- Ze mną tak nie było...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Już samo podanie w polskiej telewizji publicznej informacji o wyrażeniu przez kogoś krytycznej opinii o wspomnianym festiwalu (firmowanym wszak przez TVP) było...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- punktach było ono skodyfikowaniem stosowanej ju uprzednio praktyki, jednak praktyce tej dopiero teraz nadało charakter w pełni instytucjonalny...
- ““Zabij go, Tanneguy!”“ A teraz - de Giac roześmiał się konwulsyjnie - teraz ten człowiek, pod którego władzą było tyle prowincji, że można by nimi...
- Niemniej obawiałem się wyjść z lasu — choć skądinąd było oczywiste, że prędzej albo później wyjść muszę...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- I po cóż to wszystko, po cóż te wyrzeczenia dla sprawy tak od początku przegranej? Jakby z odkrytej karty czytać było można...
- Wyjaśniła Ellie, jak to było z białą, weselną suknią, że rodzina tak tego chciała, i ile radości sprawiają jej te metry jedwabnych koronek i długi, lśniący...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- Pod ziemią mieliśmy nawet drogowskazy, dzięki czemu obcy wiedzieli gdzie się znajdują, chociaż zapewnianie przybyszom [kadrze i partyzantom] przewodnika było...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie stałam się tłustą burżujką. Schudłam i stwardniałam, czekając osiemnaście lat, aż przyjdzie mój czas, kiedy będę mogła odpłacić im za zdradę. Odsiedziałam ciężkie osiemnaście lat, bez taryfy ulgowej, bez przepustek. A potem wypuścili mnie warunkowo. Tak funkcjonuje ten system, ale o tym dobrze pan wie, prawda? Dają ci nazwisko kuratora, nowe ubranie i sto dolarów na drogę. I tak oto się tu zjawiłam. Wiedziałam, że oni tu będą, sędzio. Dla mnie ich czapka-niewidka niewiele znaczy. - Spojrzała na sędziego Pearsona. - Są mi winni osiemnaście lat. I nic tego nie może zmienić. Winni są tej samej zbrodni co ja.
Siadła gwałtownie na pryczy i ujęła jego twarz w swoje dłonie.
- Myślisz, że zgodzą się pójść do więzienia na osiemnaście lat? Potrząsnął głową.
- To nie tak.
- Nie?
- Oni się zmienili. Wszystko się zmieniło. Nikt nie wniósłby oskarżenia... Olivia odchyliła się do tyłu.
- Nie? Tak uważasz? Powiedz mi, sędzio, czy istnieje przedawnienie w sprawie zbrodni z premedytacją?
Przełknął z trudnością ślinę.
Tylko nie to. To niemożliwe. Nie popełniliby...
- W takiej sprawie nie ma przedawnienia - odparł. Potrząsnęła włosami odchylając się do tyłu i obwieściła:
- Doprawdy, cóż za ścisły prawniczy umysł. - Zmieniła pozycję i zniżyła głos do konspiracyjnego szeptu. - Wreszcie dowiedział się pan czegoś nowego o swoich dzieciaczkach. Może i podejrzewał pan coś, ale z reguły rzeczywistość przerasta podejrzenia. A ty, przyjemniaczku, też wreszcie wiesz już coś o swojej mamusi i tatusiu. - Zawiesiła na chwilę głos. Wstała gwałtownie i szybko przeszła przez pokój do wyjścia.
- Są zabójcami. Takimi samymi jak ja. Wyszła trzaskając drzwiami.
Duncan podniósł zdjęcie Tommy'ego, w ramce wciąż tkwiły kawałki szkła. Nie myśląc, co robi, dotknął ostrej krawędzi pęknięcia biegnącego przez twarz syna, rozcinając sobie skórę palca. Nie zaklął, jakby zrobił to automatycznie przy innej okazji. Włożył palec do ust i poczuł słodkawo-słony smak krwi.
- Może chcesz plaster? - spytała Megan.
Potrząsnął głową. Tu plaster nie wystarczy, pomyślał. Spojrzał na Karen i Lauren, które cichutko przycupnęły w kąciku.
- Gdyby wam się coś stało... - zaczął, ale natychmiast mu przerwały.
- Nic nam nie będzie - powiedziała Karen.
- Nie pozwolimy, żeby groził nam jakiś obcy - podchwyciła Lauren.
- Nic nie rozumiecie, dziewczęta - powiedziała Megan. - Jesteście zbyt młode, by zrozumieć, co wam może grozić.
Dyskusja na ten temat trwała od czasu powrotu Duncana do domu. Megan opowiedziała reszcie rodziny o wizycie Billa Lewisa. Jedyną reakcją dziewcząt był bunt i upór - cecha, którą, jak sądziła Megan, przejęły bez reszty od swego ojca. W gruncie rzeczy, choć była na nie zła, że nie odczuwały tego samego strachu i paniki, co ona, czuła się dumna. To wieczna młodość, która teraz płynie w ich żyłach. Pamiętała, gdy ona sama i Duncan, niewiele młodsi od jej córek, mieli podobne podejście - brak poczucia, że broń, z którą ćwiczyli w górach, może wyrządzić komuś krzywdę, pobawić kogoś życia. Nie odczuwali zagrożenia, jedynie wrażenie zbliżania się do jakiejś niewidocznej granicy.
Megan spojrzała na Duncana i dziewczęta, które tymczasem przycichły, Ł zdała sobie sprawę, że wygrały tę potyczkę. Było to typowe w ich rodzinie - każdy określił swoją pozycję i będąc przekonany o swojej słuszności, sadził, że reszta podziela ten właśnie pogląd, co oczywiście było całkowicie błędne. Wszystkie rodziny żyją w podobnym złudzeniu, pomyślała. Każdy tworzy związki możliwe do zaakceptowania dla innych. Nawet Tommy o tym wiedział.
Usłyszała Duncana, mówiącego:
- Bądźmy ostrożni. Chociaż nie sądzę, żeby Bill Lewis stanowił dla nas największe zagrożenie. Co innego Olivia.
- Czego ona od nas chce? - spytała Megan.
- W tym sęk - odparł Duncan. - Nie mówi, ile chce pieniędzy. Myślę, że nie tyle zależy jej na ilości, co na sposobie ich zdobycia.
- To znaczy?
- Chce, żebym obrabował własny bank.
W salonie zapadła cisza. Megan poczuła zawrót głowy, próbowała uczepić się jakiejś myśli, oblec ją w słowa, powiedzieć coś, ale nie mogła. Głosy dziewcząt dochodziły do niej jakby z wielkiej odległości.
- Co takiego?!
- Jak to możliwe?
- To jest możliwe - powiedział Duncan. - Oczywiście, nie jest to takie proste, ale mogę to zrobić.
- Ale jeśli cię złapią, tatusiu...
- Wsadzą cię do więzienia. Co z tego, że odzyskamy Tommy'ego i dziadka, jeśli zabraknie ciebie? Czemu ona miałaby w ogóle...
- Z jej punktu widzenia to bardzo logiczne. Uważa, że w przeszłości zawiodłem podczas napadu na bank. Teraz chce, żebym dokończył dzieła. Tak właśnie powiedziała. To całkiem zrozumiałe.
- Duncanie!
- Oczywiście, że tak. Olivia nie jest głupia.
- Przypuśćmy jednak...
- Co takiego? Przypuśćmy - co? Mamy inne wyjście?
- Uważam, że jednak powinniśmy iść na policję. Niech oni dadzą pieniądze na okup.