Zapisali rozmowę na okładce spisu i zapieczętowali go w odpornej na wilgoć kopercie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- lata 1811 - 1812 - okres przygotowañ Napoleona do wojny z Rosj¹kult Napoleona obecny w myœlach i rozmowach ludzi i nadzieja na odzyskanie...
- Gdy w roku 1949 odwiedziłem Szuberta i w rozmowie poruszyliśmy ten temat, Szubert starał się tłumaczyć ich mówiąc, że “przecież oni też chcieli żyć”...
- - Wy, Ukraińcy, zawsze sobie dziwne miejsca na obronę ojczyzny wybieracie!Stopniowo gdy wino zaczęło działać ich rozmowa wkraczała na coraz bardziej...
- Przeczytał im krótkie urywki ze swojej rozmowy z Bayardem, z diariusza Madeleine i zapytał: - Czy zgadzamy się więc, że dowodzi to stabilnej, ale bardzo...
- Zadowolony, że pojawił się temat do rozmowy, Robinton pokazał wszystkim misę i opowiedział, jak bardzo się cieszy, że Saday mu uwierzyła...
- - Pewnie oczekiwaliśmy zbyt wiele po tej rozmowie, a każdy z nas czegoś innego - wykrztusił w końcu Torin...
- - I niech ta rozmowa pozostanie między nami - rzucił leniwie mistrz Jedi...
- A ktokolwiek si komu o pewny dug zapisa, y do Grodu firma inscriptione [mocnym zapisem] odpowiada si podda dobrowolnie, bd przed mierci, abo iu y po mierci...
- Family: UInt4;Model: UInt4;Stepping: UInt4;Features: TCpuFeatureSet;Vendor: string[12];end;// Pobranie informacji o CPU i zapisanie...
- Rozmowy kwalifikacyjne...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Talia odetchnęła z ulgą widząc, że Kris nie zdaje sobie sprawy, jakiemu napięciu musi stawić czoło.
- Nie wiedziałam, że zabraliśmy także spisy podatkowe - powiedziała, próbując jakoś rozproszyć swoją i jego uwagę pytaniami dotyczącymi rutynowych czynności.
- W obwodach granicznych, zawsze. Natomiast w środku kraju, niemal nigdy. Zabieramy drugi egzemplarz tego, co powinni oddać poborcy podatkowemu, kiedy pojawi się tutaj na wiosnę. W ten sposób, jeśli jakaś katastrofa zniszczyłaby te spisy, można przynajmniej częściowo je odzyskać. To dla ich dobra, ponieważ w przypadku aż tak wielkiego nieszczęścia, osada może utracić coś znacznie cenniejszego od dokumentów, a wtedy Królowa jest w stanie ocenić z pobranych podatków, jaką ofiarować pomoc.
Tym razem nie popełniła błędu z ziołowym wywarem, lecz leżała w panujących w Stanicy ciemnościach z otwartymi oczami - wpatrując się w mrok nad sobą, słuchając cichego oddechu Krisa i wracając myślami do najwcześniejszych lekcji świadomego posługiwania się osłonami myśli. Gdy w końcu poczuła morzący ją sen, pomyślała, że wzmocniła nadwątlone osłony na tyle, by pozwoliły jej przetrwać następny dzień.
W czwartym dniu przeglądali to, co spisał skryba-gawędziarz w trakcie ich opowieści, wprowadzając konieczne poprawki i uzupełnienia. Świt piątego dnia zastał ich - ku wielkiej uldze Talii - ponownie na gościńcu. Kierowali się w stronę bramy wyjazdowej, chcąc po drodze odebrać rzeczy od praczek i odwiedzić miejscową łaźnię.
Kiedy zostawili mieścinę daleko za sobą i znów znaleźli się w dziczy, wyraźnie się oziębiło. Narzucili grube, zimowe opończe. Liście zupełnie opadły z drzew.
Wiatr utracił swój ciepły, jesienny zapach. Choć deszcz padał teraz z rzadka, niebo w dalszym ciągu było zachmurzone, powleczone jednolitą szaroniebieską barwą. Pod kopytami chrzęściły zwiędłe, brązowe liście, którymi zasypana była cała droga. Ptaków i zwierząt niemal nie było. Zapadły w zimowy sen lub chowały się w swoich kryjówkach, bojazliwe od chwili, kiedy obumarła roślinność nie mogła im już być osłoną. Heroldom rzadko udawało się dostrzec coś większego od królika albo wróbla, a w uszach mieli jedynie jęk nagich gałęzi drzew i krakanie wron. Na tle ciszy śpiącej puszczy jedynie dzwoneczki Towarzyszy pobrzękiwały samotnie.
Talia była z tego zadowolona, nie musiała ciągle mieć się na baczności w obawie, że runą osłony jej myśli. Jednak nadal trwała w napięciu i jadąc przez posępny las, nie była pewna, co jest gorsze - samotność w okrytej żałobą dziczy, gdzie szary i opustoszały las tylko pogłębiał jej przygnębienie, czy też przebywanie w otoczeniu ludzi i stopniowa erozja osłony, którą otaczała swe zmysły.
Kris wcale nie był w lepszym nastroju. Nie przestawał się głowić, czy - i ile - z jego sympatii do Talii było mu narzucone. Wpływała na ich umacnianie świadomie czy nieświadomie? Zaczął analizować najdrobniejsze niuanse swoich uczuć, próbując odkryć, czy przyłożyła do nich rękę.
Lubił ją. Jasne Niebiosa, chciał ją lubić - pod wieloma względami tak bardzo była do niego podobna. Okazała się dobrym współpracownikiem. Podejmowała się zadań bez utyskiwań i nie trzeba jej było do nich nakłaniać. Starała się mu we wszystkim dorównać i polegać tylko na sobie... a jednak, jednak...
A jednak owe pogłoski istniały i jego uczucia, na które mogła bez jego wiedzy wpływać. “Nie ma dymu bez ognia”. Być może to prawda. Tak trudno było się o tym przekonać... a sposób, w jaki zamykała się w sobie, wcale tego nie ułatwiał.
* * *
Następny przystanek w podróży odległy był o dwa dni drogi, co oznaczało postój w Stanicy pomiędzy dwoma wioskami. Kris przestał już myśleć o swoim współpracowniku jak o kobiecie. Teraz jego nerwy szarpały podejrzenia. Wszystko odbyło się tak, jak pierwszej nocy: Talia przygotowywała chatę, a Kris zaopiekował się czworonożnymi członkami ich wyprawy. Dużo lepiej od niej widział w ciemności i to wydawało się rozsądne. I mógł przy okazji porozumieć się z Tantrisem, kiedy jej nie było w pobliżu. Tantris był zaintrygowany i zaniepokojony.
- Nic nie czuję, braciszku, ale...
- Ale? - głośno odezwał się Kris.