Pojedynki trwały aż do zmierzchu, a teren szranków, zryty kopytami rumaków, przypominał pustkowie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- wÅ‚Ä…cznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywajÄ… stylem winietowym – sposób malo- wania przypominaÅ‚ wielce Sully'ego – w ulubionych...
- – Hej! – krzyknÄ…Å‚ swym ochrypÅ‚ym i niemal bezdźwiÄ™cznym gÅ‚osem, który przypominaÅ‚ plusk kamieni wrzucanych do podziemnego jeziora...
- — Czy Weyr zbadaÅ‚ w koÅ„cu te pÄ™draki? — spytaÅ‚ P’tero, nagle przypominajÄ…c sobie cel ekspedycji...
- Wszyscy przypomnieli sobie starą przepowiednię: kiedy dzikie zwierzęta pić będą z rzeki, zapanuje niesprawiedliwość i szczęście opuści kraj...
- Statyczne pole magnetyczne może być wytwarzane przez sztabkowe magnesy trwale i przez elektromagnesy: Nie istnieją pojedyncze bieguny magnetyczne -...
- potêpienia a priori, z przypomnieniem, ¿e dyskusja jest zawsze mo¿liwa, dla tych, którzy kochaj¹ prawdê...
- przypuszczać, że ta kobieta przypomni mnie sobie, że zjawi się znowu na mojej drodze?...
- cz¹stki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje siê nigdziew przestrzeni i czasie? Jeœli za jeden obiekt uwa¿aæ to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Ware, który mo¿e byæ pojedyncz¹ partycj¹ dyskow¹ podzielon¹ na wiele partycji lo- gicznych...
- - Ali zniknął? - Kosti przypomniał kolegom o najpilniejszej teraz sprawie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Raz za razem Jeyne i Sansa krzyczały jednocześnie, gdy jeźdźcy nacierali na siebie, kiedy leciały drzazgi z kopii, a tłumy krzyczały przeraźliwie, dodając otuchy swoim faworytom. Po każdym upadku jeźdźca z konia Jeyne zakrywała oczy, jak mała, przestraszona dziewczyna, lecz Sansa ulepiona była z twardszej gliny. Wielka dama wiedziała, jak się zachować w czasie turnieju. Nawet septa Mordane doceniła jej opanowanie skinieniem głowy, które miało wyrażać aprobatę.
Królobójca spisywał się doskonale. Z dziecinną łatwością zrzucił z konia ser Andara Royce’a i lorda z kresów, Bryce’a Carona, a potem stoczył zacięty pojedynek z siwowłosym Barristanem Selmym, który wcześniej wygrał dwie potyczki z rycerzami młodszymi od niego o trzydzieści i czterdzieści lat.
Sandor Clegane i jego ogromny brat ser Gregor zwany Górą także pozostawali niezwyciężeni, pokonując swoich kolejnych rywali w pięknym stylu. Najokrutniejszy moment dnia miał miejsce w czasie drugiego pojedynku ser Gregora, kiedy jego kopia uderzyła młodego rycerza z Yale pod naszyjnik zbroi i przebiła mu gardło, zabijając go na miejscu. Młodzieniec spadł na ziemię zaledwie o kilka stóp od miejsca, w którym siedziała Sansa. Widziała, jak krew tryska coraz słabiej z otworu po kopii ser Gregora. Jego zbroja lśniła nowością, a ognista smuga słonecznych promieni przecięła jego wyciągnięte ramię. W następnej chwili słońce zaszło za chmurę i smuga zniknęła. Płaszcz miał niebieski, błękitny jak bezchmurne niebo, ozdobiony na brzegach sierpami księżyców; przesiąknięty krwią, pociemniał, a księżyce kolejno przybierały czerwoną barwę.
Jeyne Poole zaniosła się histerycznym płaczem, tak że septa Mordane musiała ją zabrać, żeby się uspokoiła, natomiast Sansa siedziała z dłońmi na kolanach ogarnięta dziwną fascynacją. Nigdy wcześniej nie widziała umierającego człowieka. Może wypłakała już wszystkie swoje łzy nad Branem i Damą. Wmawiała sobie, że zachowałaby się inaczej, gdyby chodziło o Jory’ego, ser Rodrika albo jej ojca. Młody rycerz był dla niej obcym z Vale, którego imienia nawet nie zapamiętała. Teraz, zdała sobie sprawę, świat także o nim zapomni, nikt nie będzie śpiewał o nim pieśni. Myśl ta napełniła ją smutkiem.
