Reich przybył dokładnie o wpół do siódmej i stwierdził, że wyglądam znacznie lepiej...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Aż do wiosny tego roku schemat wyglądał następująco: coraz pospieszniejsze stosunki, po których następowała krótka drzemka (nawiasem mówiąc, ulubiony...
- – Czy jesteście w stanie podjąć długi marsz w tym deszczu?Młoda kobieta o całkiem ludzkim wyglądzie i człowiek – diabeł jęknęli...
- Aby współżyć w owocnej spółce z okrętem, trzeba poznać nie to, czego on dokonać nie może; trzeba raczej posiąść dokładną wiedzę o tym, na co się okręt...
- Dokładnie w tym samym momencie pociąg silnie zarzucił i Harry rozpaczliwie jął wymachiwać rękoma, kiedy potworna ziejąca w dole czerń ruszyła mu na spotkanie...
- Znany polski gnostyk Jerzy Propopiuk w swojej książce “Labirynty herezji” (Warszawa 1999) poświęconej w znacznej mierze życiu i doktrynie Rudolfa Steinera...
- Lata 1981 -1985 to okres znacznego osabienia natenia ruchu, w szczeglnoci samochodw osobowych, bdcych wynikiem reglamentacji paliwa, ale dopiero w okresie...
- string ob_get_length ( void) ob_implicit_flush Włącza lub wyłącza ukryte opróżnianie bufora wyjściowego (jeżeli nie podany został znacznik...
- wyreperował dach i ściany, wybił otwory i wstawił okna, żeby był przewiew — zmienił całe pomieszczenie tak, że wyglądało prawie jak mieszkanie...
- dokładny=akuratnydokładny, pedantyczny=akuratnydoktor, lekarz=dochtordokuczać komuś, dawać się we znaki=cytyrowaćdokuczanie,...
- Wyszedł z Białego Domu zasępiony, żałując, że nie zażądał przerwania terrorystycznych nalotów, które zamieniały w ruinę wszystkie znaczniejsze miasta...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Przyniósł ze sobą Martini, opowiedział o tym, co działo się na wykopaliskach od czasu mego wyjazdu. - Głównie sprzeczano się o to, w którym rogu zacząć kopanie pierwszego tunelu... O siódmej zeszliśmy na kolację. Dostaliśmy stolik na uboczu, koło okna - mimo to wiele osób kłaniało nam się; w ostatnich dwóch miesiącach staliśmy się osobistościami o międzynarodowej sławie. Kiedy zajęliśmy miejsce przy stoliku, zamówiliśmy mrożony melon; Reich sięgnął po listę win. Zabrałem mu ją, mówiąc:
- Nie chcę, byś dziś wieczorem pił więcej. Później ci powiem, dlaczego. Będziemy obaj potrzebowali trzeźwego umysłu.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Co się dzieje? Wydawało mi się, że wszystko jest w porządku?
- Musiałem. To, co mam do powiedzenia, musi na razie pozostać tajemnicą.
Uśmiechając się, odparł:
- Jeśli tak, to może lepiej byłoby sprawdzić, czy nie ma pod stołem ukrytych mikrofonów?
Odpowiedziałem mu na to, że nie ma takiej potrzeby, gdyż w to co powiem i tak nikt by nie uwierzył. Patrzył na mnie zupełnie już zdezorientowany, zacząłem więc mówić.
- Czy wydaję ci się całkiem normalny i czy jestem przy zdrowych zmysłach?
- Oczywiście, że tak.
- A gdybym ci powiedział, że za pół godziny będziesz w to wątpił?
- Na miłość boską, mów już! Wiem, że nie jesteś wariatem. O co chodzi? Czy dotyczy to jakiegoś nowego pomysłu co do naszego podziemnego miasta? - odpowiedział.
Zaprzeczyłem. Patrzył na mnie w osłupieniu; więc powiedziałem mu, że przez całe popołudnie czytałem materiały, pozostawione przez Weissmana. Dodałem:
- Sądzę, że odkryłem przyczynę jego samobójstwa.
- Dlaczego to uczynił?
- Myślę, że będzie lepiej, jeśli przeczytasz to sam. On wyjaśnia to lepiej, niż bym ja mógł to za niego uczynić. Ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że nie wierzę, aby był obłąkany. To nie było samobójstwo, był to rodzaj morderstwa.
