z prawa Rymbaba i Wittram, z lewa Weyrach i Woldan z Osin...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Prawa poboru W przypadku emitowania przez spółkę nowych akcji z prawem poboru (tj...
- po zaakceptowaniu niniejszej licencji uzyskuje określone prawa Pewne produkty programowe firmy Symantec wykorzystują do użytkowania Oprogramowania...
- Justyna Horska[JJH] Jestem w Zakonie, gdzie kobiety maj takie same prawa co mczyni...
- –Łup jedno–bąknął niepewnie nieco Woldan z Osin–ale pono kto weźmie krzyż, grzechy będzie miał na pytel odpuszczone...
- Już samo podanie w polskiej telewizji publicznej informacji o wyrażeniu przez kogoś krytycznej opinii o wspomnianym festiwalu (firmowanym wszak przez TVP) było...
- (52) miernicki sebastian, pan samochodzik i...
- 95 Rożański h...
- rafal wierzynski swiebodzice miasto w cieniu swastyki inne ogniwa sportowe...
- Poznańska rezydencja starosty generalnego reprezentowała wysoki poziom dworskiej kultury...
- - Książę Ineznio! - zawołał...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Lasem niósł się wrzask,
kwik koni, szczęk, brzęk, łomot żelaza o żelazo.
Buko von Krossig cięciem topora obalił wraz z koniem pachołka z sulicą, uderze-
niem na odlew rozwalił głowę usiłującemu napiąć kuszę kusznikowi. Przelatującego
obok Reynevana obryzgały krew i mózg. Buko wykręcił się w kulbace, stanął w strze-
mionach, ciął potężnie, topór roztrzaskał naramiennik i niemal odrąbał bark rycerza ze
stopniem Kauffungów na tarczy. Obok przemknął w pełnym cwale Tassilo de Tresckow,
szerokim ciosem miecza zwalając z konia giermka w brygantynie. Drogę zastawił mu
pancerny w błękitno-białym lentnerze, ścięli się ze szczękiem stali.
734
Reynevan dopadł kolebki. Woźnica z niedowierzaniem patrzył na sterczący mu z pa-chwiny wbity aż po lotki bełt. Szarlej doskoczył z drugiej strony, mocnym pchnięciem
strącił go z kozła.
— Wskakuj! — krzyknął. — I poganiaj konie!
— Uważaj!
Szarlej nurknął pod końską szyję, gdyby spóźnił się z tym o sekundę, byłby nadziany
na kopię, z którą szarżował z mostu rycerz w pełnej zbroi, z czarno-złotą szachownicą na
tarczy. Rycerz staranował konia Szarleja, rzucił kopię, chwycił zawieszony na temblaku
buzdygan, ale kropnąć nim demeryta w ciemię już nie zdążył. Nadjeżdżający cwałem
Notker Weyrach palnął go po saladzie morgensternem, aż się rozległo. Rycerz zachwiał
się w siodle, Weyrach odwinął się i palnął go po raz drugi, w środek naplecznika, tak
potężnie, że kolce żelaznej kuli wbiły się w blachę, uwięzły. Weyrach puścił trzonek,
dobył miecza.
— Poganiaj! — ryknął do Reynevana, który tymczasem wlazł już na kozioł. —
Jazda! Jazda!
735
Z mostu rozległ się dziki kwik, ogier w barwnym kropierzu strzaskał tam balustradę, razem z jeźdźcem runął do jaru. Reynevan krzyknął co mocy w płucach, chlasnął
zaprzęg lejcami, mierzyny wyrwały do przodu, skarbniczek zakolebał się, podskoczył,
z wewnątrz, spod szczelnej opony, dobiegł ku wielkiemu zdumieniu Reynevana prze-
raźliwy pisk. Nie było jednak czasu na dziwienie się. Konie szły galopem, musiał nieźle
się starać, by nie spaść z podskakującej mu pod zadkiem deski. Wokół wciąż wrzał
zacięty bój, rozlegał się wrzask i szczęk oręża.
Z prawej wyskoczył cwałem ciężkozbrojny bez hełmu, schylił się, usiłując chwycić
za szory zaprzęgu. Tassilo de Tresckow zajechał go i ciął mieczem. Krew spryskała bok
mierzynka.
— Pogaaaniaaaj!
Z lewej pojawił się Samson, zbrojny tylko w leszczynową witkę, oręż, jak się poka-
zało, całkiem adekwatny do sytuacji.
Zacięte po zadach mierzynki poszły w taki cwał, że Reynevana wręcz wcisnęło
w oparcie kozła. Skarbniczek, z wnętrza którego wciąż coś piszczało, skakał i koły-
sał się jak korab na sztormowej fali. Reynevan, prawdę rzekłszy, nigdy w życiu nie był
736
nad morzem, a korabie widywał wyłącznie na obrazkach, nie wątpił wszakoż, że tak właśnie, nie inaczej, muszą one się kołysać.
— Pogaaaniaaaaj!
Na drodze pojawił się Huon von Sagar na tańczącym karoszu, kosturem wskazał
dukt, sam puścił się weń galopem. Samson pomknął za nim, ciągnąc za wodze konia
Reynevana. Reynevan ściągnął lejce, krzyknął na zaprzęg.
Dukt był wyboisty. Skarbniczek podskakiwał, kolebał się i piszczał. Odgłosy walki
cichły za plecami.
* * *
— Nawet nieźle poszło — ocenił Buko von Krossig. — Całkiem nieźle. . . Tylko
dwóch giermków ubitych. Rzecz zwykła. Całkiem nieźle. Jak na razie.
737
Notker von Weyrach nie odpowiedział, dyszał tylko ciężko, obmacywał biodro.
Spod taszki ciekła krew, cieniutką strużką pełzła w dół po nabiodrku. Obok dyszał Tas-
silo de Tresckow, oglądając lewe ramię. Awanbrasu brakowało, nałokcica wisiała na
wpół oderwana, na jednym tylko skrzydle, ale ręka wyglądała na całą.
— A pan Hagenau — ciągnął Buko, na którym nie widać było żadnych poważniej-
szych uszkodzeń. — Pan Hagenau pięknie powoził. Walnie się spisał. . . O, Hubercik,
cały jesteś? Ha, widzę, że żyjesz. Gdzie Woldan, Rymbaba i Wittram?
— Już nadjeżdżają.
Kuno Wittram ściągnął hełm i myckę, włosy pod nią miał skręcone i mokre. Blachę