
- Krzysztof przetarł palcami oczy i powtórzył bezdźwięcznym głosem: – Precz, precz, zabierzcie stąd tego człowieka...
- • skrzynia biegów, długa – ponieważ jest wiele szybkich partii (łuki, czasami proste), na których to właśnie dużą prędkością można sporo...
- Czemu więc płakała? Obawiał się jednak, Ŝe jeśli będzie próbował nalegać, tylko - Nie musi mi pani od razu odpowiadać –uspokoił ją...
- – Zabierzesz stąd te akta, zrobisz gdzieś kopie, roześlesz część do przyjaciół i znajomych rozrzuconych możliwie po całych Stanach, a resztę ukryjesz,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
To stańczycy walczyli o mandaty z
demokratami. Z reguły stańczycy zwyciężali. „Było do przewidzenia, mają pieniądze, mają za
sobą rząd, nieboszczyków, no i bezecny system kurialny”, mówili z goryczą najbardziej
uświadomieni politycy w mojej klasie, która na ogół była nastrojona demokratycznie.
I nic dziwnego, że słowo „stańczycy” powtarzało się tak często. Cała epoka galicyjskiego
życia mieściła się między Stańczykiem Matejki a Stańczykiem z Wesela Wyspiańskiego.
Stronnictwo polityczne, potocznie zwane stańczykami, urodziło się z kombinacji dwóch klęsk:
klęski powstania styczniowego w r. 1863 i klęski Austrii, przetrzepanej przez Prusy pod Sadową
w r. 1866. Klęska powstania przekreślała na długo wszelkie marzenia niepodległościowe, kazała
szukać form współżycia z zaborami. Klęska Austrii znowuż kazała owej składanej monarchii
szukać zbliżenia do poszczególnych krajów w drodze szerokiej autonomii, swobód języka i
administracji. W tej sytuacji najwpływowsze sfery znalazły dla siebie rolę, kojarzącą ich
naturalne skłonności z nakazami trzeźwej polityki: skupić się koło tronu. W uznaniu „łask
monarchy” i w najlojalniejszym oparciu o tron utrwalić się w kraju jako klasa przodująca. Toteż
z końcem roku 1866 powołany do życia sejm galicyjski skierował do cesarza Franciszka Józefa
słynny adres, zakończony słowami, które później nieraz miały być szyderczo cytowane: „Przy
Tobie, Najjaśniejszy Panie, stoimy i stać chcemy.”
Nie wszyscy godzili się na tę dość jednostronnie pojętą polską „rację stanu”. Żywioły gorętsze
i demokratyczne burzyły się przeciw temu niepowołanemu – ich zdaniem – przedstawicielstwu.
Rozkołysana niedawnymi wypadkami młodzież łaknęła jeszcze patriotycznego wyżywania się;
że jednak widoków na żaden „ruch” nie było, tęsknoty te wyradzały się coraz bardziej w jałowy
gest, w krzykactwo. Tym tłumaczą się epitety, jakimi się wzajem częstowano z obu stron:
„tromtadraci”, „serwiliści”.
Aby pognębić „warchołów”, czołowi przedstawiciele nowej ideologii wydali w r. 1869
satyryczną broszurę pt. Teka Stańczyka, od którego to tytułu przylgnęła nazwa do całego
stronnictwa. A ów Stańczyk w tytule wziął się znowuż z – obrazu Matejki (1862), gdzie błazen-
patriota, jedyny jasnowidzący, zadumał się w swojej czapce z dzwonkami nad przyszłością kraju.
Tak więc autorem Stańczyka-symbolu jest Matejko, którego malarstwo tak potężnie oddziałało
na myśl i na literaturę polską. Ale czy ów Stańczyk na obrazie Matejki właśnie to myślał, co Teka
pisała, to inna sprawa.
