- Myślałem, iż przyszedłeś tu po to, żeby patrzeć - zauważył Sparhawk...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Hej! żeby się to tak udało tę wyspę i ten zamek ubiec! – Spojrzyj jeno na tych ludzi – odrzekł Maćko...
- - Moglibyście, Procie, zrobić to nawet i teraz, choćby po to, żeby własne sumienie uspokoić...
- Melanię to wszystko razem więcej śmieszyło, niż irytowało, Felicja była wściekła, miała własne poglądy na nakrycie stołu i nie przywykła, żeby nią ktoś...
- doywotnikiem a zobowizanym takie stosunki, e nie mona wymaga odstron, eby pozostaway nadal w bezporedniej ze sob stycznoci, sd nadanie jednej z...
- Stworzenia zazwyczaj żywiły się energią Ciemnej Strony, która przepływała przez Bane’a, ale konstruowanie holocronu wymagało, żeby Mistrz ukierunkował...
- Doszłam do wniosku, że nie powinnyśmy w ogolę tłumaczyć się z tego co robiłyśmy, kiedy nas nie było, chyba żeby ktoś pytał Widziałam ludzi gęsto...
- W pierwszej chwili rozmyślała sennie, że może w końcu rozkwitają baśniowe fajerwerki miłości, żeby rozświetlić jej życie – ale to zbyt...
- Will zacisnął zęby, sama myśl o tej czynności była obrzydliwa, ale ją wykonał, potem dołożył starań, by odnosząc młodzieńca na posłanie nie narażać go...
- wyreperował dach i ściany, wybił otwory i wstawił okna, żeby był przewiew — zmienił całe pomieszczenie tak, że wyglądało prawie jak mieszkanie...
- „Playboyu”, ratuj moje małżeństwo, co mam robić? Zbyszek PS I jeszcze wczoraj Magda przerwała milczenie tylko po to, żeby mi...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jak chcesz to robić przez sen?
- Wcale nie śpię, Sparhawku. Daję tylko odpocząć moim oczom. A zresztą tymczasem sam możesz poobserwować.
Kiedy na wschodnim niebie zajaśniał pierwszy, prawdziwy brzask, rycerz dotknął ramienia Khalada.
- Obudź się - szepnął.
Powieki giermka uniosły się szybko.
- Nie spałem.
- Czemu zatem chrapałeś?
- Wcale nie. Odchrząkiwałem tylko.
- Przez pół godziny?
Khalad podniósł się lekko i spojrzał ponad pniem.
- Zaczekajmy, aż zaświeci słońce - zaproponował. - Napierśnik z brązu, który nosi Incetes, powinien błyszczeć jak złoto, a jasny cel znacznie łatwiej trafić.
- To ty tu rządzisz.
Khalad przyjrzał się zapracowanym chłopom.
- Właśnie coś przyszło mi do głowy, Sparhawku. Zbudowali całe mnóstwo tratew. Czemu miałyby się zmarnować?
- Co masz na myśli?
- Nawet jeśli Bhelliom stopi lód Cyrgona, przewiezienie nas wokół rafy zabierze kapitanowi Sorgiemu parę dni. A gdybyśmy tak wykorzystali tratwy? Sorgi może wysadzić spory oddział rycerzy na brzegu parę mil od pomostu, który prawdopodobnie buduje się po drugiej stronie muru. Jeśli reszta z nas przeprawi się na tratwach, możemy zaatakować tamtych ludzi z dwóch stron.
- Sądziłem, że ci się nie podobały.
- Mogę je naprawić, Sparhawku. Wystarczy wziąć dwie tratwy, położyć jedną na drugiej i już da się płynąć. Cyrgon może mieć na Przylądku Północnym więcej żołnierzy oprócz trolli. Chyba nie chcesz zostawić im tych tratew?
- Może masz rację. Trzeba to zaproponować Vanionowi. -Sparhawk spojrzał na wschodni horyzont. - Zaczyna wschodzić słońce.
Khalad przekręcił się na brzuch i położył kuszę na kłodzie. Starannie sprawdził ustawienie mechanizmu celowniczego, po czym oparł łoże o ramię.
Incetes stał na pniaku, doskonale widoczny w pierwszych promieniach słońca. Wymachiwał zamaszyście rękami, wykrzykując niezrozumiałe zachęty pod adresem wyczerpanych robotników.
- Jesteśmy gotowi? - spytał Khalad, przykładając policzek do łoża kuszy i mrużąc oczy. Powoli spojrzał przez celownik.
i- Ja - owszem, ale to ty masz strzelać.
- Żadnego gadania. Muszę się skupić. - Khalad zaczerpnął głęboki haust powietrza, wypuścił odrobinę i zupełnie wstrzymał oddech.