Kiedy wynieśli ciało, przybiegł chłopiec z łopatą i przysypał ziemią zakrwawione miejsce, gdzie upadł rycerz. Rozpoczęły się kolejne pojedynki.
Ser Balon Swann został pokonany przez Gregora, lord Renly zaś przez Ogara. Renly wypadł z siodła z taką siłą, że wydawało się, iż leci w tył z nogami w powietrzu. Upadając, uderzył głośno głową ziemię, aż wszyscy jęknęli, lecz okazało się, że pękł jeden z jego złotych rogów. Ludzie wydali okrzyk radości, gdy tylko lord Renly, ich ulubieniec, wstał. Skłoniwszy się z wdziękiem, oddał zwycięzcy złamany róg. Ogar prychnął i rzucił zdobycz między ludzi, którzy natychmiast rzucili się, by dostać choć odrobinę złota, i uspokoili się, dopiero gdy wyszedł do nich sam lord Renly. Do tego czasu wróciła już septa Mordane. Wyjaśniła, że Jeyne nie czuje się dobrze i musiała ją odprowadzić na zamek. Sansa niemal zapomniała o Jeyne.
Później jeden z pomniejszych rycerzy w kraciastym płaszczu okrył się hańbą, zabijając konia Berica Dondarriona, przez co został uznany za pokonanego. Lord Beric osiodłał innego konia, z którego jednak zaraz zrzucił go Thoros z Myr. Ser Aron Santagar i Lothor Brune potykali się trzykrotnie i za każdym razem bez rezultatu. Później ser Aron uległ Jasonowi Mallisterowi, Bruno zaś został pokonany przez Robara, młodszego syna Yohna Royce’a.
Wreszcie zostało już tylko czterech: Ogar i jego brat olbrzym, Gregor, Jaime Lannister Królobójca i ser Loras Tyrell, młody rycerz, którego nazwano Rycerzem Kwiatów.
Ser Loras był najmłodszym synem Mace’a Tyrella, Lorda Highgarden i Namiestnika Południa. Mając szesnaście lat, był też najmłodszym spośród wszystkich, którzy stanęli w szranki, a mimo to w swoich pierwszych trzech pojedynkach zrzucił z koni trzech rycerzy z Królewskiej Gwardii. Sansa nie widziała dotąd równie pięknego mężczyzny. Miał na sobie pancerz niezwykle misternie wyrobiony ozdobiony na kształt tysięcy najprzeróżniejszych kwiatów, przez co wydawało się, że za zbroję posłużył mu bukiet; do tego jego śnieżnobiały rumak ginął pod kobiercem z biało-czerwonych róż. Po każdym zwycięskim pojedynku zdejmował hełm, objeżdżał wolno szranki i rzucał jedną białą różę którejś z panien z tłumu.
Do ostatniego pojedynku stanął naprzeciw młodszego Royce’a. Rodowe runy ser Robara okazały się marną ochroną, gdyż ser Loras rozłupał jego tarczę i wyrzucił go z siodła z ogromnym hukiem. Robar leżał na brudnej ziemi, jęcząc, tymczasem zwycięzca odbywał swoją kolejną rundę po szrankach. Wreszcie przyniesiono lektykę i odniesiono go do jego namiotu, ogłuszonego i obolałego. Sansa nie mogła wyjść z podziwu. Nie odrywała wzroku od ser Lorasa, a kiedy jego rumak zatrzymał się przed nią, myślała, że serce wyskoczy jej z piersi.
Dotychczas rozdawał białe róże, lecz jej podarował czerwoną. - Słodka pani - powiedział. - Żadne zwycięstwo nawet w połowie nie dorównuje twojej urodzie. - Sansa wzięła od niego różę nieśmiało, sparaliżowana galanterią rycerza. Jego włosy wydały jej się gąszczem brązowych loków, a oczy płynnym złotem. Powąchała słodko pachnący kwiat i usiadła, ściskając go jeszcze długo po tym, jak odjechał.