Robotę wykonuje mechanicznie, z dokładnością zegara...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Aby współżyć w owocnej spółce z okrętem, trzeba poznać nie to, czego on dokonać nie może; trzeba raczej posiąść dokładną wiedzę o tym, na co się okręt...
- Dokładnie w tym samym momencie pociąg silnie zarzucił i Harry rozpaczliwie jął wymachiwać rękoma, kiedy potworna ziejąca w dole czerń ruszyła mu na spotkanie...
- dokładny=akuratnydokładny, pedantyczny=akuratnydoktor, lekarz=dochtordokuczać komuś, dawać się we znaki=cytyrowaćdokuczanie,...
- w miarę upływu czasu i rozwoju danej jednostki na czoło wysuwają się takie cechy charakteru, jakrzetelność, dokładność i wiarygodność...
- Starając się zachować spokój, David pobrał jej krew i dokładnie przebadał, zwracając szczególną uwagę na płuca i system nerwowy...
- W sklepie bierzesz towar w ręce, dokładnie go oglądasz, a jak jesteś przekonany, że właśnie on ci jest potrzebny - płacisz...
- Reich przybył dokładnie o wpół do siódmej i stwierdził, że wyglądam znacznie lepiej...
- - Wydawało mi się, że ci już wyjaśniłem dokładnie ograniczenia fizyki chronomobilnej - odparł Jack...
- - To właśnie jest życie duchowe; wszystkie zwykłe czynności, klore się wykonuje z godziny na godzinę...
- Robotę wyznaczono mu na hotelowym podwórku - rąbał, a raczej próbował rąbać drwa na opał...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ze świeżo ułożonego snopa wyciąga garść pojedynczych ździebeł, uderza w nie lewą dłonią, aby je wyrównać. Potem, nisko schylona, zgarnia zboże obiema rękami, opiera o kolano i wsuwając pod nie lewą rękę, okrytą rękawiczką, przesuwa ją, aż spotka się z prawą ręką, trzymając przy tym snop w objęciu ruchem kochanki. Łączy oba końce powrósła i klęka na snopie, by go związać, od czasu do czasu przytrzymując spódnicę rozwiewaną przez porywy wiatru. Między mankietem skórzanej rękawiczki i brzegiem rękawa widać kawałek obnażonego napięstka i w miarę jak dzień upływa, ostre ściernie kaleczą delikatną, kobiecą skórę, która zaczyna krwawić.
Dziewczyna chwilami prostuje się, by odpocząć, zawiązuje mocniej fartuch lub poprawia przekrzywiony czepek. Wtedy widać regularny owal twarzy młodej, pięknej kobiety o głębokich ciemnych oczach i długich, ciężkich warkoczach, zdających się obejmować błagalnym gestem wszystko, czegokolwiek się dotkną. Kobieta owa ma bledsze policzki, równiejsze zęby i mniej wydatne wargi niż zwykłe wiejskie dziewczęta.
Jest to Tessa Durbeyfield, inaczej d'Urberville, lecz nieco zmieniona – ta sama, a jednak inna, w obecnym okresie żyjąca tu jak ktoś obcy i nieznany, mimo że ziemia ta jest jej ziemią rodzinną. Po długim odosobnieniu zdecydowała się wreszcie szukać pracy w swej ojczystej wiosce, gdyż nastał najbardziej pracowity sezon w rolnictwie, a żadna robota wykonywana w domu nie była tak dobrze płatna jak praca przy żniwach.
Ruchy innych kobiet były mniej więcej podobne do ruchów Tessy. Po związaniu swych snopów wszystkie zbierały się razem, niby tancerki w kontredansie, i każda opierała swój snop o inne, dopóki nie utworzyły mendla lub, jak go tam nazywano, kopicy złożonej z piętnastu snopów.
Odeszły na śniadanie, potem wróciły i praca zawrzała na nowo. Gdy zbliżała się godzina jedenasta, ktoś obserwujący Tessę mógłby zauważyć, że od czasu do czasu jej niespokojne spojrzenia biegną w kierunku szczytu wzgórza, mimo że nie przerwała pracy przy wiązaniu zboża. W chwili gdy godzina miała uderzyć, spoza pokrytego ścierniskiem wzgórza wyłoniła się grupa dzieci w wieku od lat sześciu do czternastu.
Tessa zarumieniła się trochę, ale pracy nie przerwała.
Najstarsza z przybyłych, dziewczynka okryta trójkątną chustką, której koniec wlókł się po ściernisku, niosła w objęciach coś, co na pierwszy rzut oka wyglądało na lalkę, lecz naprawdę było niemowlęciem w długiej sukience. Inne dziecko niosło śniadanie. Żniwiarze przerwali pracę, wzięli swoje zapasy i usiedli opierając się o jedną z kopic pszenicy. Potem zabrali się do jedzenia, a mężczyźni nalewali obficie z kamiennego dzbana piwo podając sobie po kolei kubek.
Tessa Durbeyfield przerwała pracę jedna z ostatnich. Usiadła pod stertą na samym skraju, z twarzą odwróconą od towarzyszy. Jakiś mężczyzna w króliczej czapce, z czerwoną chustką zatkniętą za pasek, podał jej kubek piwa. Ale Tessa nie przyjęła poczęstunku. Rozłożywszy swe śniadanie zawołała ową dużą dziewczynkę, swoją siostrę, i wzięła od niej dziecko; dziewczynka pozbywszy się chętnie ciężaru podeszła do innej kopicy i przyłączyła do bawiących się tam dzieci. Tessa ukradkowym, lecz dziwnie odważnym ruchem, cała w rumieńcach, rozpięła suknię i zaczęła karmić niemowlę.
Siedzący obok niej mężczyźni odwrócili dyskretnie głowy patrząc na drugi koniec pola; kilku z nich zabrało się do palenia, gdy jeden z żalem gładził dzban, z którego nie można już było wycisnąć ani kropli piwa. Wszystkie kobiety prócz Tessy zajęły się ożywioną rozmową i poprawianiem swych roztarganych włosów.
Kiedy dziecko nassało się do syta, młoda matka położyła je sobie na kolanach i patrząc gdzieś w dal kołysała z ponurą obojętnością, bliską niechęci; lecz nagle zaczęła je namiętnie całować, po kilkanaście razy, jakby nie mogąc się odeń oderwać, aż dziecko uderzyło w płacz, przestraszone tym gwałtownym wybuchem, w którym czułość dziwnie łączyła się z pogardą.
– Ona kocha to dziecko, choć udaje, że je nienawidzi, i powiada, że chciałaby razem z dzieckiem leżeć na cmentarzu – zauważyła kobieta w czerwonej spódnicy.
– Rychło przestanie tak gadać – odpowiedziała inna, ubrana w żółtą suknię. – Mój Boże! Jak też to człowiek z czasem może się przyzwyczaić do wszystkiego.
– Zdaje mi się, że trzeba było użyć czegoś więcej niż namowy, by ją do tego nakłonić. Byli tacy, co w zeszłym roku słyszeli ją, jak gorzko płakała którejś nocy w lesie Chase. Byłoby się to źle dla niego skończyło, gdyby tak ktoś był nadszedł.
– Tak czy owak, a jednak naprawdę szkoda, że się to akurat jej przytrafiło. Ale to zawsze zdarza się tym najładniejszym dziewczętom. Tylko brzydula bezpieczna jest niczym kościół, prawda, Jenny? – to mówiąc kobieta zwróciła się do jednej z dziewcząt, do której określenie “brzydula" było nader trafnie zastosowane.