PROSIACZEK ( skromnie): Och, wcale nie, Puchatku...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- że jest tam taki, prawda? To wcale nie jest żaden z tych kościołów, nie są to nawet wspólne ruchy ludzi, to jest bardzo ważne, drodzy bracia, bardzo ważne...
- tylko jeden, podczas gdy żydowscy komuniści dostarczyli, jakże licznych zbrodniarzy, wcale nie mniejszych pod względem rozmiarów zbrodniczości od...
- – Ja tu gadam, a nie zapytałem wcale, jak ci się udało powstrzymać czarnych jeźdźców?– Jestem furtianem, Wasza Wysokość...
- pomc mojemu znajomemu? Moe, nie daj Boe, jeszcze mu zaszkodz?Ufam, e pewn pomoc i zacht dla Czytelnika bd nastpujcestwierdzenia:* Wcale nie...
- Z początku wcale o nich nie myślał, potem, gdy mu coraz częściej wpadały w oczy lub pod rękę, zaczął doświadczać wyrzutów sumienia...
- 72 Niechaj się wola Pana Boga stanie, Ja go prowadzę w ogień: jeśli zginie, Poemat się mój wcale nie rozwinie...
- — Och, z zupełnie naturalnych przyczyn, drogi Mistrzu Harfiarzu — zapewnił tamten...
- Wcale nie zasypiam tak często, choć może niełatwo wam w to uwierzyć — dodał z uśmiechem...
- - Jakie dokumenty?- Och, szczegółowe opisy anatomii wampirów, wasze ograniczenia i tego typu rzeczy...
- Ze swojej strony wcale nie musiała niczego udawać...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
( I potem, gdy zjawia się Krzyś, Puchatek może mu o wszystkim opowiedzieć).
Kiedy Prosiaczek tak sobie rozkosznie marzył, a Puchatek zastanawiał się znowu, czy było ich czternaście, czy piętnaście, Poszukiwania Małego trwały w dalszym ciągu po całym Lesie.
Mały w rzeczywistości nazywał się Bardzo Mały Żuczek, ale dla skrótu nazywano go po
prostu Mały, jeśli w ogóle kiedykolwiek mówiło się o nim, co zresztą rzadko się zdarzało.
A było to tak, że Mały stał sobie przez chwilę z Krzysiem, a potem poszedł, by obejść
krzak jałowca dookoła dla wprawy, i zamiast wrócić z drugiej strony, jak się można było tego spodziewać, nie wrócił i nikt nie wiedział, co się z nim stało.
– Myślę, że on po prostu poszedł do domu – powiedział Krzyś do Królika.
– Czy powiedział ci na odchodnym „Do widzenia i dziękuję za mile spędzony czas?” –
zapytał Królik.
– Powiedział tylko „cześć” i poszedł – odparł Krzyś.
– Aha – rzekł Królik. A po krótkim namyśle mówił dalej: – A czy dostałeś od niego potem
bilecik, w którym pisał, jak bardzo mu było miło i jak żałuje, że musiał tak nagle odejść?
Krzyś powiedział, że nie dostał.
– Aha – rzekł Królik z bardzo ważną miną. – Widzę, że to sprawa poważna. Mały zaginął.
Musimy natychmiast rozpocząć Poszukiwanie zaginionego.
Krzyś, który myślał o czym innym, powiedział: – Gdzie jest Puchatek? – Ale Królika już
nie było. Więc wrócił do domu i zrobił rysunek, na którym był wyobrażony Puchatek idący na spacer około siódmej rano. A potem wdrapał się na wierzchołek drzewa i zlazł na dół, a
potem pomyślał, co też Puchatek może teraz robić, i poszedł do Lasu, żeby się z nim zobaczyć.
Wkrótce doszedł do miejsca, gdzie był Piaszczysty Dół, zajrzał do środka, a w tym Dole
leżeli Puchatek z Prosiaczkiem grzbietami do góry i spali w najlepsze.
– Ho-ho! – zawołał Krzyś na cały głos.
Prosiaczek ze Zdumienia i Strachu poderwał się na pół łokcia w górę, ale Puchatek spał
dalej.
„To Słoń” – pomyślał Prosiaczek z niepokojem, po czym chrząknął z lekka, tak żeby ani
jedno słowo nie uwięzło mu w gardle i najspokojniej w świecie i całkiem po prostu
powiedział: – Tra-la-la, tra-la-la – czyli to, co o tym właściwie myślał. Ale nie rozglądał się przy tym dookoła, bo jeśli ktoś rozgląda się dookoła i zobaczy nagle Groźnego Słonia,
patrzącego z góry, to może czasami zapomnieć o tym, co miał do powiedzenia.
– Rum-tum-tum, tra-la-bum – zanucił Krzyś głosem niby Puchatka, ponieważ Puchatek
ułożył kiedyś piosenkę, która brzmiała:
Tra-la-la, tra-la-la,
Tra-la-la, tra-la-la,
Rum-tum-tum, tra-la-bum.
Więc Krzyś, ile razy ją śpiewał, zawsze to robił głosem Puchatka, co zdaje się w ten
sposób najlepiej wychodzi.
„Powiedział nie to, co trzeba – pomyślał Prosiaczek zatroskany – powinien był
powiedzieć jeszcze ‘ho-ho’, więc może będzie lepiej, jeśli ja powiem to za niego...” – I w najdzikszy sposób, na jaki tylko mógł się zdobyć, powiedział: – Ho-ho!
– Skąd się tam wziąłeś, Prosiaczku? – zapytał Krzyś swoim zwykłym głosem.
„To Straszne – pomyślał Prosiaczek. – Ten Słoń najpierw udaje głos Puchatka, a potem
mówi głosem Krzysia i robi to po to, żeby mnie zmylić”. I już Zupełnie Zmylony, powiedział
prędziutko i piskliwie:
– To jest Pułapka na Misie i ja czekam, żeby w nią wpaść, ho-ho! Co to wszystko znaczy i potem ja powiem „ho-ho” jeszcze raz!
– Co takiego? – spytał Krzyś.
– Pułapka na ho-honie – powiedział Prosiaczek zachrypłym ze strachu głosem. – Ja ją
właśnie zastawiłem i czekam na ho-honia, żeby przyszedł.
Nie wiem, jak długo Prosiaczek zachowywałby się w ten sposób, ale w tej samej chwili
Puchatek obudził się gwałtownie i powiedział, że było ich szesnaście. Więc podniósł się i gdy wykręcił głowę tak, żeby podrapać się w to niewygodne miejsce w samym środku grzbietu,
gdzie coś go łaskotało, naraz ujrzał Krzysia.
– Jak się masz! – zawołał radośnie.
– Jak się masz, Puchatku!
Prosiaczek spojrzał w górę i nagle zrobiło mu się tak Głupio i Nieprzyjemnie, że
postanowił już prawie uciec do Morza i zostać Marynarzem, gdy nagle coś zobaczył.
– Puchatku! – zawołał. – Coś ci łazi po grzbiecie.
– I ja też tak sobie myślałem – rzekł Puchatek.
– Krzysiu, znalazłem Małego! – zawołał Prosiaczek.
– Brawo, Prosiaczku – rzekł Krzyś.
I po tych dwóch pełnych otuchy słowach Prosiaczek poczuł się znów szczęśliwy i
postanowił, że już nie będzie Marynarzem. Więc gdy Krzyś dopomógł im wydostać się z
Piaszczystego Dołu, wszyscy trzej poszli sobie razem, trzymając się za ręce.