Rozmawiano na roboczym śniadaniu na świeżym powietrzu, wydanym na terenie ogrodowym na szczycie Centrum Rządowego, wieńczącego wznoszące się stopniowo...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - Wy, Ukraińcy, zawsze sobie dziwne miejsca na obronę ojczyzny wybieracie!Stopniowo gdy wino zaczęło działać ich rozmowa wkraczała na coraz bardziej...
- Na początku wiosny, kiedy wiatry zaczynały dąć z innych kierunków, a w Certando, Tregei i na południowych krańcach ziemi zwanej niegdyś Tiganą nie stopniały...
- kończył obrót o sto osiemdziesiąt stopni, ustawiając okręt ekranami ku przeciwnikowi i kontynuując ostry skręt w lewo...
- Sir Brian siedział pod kątem czterdziestu pięci stopni do Jima...
- Komnata znajdowała się na samym szczycie najwyższej wieży fortecy Przeoczenie na południe od Pułapki Cienia, miasta położonego na południowym krańcu...
- - Stregobor moze i sprawia wrazenie pomylonego, ale nie do tego stopnia...
- Podszedłem do ceglanych schodków i usiadłem na najwyższym stopniu...
- cej żony, próbując z nią rozmawiać, ale nie chciała się doń odezwać ani też pozwolić, żeby ją trzymał za rękę, a kiedy już na niego patrzyła, to z...
- Było to nadal za mało jak na ich potrzeby, „wszystko było wspaniale zorganizowane, bardzo zabawne zupełnie inaczej niż obecnie jest zorganizowane nasze centrum...
- Wróciłem do pokoju, zmyłem naczynia po śniadaniu, posłałem łóżko, a potem usiadłem przy stole, wypisałem czek na pięćdziesiąt funtów, napisałem...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wysoko nad nimi odsunięte zostały żaluzje przykrywające z zewnątrz przezroczysty dach segmentu, by pozwolić cieszyć się niemal zapomnianym zjawiskiem: naturalnym światłem słonecznym, płynącym od Alfy Centrauri stojącej nisko na niebie, na wprost dziobu Wrzeciona. Mayflower II z wolna obracał się, z osią obrotu wycelowaną w stronę gwiazdy.
Garfield Wellesley skończył smarowanie cienkiego tostu pasztetem z wątróbki i spojrzał na mówiącego. - A co z tym typem w Selene, który twierdzi, że jest gubernatorem planety i proponował spotkanie z nami? Co się z nim dzieje?
Kalens rzucił pogardliwe, pełne wyższości spojrzenie. - Moi ludzie skontaktowali się z nim przez chirońską sieć telekomunikacyjną. Okazało się, że jest to pustelnik mieszkający w górach z całym zoo ziemskich i chirońskich zwierząt i trzema uczniami. Wszyscy są chorzy umysłowo.
- Rozumiem... - Wellesley zmarszczył brwi i skubnął kawałeczek tostu.
- Każcie wylądować SS - uranom i ogłoście stan wojenny warknął siedzący obok Kalensa Borfontein. - Mieli swą szansę. Jeśli się od niej odwrócili i oddali ją nam, bierzmy. Co tu się patyczkować?
Dyrektor Handlu i Polityki Gospodarczej Marcia Quarrey sączyła koktajl z niezbyt zadowoloną miną:. - Oczywiście to byłoby możliwe - oświadczyła, odstawiając szklankę. - Ale czy to się na coś przyda? Plany dotyczące nieprzewidzianych wypadków były robione z założeniem, że spotkamy się z oporem. No cóż, żadnego oporu nie było. Jaki sens ma przepuszczenie okazji robienia dobrych interesów i to z perspektywą ich rozwoju, niepotrzebnie prowokując działania wojenne? Franklin możemy mieć po prostu tam wchodząc. Wcale nie musimy tego robić demonstracyjnie.
- Właśnie tak myślałem - dorzucił, kiwając z aprobatą głową, Wellesley. - .Musicie też pamiętać, że nasi ludzie, teraz gdy przestali się bać, stają się coraz bardziej niespokojni. Po dwudziestu latach nie możemy bez żadnych oczywistych powodów trzymać ich stłoczonych jak w klatce na Mayflowerze Il. Mają przygotowane mieszkania we Franklinie koło kosmodromu. Skłaniam się do zdania, że powinniśmy zacząć wysyłać na planetę pierwsze grupy. O ile wiemy, rząd Chirona mógł się ukryć, ponieważ niepokoi się, jakie mamy zamiary. Może to okaże się właściwym sposobem skłonienia ich do tego, by się pokazali.
- Zgadzam się - oświadczyła Marcia Quarrey. Spojrzała na Borfonteina. - Jeśli sprawy mają się w taki sposób, wysyłanie SS - uranów tylko potwierdziłoby ich obawy. To najgorsze, co możemy zrobić.
Kalens, który żuł plaster pomarańczy, zrobił minę, jakby owoc był zgniły. - Ale przecież zostaliśmy publicznie obrażeni zaprotestował. - Co chcesz powiedzieć: że powinniśmy zwyczajnie schować to do kieszeni? To nie do pomyślenia. Jakiż precedens stworzylibyśmy w ten sposób?
- Z ludźmi tego pokroju nie można być delikatnym - oświadczył bez ogródek Borfontein. - Daj im palec, a znienawidzą cię, bo chcą całej ręki. Nie daj nic i przyciśnij ich ostro, to później, gdy im popuścisz na cal, będą cię kochać. Wszystko to już widziałem.
Quarrey westchnęła i potrząsnęła przecząco głową. - Możesz mieć Franklin i cały obszar wokół miasta jako kwitnący okręg produkcyjny i bogaty rynek albo też możesz go mieć w ruinach powiedziała. - Co byś wolał, mając taki wybór? A przecież sprawy nie stoją tak, byśmy nie mieli wyboru, prawda? Wybór mamy.
- Słuszna opinia, zgadzam się z nią - oświadczył Kalens. Ale przy tym trzeba ich nauczyć właściwych manier.
Wellesley lekko uniósł dłoń. - Nie powinieneś tego traktować jako sprawy tak bardzo osobistej, Howardzie - ostrzegł. - Wiem, że wczoraj byłeś w kłopotliwej sytuacji i nie mam zamiaru wybaczyć ich postawy, niemniej powinniśmy... - Przerwał, gdyż Sterm, Zastępca Dyrektora, zrobił ruch, jakby chciał coś powiedzieć. Zdarzało się to tak rzadko, że już z samego tego powodu zasługiwało na uwagę. - Tak, Matt? - Inni spojrzeli na Sterma zdziwieni.