Autorami Teki Stańczyka byli przyszli luminarze partii: Szujski, Tarnowski, Stanisław
Koźmian, wówczas ludzie młodzi, zaledwie trzydziestoletni. Pamflet był jadowity, bolesny, bo
dotykał nie zabliźnionych jeszcze ran narodu. Ale gdy chodziło o rok 1863, żadne słowo
potępienia nie zdawało się autorom dość ostre.
Stańczycy – wedle własnego określenia – chcieli być „sikawką pożarną” (stąd ów Popiel z
sikawką w „Diable”); chcieli gasić w narodzie „nadmiar uczucia i siły”!
W Tece Stańczyka rysował się zarazem antagonizm między Krakowem a Lwowem. Twierdzą
stańczyków był Kraków, bardziej zahukany, bardziej pozostający pod ciśnieniem sfer
„miarodajnych”, jak wówczas się mówiło; we Lwowie natomiast, mieście młodym i ruchliwym,
skupiła się ideologia demokratyczna, niepodległościowa (bodaj w gębie), tworząc wówczas
pyskatą i zadzierzystą prasę, która ostro dobierała się do stańczyków. Czamara przeciw
kontuszowi. W Tece Stańczyka Lwów nazywa się „Tygrysów”, Kraków – „Gawronów”; z czego
81
można by wnosić, że stańczycy – może wbrew swoim intencjom – lepiej potraktowali swoich
przeciwników niż swoich wasalów.
W walce owej stańczycy zwyciężali na całej linii. Po ich stronie był sukces. Koncesje,
użyczone krajowi przez Austrię, były – w porównaniu z dawniejszym stanem rzeczy – olbrzymie,
a stańczycy umieli je pochwycić prawie niepodzielnie w ręce. Mieli ten rozum, aby wyjść po
trosze z ciasnego kręgu szlachetczyzny i wciągnąć do swego obozu czołową inteligencję,
zwłaszcza z kół profesorskich. W rezultacie na kilka dziesiątków lat administracja, mandaty
poselskie, teki ministerialne, katedry uniwersyteckie, Akademia Umiejętności, Rada Szkolna,
wszystkie prawie instytucje, przedstawiające jakąś siłę, wszystko bez mała znalazło się w ich
rękach.
Czy owo hasło: „Przy Tobie stoimy i stać chcemy”, było mądrą i zbawienną dla kraju taktyką,
oto pytanie – dziś dość jałowe, ale wówczas często roztrząsane. Podnoszono nieraz, iż Czesi i
Węgrzy, mniej wobec Austrii potulni, bardziej stający okoniem, osiągali nie gorsze od nas, raczej
lepsze rezultaty. Ale to były całe organizmy narodowe. Galicja była okaleczoną cząstką. Polski, o
bardzo mieszanej ludności. Po stu latach gospodarki austriackiej była mizerna i słaba. Szlachta
była w niej jedyną warstwą przedstawiającą jakąś zwartość i siłę. Szlachta ta stała zbyt
skwapliwie może przy cesarzu, ale czy ówczesne mieszczaństwo byłoby bardziej rogate? Niech
mi będzie wolno w formie ilustracji przytoczyć anegdotę z czasów znacznie późniejszych, ale
przez to tym wymowniejszą. W roku 1910 czy 1911 cesarz zapragnął powiększyć swoją flotę
wojenną. Ponieważ przewidywano opozycję, przeto wypróbowanym sposobem Najjaśniejszy Pan
zapraszał do siebie kolejno co wpływowszych posłów, aby z nimi osobiście porozmawiać. Mało
który z Polaków umiał się oprzeć takiej rozmowie, zwykle wychodził oczarowany, miękki jak
masło. Tak stanął przed cesarzem pewien demokratyczny i mieszczański poseł galicyjski, który
po paru łaskawych słowach monarchy zdołał tylko wyjąkać ze wzruszeniem, że Galicja przyjęła
wiadomość o zwiększeniu floty z najwyższym entuzjazmem. Było to w epoce Szopki