Incetes, lśniący złotym blaskiem w porannym słońcu, wrzeszczał nadal, wymachując rękami. Z tej odległości prehistoryczny tytan wyglądał jak maleńka dziecięca zabawka.
Khalad powoli nacisnął spust.
Kusza podskoczyła lekko; jej gruba jak lina cięciwa zadźwięczała melodyjnie. Sparhawk patrzył, jak bełt śmignął w górę.
- Trafiłem - oznajmił z zadowoleniem Khalad.
- Bełt jeszcze nawet do niego nie doleciał - zaprotestował Sparhawk.
- Doleci. Incetes już jest martwy. Dostanie w samo serce. Daj sygnał do ataku.
- Czy nie jesteś aby trochę...
W tłumie na skraju lasu rozległy się okrzyki rozpaczy. Incetes powoli osunął się z siodła, a otaczający go wojownicy z epoki brązu zamigotali i zniknęli bez śladu.
- Więcej wiary, Sparhawku - mruknął Khalad. - Kiedy ci mówię, że ktoś jest martwy, to jest, nawet jeśli sam jeszcze o tym nie wie. Czy zamierzasz dać dziś sygnał Ulathowi, a może zaczekasz do jutra?
- A, tak. Prawie zapomniałem.
- Starość nie radość, Sparhawku, tak przynajmniej słyszałem.
* * *
- W ministerstwach szerzy się korupcja, Ehlano. Pierwszy to przyznam, ale gdybym miał odbudowywać cały rząd od podstaw, zabrałoby mi to resztę życia i nie zdołałbym załatwić nic więcej. - Twarz Sarabiana zdradzała głęboki namysł.
- Ale Pondia Subat jest taki niekompetentny! - zaprotestowała Ehlana.
- I tego właśnie chcę, moja droga. Zamierzam odwrócić zwyczajowy podział ról. To on zostanie figurantem, a ja będę pociągał za wszystkie sznurki. Pozostali ministrowie przywykli do tego, że nimi kieruje, toteż pozostawienie go na stanowisku kanclerza pozwoli mi uniknąć zamieszania. Sam będę pisał przemowy Subata i wzbudzę w nim tak wielki strach, iż nie zmieni w nich ani słowa. Sterroryzuję go do tego stopnia, że bez mojego pozwolenia nie ogoli się nawet ani nie przebierze. To dlatego chcę, żeby zasiadł tu z nami i wysłuchał raportów z unikatowego rozwiązania naszego problemu, zaproponowanego przez milorda Stragena. Od tej pory za każdym razem, gdy nawiedzi go niezależna myśl, będzie czuł ostrza noży wbijające się w serce.
- Czy mogę coś doradzić, wasza wysokość? - wtrącił Stragen.
- Ależ oczywiście, milordzie. - Sarabian uśmiechnął się szeroko. - Oszałamiający sukces twojego niewiarygodnego planu zyskał ci sporą porcję cesarskiej pobłażliwości.
Stragen odpowiedział uśmiechem i zaczął spacerować tam i z powrotem, z roztargnieniem ważąc w palcach złotą monetę. Ehlana zastanowiła się przelotnie, skąd wziął się u niego ten nawyk.
- Społeczność złodziei nie uznaje podziału na klasy, wasza wysokość - oznajmił. - Wierzymy święcie w arystokrację talentu, a talent potrafi objawić się w najdziwniejszych miejscach. Mógłbyś rozważyć pomysł zaproszenia do rządu ludzi innych nacji niż tamulska. Czystość rasowa bywa przydatna, ale jeśli każdy wyższy urzędnik w każdym królestwie jest Tamulem, miejscowa ludność zaczyna darzyć ich niechęcią, i właśnie takie nastroje wykorzystali Zalasta i jego przyjaciele. Większa otwartość może je osłabić. Jeśli obdarzony ambicją człowiek dostrzeże przed sobą możliwość awansu, nie będzie mu wcale tak spieszno zrzucić jarzmo bezbożnych żółtych diabłów.
- Wciąż nas tak nazywają? - mruknął Sarabian i odchylił się w fotelu. - Interesująca propozycja, Stragenie. Najpierw bezlitośnie tłumię bunt, a potem zapraszam jego uczestników do mojego rządu. To może ich nieźle ogłupić.
Mirtai otworzyła drzwi i wpuściła Caaladora.
- Co się dzieje? - spytała Ehlana.
- Nasi przyjaciele w ambasadzie cynesgańskiej są bardzo zajęci, wasza wysokość - oznajmił. - Najwyraźniej urządzone przez nas obchody Święta Plonów niezmiernie ich zdenerwowały. Sprowadzają zapasy i umacniają bramę. Wygląda na to, że spodziewają się kłopotów i szykują do oblężenia.