Przez cały czas, kiedy mówiłem, zastanawiałem się czy nie pomyśli, że zwariowałem. Starałem się, jak mogłem najbardziej, być jak najspokojniejszym i jak najbardziej rozsądnym.
Z dużą ulgą zauważyłem, że nic takiego nie przyszło mu nawet do głowy. Powiedział tylko:
- Słuchaj, gdybyś nie miał nic przeciwko temu, zamówmy jednak drinka. Potrzebuję tego.
Zamówiliśmy więc pół butelki Nuits St. Georges i wypiliśmy je obaj. Powtórzyłem mu, najzwięźlej jak umiałem, teorie Weissmana dotyczące pasożytów umysłu. Zacząłem od przypomnienia o moim doświadczeniu na murach Karatepe i naszej dyskusji o tym. Nim zakończyłem, moje uznanie i sympatia dla Reicha wzrosły w dwójnasób. Nie byłoby rzeczą dziwną, gdyby temu, co mówię przytaknął dobrotliwie, a następnie wezwał karetkę pogotowia, prosząc o kaftan bezpieczeństwa. Moje krótkie sprawozdanie musiało brzmieć dość niepokojąco. On jednak uznał, że w pisaninie Weissmana musiało coś być, co mnie przekonało - i sam chciał być również przekonany. Pamiętam, że kiedy wróciliśmy po kolacji na górę, towarzyszyło mi pewnego rodzaju poczucie nierealności. Jeśli miałem rację, to rozmowa, którą odbyłem, była jednym z ważniejszych wydarzeń w historii ludzkości. A tymczasem byliśmy nadal zwykłymi ludźmi powracającymi do przytulnego pokoju, zagadywanymi przez tłustych, zamożnie wyglądających mężczyzn, którzy chcieli przedstawić nam swoje żony. Wszystko wyglądało zbyt normalnie i banalnie. Patrzyłem na potężną postać Reicha, spokojnie wspinającego się przede mną po schodach i zastanawiałem się, czy rzeczywiście uwierzył w opowieść science-fiction, którą mu zaserwowałem. Wiedziałem, że w dużej mierze to, czy nie oszalałem zależało od tego, czy uwierzy w to, co mówiłem.
W pokoju napiliśmy się soku pomarańczowego. Teraz Reich zrozumiał, dlaczego chciałem byśmy zachowali trzeźwość umysłu. Nie zapalił papierosa. Wręczyłem mu skoroszyt, zatytułowany Refleksje Historyczne i wskazałem na fragment, który przytoczyłem wcześniej. Przeczytałem go raz jeszcze, tym razem siedząc koło niego. Kiedy skończyłem, wstał i zaczął milcząco chodzić tam i z powrotem po pokoju. W końcu powiedziałem:
- Zdajesz sobie chyba sprawę, że jeśli nie jest to po prostu jedynie wymysł szaleńca to, mówiąc ci o tym, naraziłem twoje życie na niebezpieczeństwo?
- Nie przeraża mnie to zupełnie. Moje życie bywało już niejednokrotnie narażane. Chciałbym natomiast wiedzieć, na ile niebezpieczeństwo jest realne. Nie doświadczyłem nigdy obecności owych wampirów umysłu, tak więc brak mi możliwości osądu.
- Ja również; wiem równie mało jak ty. Materiały Weissmana pełne są rozważań na ten temat, ale niczego nie stwierdzają definitywnie. Musimy zaczynać od zera.
Przez dłuższą chwilę patrzył na mnie uważnie i rzekł:
- Ty w to rzeczywiście wierzysz, nieprawdaż?
- Niestety, tak - odrzekłem.
Cała sytuacja wyglądała na zupełnie absurdalną; rozmawialiśmy ze sobą jak bohaterowie książek Ridera Haggarda; a jednak wszystko to było prawdą. Przez około pół godziny rozmawialiśmy, nie dochodząc do żadnych konkluzji; w końcu Reich powiedział:
- Jedną rzecz, w każdym razie, musimy zrobić natychmiast. Musimy to wszystko nagrać na taśmę i zdeponować dziś wieczorem w banku. Jeśli cokolwiek się nam przydarzy tej nocy, posłuży to jako przestroga dla innych. Prawdopodobieństwo, że nas obydwu uznają za wariatów, jest mniejsze, niż gdyby chodziło tylko o jednego z nas.