trzech lat dostarcza mi zwierzynę, na którą kłusuje w lasach Kreuznach...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProÅ›ba o pomoc, która czekaÅ‚a tysiÄ…c lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- cz¹stki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje siê nigdziew przestrzeni i czasie? Jeœli za jeden obiekt uwa¿aæ to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Moze w zwiazku z tym pozostaje notatka, która tu wypisuje z poznanskiej "Teczy" nr 43 z roku 1928: "W miasteczku Kuncewicze na pograniczu wschodnim powstala wsród Zydów...
- naszych ewolucyjnych uprzedzeń mamy skłonność do myślenia o początku wszechświata jak o pewnej szczególnej chwili, przed którą wszechświat nie...
- wiela je godzin? - która godzina?wieprzki - prosiaki, a...
- A za chwilę Paris miała poprowadzić Park Lane przez parcours - pod okiem Jane Lennox, która zamierzała opuścić tonący statek Jade’a...
- Maria była ciekawa, jaki związek ma krew, która wyciekała spomiędzy jej nóg, z byciem panną, lecz matka nie umiała jej tego wyjaśnić...
- Stworzenia zazwyczaj żywiły się energią Ciemnej Strony, która przepływała przez Bane’a, ale konstruowanie holocronu wymagało, żeby Mistrz ukierunkował...
- Trzecią córką regenta, z którą najtrudniej sobie radził, była panna de Valois; ojciec nie mógł się oprzeć podejrzeniu, że jest ona metresą diuka de...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Weterynarz nie chciał wierzyć własnym uszom. Kurt także przybrał wyjątkowo zdziwioną
minÄ™.
– Na wszystkie grzmoty! – zawoÅ‚aÅ‚. – To zaskakujÄ…ca informacja, tylko sam diabeÅ‚ może jÄ…
rozwiązać. Mały, czy to prawda?
Dopiero teraz weterynarzowi wróciła mowa.
– Ja kÅ‚usownikiem? – wyjÄ…kaÅ‚.
Podniósł obie ręce do góry, jakby chcą złożyć przysięgę i zawołał:
– Po tysiÄ…c razy przysiÄ™gam, że ja w swoim życiu nawet myszy nie zastrzeliÅ‚em, a cóż dopie-
ro kozła czy sarnę.
– A teraz chce siÄ™ usprawiedliwiać – zaÅ›miaÅ‚ siÄ™ SÄ™pi Dziób. – A do kogo należy ta stara
flinta?
– Tak, do kogo? – spytaÅ‚ Kurt.
– I kto zastrzeliÅ‚ tego kozÅ‚a? Ja nie, tylko ten maÅ‚y weterynarz. Ja chciaÅ‚em go tylko wypa-
troszyć.
– O mój Boże – zawoÅ‚aÅ‚ przerażony weterynarz rÄ™ce skÅ‚adajÄ…c jak do modlitwy. – Czy to
możliwe? O nie wierz mu pan, mój kochany panie Stranbenberger.
– Do diabÅ‚a. Ja doprawdy nie wiem, co mam o tym sÄ…dzić.
Przy tych słowach z zakłopotaniem spojrzał na obcego.
– SÄ…dź pan sobie co chcesz – odparÅ‚ SÄ™pi Dziób. – To tylko pewne, że nie pozwolÄ™ siÄ™
aresztować. Byłem wystarczająco głupi, że posłuchałem jego rady i przyszedłem z nim dzisiaj
na to stanowisko, ale nie będę tak głupi, aby sam jeden pokutować teraz za to.
– O Å›wiÄ™ta Panienko! Co to za gadanie! Ja jeszcze nigdy w życiu nie miaÅ‚em strzelby w rÄ™-
kach!
– Patrzcie, co za Å›wiÄ™toszek, w rÄ™ku nie, ale przy twarzy. MogÄ™ to udowodnić, z resztÄ…
śledztwo i tak to wykryje.
Kurt zwrócił się do niego i poważnie spytał:
– Mówi prawdÄ™?
