wiary głoszonej przez Ibsena i nie chciała z nikim się wiązać...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, ¿e (z tym¿e trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- cz¹stki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje siê nigdziew przestrzeni i czasie? Jeœli za jeden obiekt uwa¿aæ to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwróci³ siê ty³em do œwiat³a reflektora i os³aniaj¹c oczy przed blaskiem bij¹cym mu spod nóg, spróbowa³ zajrzeæ w kryszta³ow¹ g³êbinê jak przez lód, który skuwa jezioro...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad ni¹, lecz w celu ochrony praw zagro¿onych przez inne instytucje spo³eczne: Jednym z najtrudniejszych aspektów spo³ecznego...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
- Wysunąwszy delikatnie ramię spod głowy Clare, wstał z łóżka, krzywiąc się z bólu, gdyż skaleczenia i rany, które przez noc trochę przyschły, znowu się...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Z jej to ust narodziło się słowo, jakiego nie ośmieliłem się wymówić. O noce, o letnie wspólnie dzielone
ciemności, o miłości płynąca w mroku niby tajemna rzeka, o chwilo szczęścia, w
której każde jest obojgiem, o niewinności i czystości tego szczęścia, o jedności, w której zatracaliśmy się, aby potem zatracić się we śnie, o pierwsze zorze dnia,
podczas których na nią patrzyłem.
Na wypalonej granicy Brazylii dokuczała mi nostalgia; inaczej czułem się w
czerwonym labiryncie Londynu, który dał mi tak wiele. Pomimo pretekstów, jakie
wymyślałem, by odsunąć wyjazd, musiałem wracać w końcu roku; wspólnie
spędziliśmy Boże Narodzenie. Obiecałem jej, że don Alejandro pozwoli jej przystąpić do Kongresu, odpowiedziała mi niewiążąco, że chętnie pozna południową półkulę i
że jakiś jej kuzyn, dentysta, osiedlił się w Tasmanii. Beatriz nie chciała odprowadzić mnie na statek. Pożegnania były według niej rodzajem bezsensownego uniesienia,
celebrowaniem nieszczęścia, a ona była przeciwna wszelkiemu dramatyzmowi.
Pożegnaliśmy się w bibliotece, w której poznaliśmy się poprzedniej zimy. Jestem
człowiekiem tchórzliwym: nie zostawiłem jej swego adresu, gdyż chciałem oszczę-
dzić sobie oczekiwania na listy.
Zauważyłem, że podróż powrotna zazwyczaj trwa krócej niż droga w
pierwszą stronę, ale ten rejs przez Atlantyk, pełen wspomnień i niepokoju, wydał mi się niezwykle długi. Nic nie bolało mnie bardziej niż myśl, że jednocześnie z moim Beatriz będzie przeżywała własne życie, minuta po minucie, noc po nocy. Napisałem
wielostronicowy list, który podarłem, gdy odpływaliśmy z Montevideo. Przybyłem
do kraju we czwartek; Irala czekał na mnie w porcie. Wróciłem owego dnia do swego
dawnego mieszkania przy ulicy Chile, a nazajutrz łaziliśmy i gadaliśmy. Chciałem
odzyskać Buenos Aires. Z ulgą dowiedziałem się, że Fermin Eguren wciąż jeszcze
przebywa w Paryżu; fakt, że wróciłem przed nim, mógł w jakiś sposób złagodzić
moją długą nieobecność.
Irala był zniechęcony. Fermin wydawał w Europie krocie i nie stosował się do
ponawianych wciąż wezwań, by wracać natychmiast. Było to do przewidzenia.
Jeszcze bardziej zaniepokoiły mnie inne nowiny; nie licząc się z opozycją Irali i
Cruza, Twirl, powołując się na Pliniusza Młodszego, wedle którego nie było książek tak złych, by nie zawierały w sobie czegoś dobrego, zaproponował nabycie z kolekcji
“La Prensa" trzech tysięcy czterystu egzemplarzy rozmaitych wydań “Don Kichota", całej korespondencji Balmesa, rozpraw uniwersyteckich, rachunków, biuletynów i
programów teatralnych. “Wszystko jest świadectwem" - oznajmił. Nierenstein poparł
go; don Alejandro “po trzech burzliwych sobotach" zaaprobował ten wniosek. Nora Erfjord zrezygnowała ze swego stanowiska sekretarki; miejsce jej zajął nowy
członek, Karliński, człowiek Twirla. Olbrzymie paki gromadzono teraz, bez
katalogów i fiszek, w pokojach położonych w głębi oraz w piwnicach wielkiego
domiska don Alejandra. W początkach lipca Irala spędził tydzień w Kaledonii;
murarze porzucili pracę. Zapytany, zarządca odpowiedział, że tak im rozkazał szef i że w końcu zawsze jest na wszystko dosyć czasu.
W Londynie napisałem sprawozdanie, którego nie warto tu przytaczać. W
piątek poszedłem przywitać się z don Alejandrem i wręczyć mu ów tekst. To-
warzyszył mi Fernández Irala. Zmierzchało i do wnętrza domu napływał wiatr z
pampy. Na wprost frontonu domu, od strony ulicy Alsina, stał wóz zaprzężony w trzy konie. Dotąd widzę ludzi zgiętych pod ciężarem pak, które składali na ostatnim patio.
Komenderował nimi władczo Twirl. Jakby coś przeczuwając, znaleźli się tam
również Nora Erfjord, Nierenstein, Cruz i Donald Wren oraz jeden czy dwóch
kongresmanów. Nora uściskała mnie i ucałowała, a ten uścisk i ten pocałunek
przywiodły mi na myśl inne. Dobrotliwy i wesoły Murzyn pocałował mnie w rękę.
W jednym z pokoi otwarta była kwadratowa klapa w podłodze prowadząca do
sutereny, ceglane stopnie ginęły w mroku.
Nagle usłyszeliśmy kroki. Zanim go ujrzałem, wiedziałem, że to don