Widok był dość niezwykły...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Podróż ku zjednoczeniu -- kreacje odnajdują swego stwórcę -- jest niezwykle bliska ludzkiej duszy, a wynagrodzeniem owej podróży jest niezmienne uczucie...
- Mahskevic nie podniósł nawet wzroku znad swych korzennych roślin, choć przerwał wyrywanie chwastów na dość długo, by zastanowić się nad tą propozycją...
- Podszed wprost do Nataszy wpatrujc si w ni uporczywie i powiedzia:- Moja wizyta u pani o tej godzinie i bez zapowiedzi jest do dziwna i przekracza granice...
- Tu i ówdzie ruszały się, jakby ożywając, nie dość mocno osadzone przedmioty; zagrzechotało w kambuzach od zderzających się naczyń, zachwiały się...
- Z głębi pomieszczenia pofrunął ku Sabie obłok rozgrzanego blasku w kształcie kobiecej twarzy o niezwykle szerokich ustach i oczach tak zapadniętych, że...
- Gdy tak popatrywałem obojętnie na skąpaną księżycowym blaskiem panoramę, wzrok mój przykuła pewna niezwykłość w naturze i układzie jednego elementu...
- A Białoruś? Nie dość, że zaledwie w kilka lat po odzyskaniu niepodległości wyrzekła się jej przygniatającą większością głosów, powracając do...
- dość przekonywająca, aczkolwiek zmienia całą kontrowersję w nie- zbyt interesujący problem metodologiczny...
- Mimo to na ich widok czterej Neimoidianie nie tylko nie opuścili posterunku przed drzwiami apartamentu wicekróla, ale opuścili broń w geście ostrzeżenia...
- Nie dość jednak pozyskać dobre bóstewka...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Najpierw leciała szosą kanapa, żelazem do dołu, krzesząc za sobą snop iskier. Za kanapą leciał reflektor, wypuszczony do przodu na długich wąsach przewodów. Dopiero za reflektorem leciało kłębowisko, złożone z resztek motoru i Andrzeja.
Leciało to wszystko dość długo, aż znieruchomiało. Żórawski, pod wpływem świeżego jeszcze wypadku brata, bez mała stracił przytomność, rzucił motor, popędził do Andrzeja. Zanim go dopadł, Andrzej się podniósł, nieco chwiejnie, ale bez większych trudności.
— Och, jak bym ci teraz w mordę dał…!!! — krzyknął oszalały ze zdenerwowania Żórawski.
— Ale za co…? — spytał żałośnie Andrzej. — Za co…?
W Żórawskim sklęsło, chwycił go w objęcia i ucałował ze łzami w oczach. Jawę w proszku przywieźli do Warszawy jakąś furgonetką.
Ostatecznie Andrzej zrezygnował z tej jednośladowej motoryzacji po wypadku na Polnej. Na jezdni rozlany był olej, trafił na niego, rzuciło go na krawężnik, jeszcze się utrzymał i spróbował jechać lewą stroną, żeby zetrzeć to świństwo z kół. Z przeciwka jednakże nadjeżdżały samochody, musiał wrócić na prawo, a tam nadal ciągnęła się ta śliska smuga. W rezultacie przez sześć tygodni chodził z ręką na wyciągu, o pracy nie było mowy i stracił zlecenie na dekoracje dożynkowe na placu Defilad za sto tysięcy złotych. Stwierdził, że jednak motor to jest dla niego pojazd za drogi i dał sobie spokój z Jawą.
Mojemu rozwodowi był przeciwny i potępiał mojego męża. Na dobrą sprawę tylko dzięki niemu dostawałam alimentów dwa tysiące, a nie sześćset złotych.
No i wracając do mojego samopoczucia, w chwili depresji przyszło mi nagle do głowy, że przecież zostały mi jeszcze nogi. Mogę tańczyć. Już sama myśl była pocieszająca. Natychmiast zadzwoniłam do Hanki.
— Słuchaj, czy mogłabyś pożyczyć mi twojego męża na jeden wieczór? — spytałam, możliwe, że w napięciu.
— Proszę cię bardzo — odparła Hanka, nieco zdziwiona, ale bez oporu. — Już ci go daję do telefonu.
Od Jerzego dość gwałtownie zażądałam upojnego wieczoru gdziekolwiek. Nie ukrywałam, że chcę tańczyć. Nie miał nic przeciwko temu, tańczyć umiał, poza tym zorientował się chyba, że ze mną jest coś nie tak.
Poszliśmy do „Grandu”, usiedliśmy przy stoliku, powiedziałam mu, co się dzieje, rozrzewniłam się nieco i udałam się do toalety poprawić makijaż. W drodze powrotnej ujrzałam nagle Andrzeja.
— Cześć, Andrzejku — powiedziałam bezmyślnie, czyniąc powitalny gest.
Andrzej zerwał się od stolika.
— Z kim tu jesteś? — spytał gwałtownie. Nie spodobało mi się to pytanie.
— A co cię obchodzi? Z jednym takim.
— Gdzie twój mąż?
— Nie wiem, gdzie jest mój mąż — odparłam sztywno, głosem jak cała Arktyka. — I nic mnie to nie obchodzi.
Nie pamiętam wypowiedzi Andrzeja, ale zorientowałam się, że jest na ciężkiej bani i postarałam się czym prędzej go pożegnać. Wróciłam do Jerzego.
Nie minęło pięć minut, kiedy przy naszym stoliku pojawił się Andrzej. Usiadł i rzekł:
— Mnie się pańska morda nie podoba. Pan mi tu naleje wody.
— Na miłosierdzie pańskie, zachowaj spokój! — powiedziałam błagalnie. — To jest mój szwagier.
— Ależ oczywiście — odparł z galanterią Jerzy i nalał Andrzejowi wody mineralnej do szklanki.
— Nie będziesz…
No nie, żadnych cytatów. Andrzej z szaloną energią powiadomił mnie, czego nie będę. Operował językiem barwnym, bez żadnych omówień, i czuję się zmuszona przetworzyć go na jakąś formę do przyjęcia. Nie będę mianowicie z osobnikiem obecnym przy tym stoliku wdawać się w żadne rozrywki natury erotycznej, tak by to można określić. Ani Jerzy, ani ja nie mieliśmy takich zamiarów, wobec czego zakaz specjalnie nami nie wstrząsnął. Zainteresował za to osoby przy stolikach sąsiednich i już zaczęliśmy zwracać uwagę.
Andrzej wygłosił obszerne expose i poszedł. Możliwe, że udało nam się przetańczyć jeden taniec. Do stolika podszedł nagle jakiś facet, okazało się, że jest to przyjaciel Jerzego, nie widzieli się ładne parę lat, przyjaciel mieszkał chyba za granicą, stracili ze sobą kontakt, ujrzeli się znienacka, usiadł na chwilę, zaczęli wymieniać adresy i telefony. W tym momencie znów pojawił się Andrzej w towarzystwie osobnika, z którym widziałam go przy stoliku. Stanęli obok przyjaciela Jerzego i przystąpili do potwierdzania wcześniejszych zakazów, przy czym teraz już odnosiły się one do obu towarzyszących mi panów. Przyjaciel Jerzego osłupiał zupełnie wyraźnie.
— Niech pan nie zwraca uwagi — poprosiłam. — To jest mój szwagier, jak widać, całkiem pijany, niech pan to potraktuje łagodnie.