– Tak jest.
– Może to przysiÄ…c?
– Nawet tysiÄ…c razy.
– W takim razie nie mogÄ™ wam pomóc, weterynarza, jako kÅ‚usownika, aresztujÄ™ także.
Weterynarz cofnął się parę kroków wołając:
– Na miÅ‚ość boskÄ…! Pan z caÅ‚Ä… pewnoÅ›ciÄ… żartuje?
– O nie, ja mówiÄ™ bardzo poważnie.
– Ale ja jestem niewinny, tak jak to sÅ‚oÅ„ce na niebie.
– To zbada Å›ledztwo, teraz jesteÅ› pan moim więźniem.
– Więźniem? Jak to? MuszÄ™ uciekać!
76
W momencie zawrócił, ale szybki Kurt zatrzymał go:
– To tak siÄ™ majÄ… sprawy? To wspaniale, teraz chcecie uciekać, tym samym przyznajecie siÄ™
do winy. Muszę tych obu drabów razem powiązać, żeby mi nie dali drapaka.
– Na to mogÄ™ siÄ™ zgodzić – rzekÅ‚ SÄ™pi dziób, – Nie zamierzam sam jeden być odpowiedzial-
ny za wszystko, jeżeli zaś sprawa odbędzie się sprawiedliwie, to bez oporu pozwolę się zwią-
zać i odprowadzić.
– To rozumne z jego strony. A teraz dajcie tu rÄ™ce, do tego sznura.
– Ale ja przysiÄ™gam na wszystkich Å›wiÄ™tych, że jestem niewinny! – jÄ™czaÅ‚ weterynarz. – Ten
łotr chce mnie zgubić.
– To siÄ™ okaże – odparÅ‚ Kurt.
– Przecież nie chce mnie pan skrÄ™powanego wlec do Kreuznach, to byÅ‚oby straszne!
– Wlec? O nie, on musi biec.
– Ale mój honor, moja ambicja, reputacja...
– Nie trzeba siÄ™ byÅ‚o wdawać w takie niecne spekulacje. Reputacja kÅ‚usownika równa siÄ™ ze-
ru. No, da pan wreszcie te ręce dobrowolnie, czy nie; inaczej będę zmuszony zastosować siłę.
Sępi Dziób schylił się zabrawszy z ziemi swoje rzeczy, po czym podał rękę mówiąc:
– Ja siÄ™ oddajÄ™ w paÅ„skie rÄ™ce dobrowolnie.
– A ja jestem zmuszony – zawoÅ‚aÅ‚ weterynarz. – Oto moja rÄ™ka. Ale zapewniam, że bÄ™dÄ™ żą-
dał satysfakcji!
– To nie moja sprawa. Ja wypeÅ‚niam tylko swoje obowiÄ…zki, o reszcie zdecyduje pan nadle-
śniczy.
Związał prawą rękę Sępiego Dzioba z lewą weterynarza, po czym zawołał:
– Ale kozÅ‚a nie myÅ›lÄ™ sam wlec do domu, to wasza sprawa.
– Ja mam już mój Å‚adunek – odpowiedziaÅ‚ SÄ™pi Dziób.
– Co on ma tam, w tym worku?
– Pięć zajÄ™cy.
– Pięć zajÄ™cy? Do pioruna! SkÄ…d je wziÄ…Å‚?
– Wczoraj, ten maÅ‚y doktor zastawiÅ‚ wnyki, dzisiaj przed wschodem sÅ‚oÅ„ca przyszliÅ›my do
lasu i zastaliśmy pięć złapanych zajęcy.
Weterynarz rozszerzył oczy. Z oburzenia nie mógł nawet słowa wypowiedzieć. Za to Kurt
zawołał:
– Czyli, że nie tylko strzela do zwierzyny, ale nawet zastawia wnyki, hm, to znacznie po-
większa jego winę. Niech więc on dźwiga pięć zajęcy, a doktor poniesie kozła.