Ubrał się jak zwykle, ale miał wrażenie, że jest wymięty i zaniedbany...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- –Łup jedno–bąknął niepewnie nieco Woldan z Osin–ale pono kto weźmie krzyż, grzechy będzie miał na pytel odpuszczone...
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- WIANO WITEJ KINGI28Zaledwie trzynacie lat mia ksi Bolesaw, zwany pniej Wstydliwym, gdy panowie w jego imieniu rzdy sprawujcy, postanowili mu on...
- Następnie Heydrich zwrócił się do mnie: Niech mi pan powie, Schellenberg, ten Josef Muller miał chyba kiedyś coś wspólnego z pana wydziałem...
- trzynastu lat, był sztywny i napięty, zagryzał usta i wykręcał dłonie, miał ściągniętą twarz -rozjaśnił ją tylko raz, gdy mówił o swojej...
- Kiedy usłyszałem na początku pobytu, iż będę miał do czynienia z jakimś religijnym kultem, zaniepokoiłem się nieco, jednak okazało się, że poza...
- którym nabarziey iasnowidzący nic by nie dopatrzył ani nie pochwycił nie znaiąc iego żeny, taką miał w sobie przystoyność, wdzięczną postawę y...
- Nawet gdybym miał zamiar powiększyć kompanię, musiałbym wiedzieć znacznie więcej, niż wiem o tobie i twoich sprawach, zanimbym się na coś...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zerwał biały fartuch z haczyka na drzwiach i zarzucił go na siebie. Rzadko go nosił, bo chciał odróżniać się od lekarzy.
Jestem doktorem, który nie zrobi ci krzywdy.
Dzięki temu łatwiej mu szło z dziećmi. Chociaż ostatnio rzadko widywał dzieci. Za dużo cierpienia. Niektórych rzeczy po prostu nie mógł znieść.
Dorosłych pacjentów nie obchodzi, jak się człowiek ubiera, tak długo, jak długo unika ekstremalnych fryzur i strojów. Niektórym wizerunek tworzony przez szpitalny fartuch wręcz dodaje otuchy.
Kliniczne rytuały, kapłańskie szaty. Oto idzie ekspert.
Gdyby tylko wiedzieli.
Kilka drobnych kryzysów zapewniło mu zajęcie do południa; rozciągnął dzień jeszcze bardziej, wydłużając terapię z pacjentami, rozmawiając z pielęgniarkami, uważnie wypisując karty, nietypowo jak na siebie czytelnie.
Angela przysłała mu wiadomość na pager.
– Przepraszam za dzisiaj, dostałam wezwanie.
Większy kryzys pojawił się tuż przed trzecią: mężczyzna z bronią pod kliniką ginekologiczno-położniczą. Lekarz dyżurny nalegał, żeby przyszedł właśnie doktor Carrier.
Zagrożeniem okazał się mąż pacjentki, której przeprowadzono histerektomię. Pielęgniarka zauważyła charakterystyczne wybrzuszenie pod jego swetrem. Teraz siedział sam, wzburzony, w opustoszałej poczekalni.
Wezwano ochronę, poinformowała Jeremy’ego pielęgniarka, kierowniczka zmiany. Mężczyzna był strasznym nerwusem, zawsze ją niepokoił. Szpitalny regulamin stanowił, że w takich przypadkach należy ściągnąć kogoś z oddziału zdrowia psychicznego, a na oddziale stwierdzono, że wypada kolej Jeremy’ego.
Cała sprawa okazała się raczej smutna niż groźna. Wbrew radom wszystkich wokół Jeremy wszedł do poczekalni, zanim przybyła ochrona. Nieogolony mężczyzna miał przekrwione oczy i wyglądał depresyjnie. Jeremy usiadł obok niego, zaczął rozmawiać i słuchać, a kiedy tamten zapytał: Dlaczego wszyscy są tacy nerwowi? – wskazał wybrzuszenie jego swetra.
Mężczyzna roześmiał się, a potem uniósł sweter i koszulę. Pod spodem miał worek kolostomijny.
– Mogą mnie przeszukać – powiedział. – Na własne, kurwa, ryzyko. Zaśmiał się jeszcze głośniej, a Jeremy mu zawtórował. Porozmawiali jeszcze trochę i biedak otworzył się na tematy, o których nie mówił dotąd nikomu. Wściekał się na swoją dolegliwość, na chorobę żony, na perspektywę bezdzietności; miał sporo powodów do gniewu. Po godzinie wydawał się już spokojny, ale Jeremy nie byłby zaskoczony, gdyby następnym razem mężczyzna pojawił się z bronią.
Kiedy obaj wyszli z poczekalni, spotkali trzech członków bezużytecznej ochrony, zatrudnianej przez szpital. Ochroniarze starali się robić wrażenie pewnych siebie.
– Wszystko pod kontrolą – powiedział Jeremy. – Możecie, panowie, iść.
– Zaraz, doktorze... – zaczął najbardziej rosły ochroniarz.
– Możecie iść.
Czas spędzony z nieszczęśnikiem rozweselił Jeremy’ego. Cudze problemy. Strzelił obcasami na baczność jak prawdziwy wierny członek armii zdrowia psychicznego. Każdy dobry żołnierz wie, co jest kluczem do skutecznej walki: śmierć jednostki w służbie większego dobra.
Czując się godnie i bezosobowo, wrócił do swojego gabinetu.
Angela dzwoniła pół godziny wcześniej. Zadzwonił na jej pager, przełączyło go do oddziału chorób klatki piersiowej, gdzie dyżurny powiedział mu, że doktor Rios została właśnie wezwana do nagłej operacji płuca.
To go zaskoczyło. Angela była specjalizantką, a nie chirurgiem. Bez wątpienia musiało być jakieś wyjaśnienie.
Zerknął na stos papierów, leżących jak wyrzut sumienia, wyszedł odebrać pocztę. Tego dnia była spora; przejrzał zwyczajne okólniki, reklamy, ogłoszenia o sympozjach i konferencjach, w końcu na spodzie znalazł dużą, brązową kopertę międzyoddziałową.
Przysłano ją z oddziału otolaryngologii. Rubryka odbiorcy była pusta. Ostatni raz udzielał konsultacji w sprawie pacjenta otolaryngologii kilka miesięcy temu – chodziło o guz ucha wewnętrznego, który okazał się śmiertelny. Zdziwiło go, czego mogą chcieć teraz.
W kopercie były kserokopie stron niemających nic wspólnego z uszami, nosami ani gardłami.
Artykuł sprzed siedemnastu lat, odbity z miesięcznika oftalmologicznego:
Usuwanie tkanki szklistej przy użyciu skalpela laserowego drugiej generacji C02 Vari-Pulsar 4532.
Autorstwa zespołu chirurgów z Królewskiej Akademii Medycznej w Oslo. Międzynarodowego zespołu – były tam nazwiska norweskie, rosyjskie, angielskie. Żadne z nich nie mówiło nic Jeremy’emu.
Najwyraźniej ktoś się pomylił: przysłano mu cudzą pocztę, często działo się tak z paczkami śmigającym przez rury pocztowe w zapleśniałych ścianach szpitala.
Zadzwonił na otolaryngologię. Odebrał sekretarz i powiedział, że nie ma pojęcia, o czym Jeremy mówi. Wobec tego wyrzucił kartki do kosza, a kopertę odłożył do przyszłego użytku. Odpowiedzialność fiskalna i tak dalej. Dział finansowy rozesłał kolejne polecenie oszczędzania.