Poirot z aprobatą skinął głową...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- I nagle, jakby zmysły postradał, porwał się z siedzenia i chwyciwszy w obie ręce chudego dryblasa, co kawę roznosił i węgle do fajek, począł głową jego tłuc o...
- W takiej scenerii sam siebie szarpię i pożeram Dłoń gardło skręca w sznur głowa ma barwę starej krwi Kłamstwa pewien tryumfalne hymny śpiewam...
- – Co, trupia głowa? – zapytał Legrand...
- — Wiemy mało, a właściwie nic — pokręciła głową z rozgoryczeniem Mary Pat...
- — Rozumiem pana — Hicks pokiwał niewyspaną, łysą głową...
- niezwłocznie dawał o tym znać skinieniem głowy, jeśli nie udało mu się uchwycić jego sensu - informował o tym fakcie potrząsając głową...
- - Czy pozwolisz mi wziąć Pazur do ręki, jeśli przysięgnę, że wierzę w to wszystko?Jeszcze raz pokręciłem głową...
- Robb jechał na czele kolumny, nad jego głową powiewał biały sztandar Winterfell...
- Verin pokiwała głową, jakby takiej właśnie spodziewała się odpowiedzi...
- - Kiwnij głową, jeśli dobrze mnie słyszysz...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Zatem talerze i półmiski, jakich użyto dzisiejszego wieczoru, są na górze, w kuchni.
Pozwoli pan, że się tam udam?
- Ależ oczywiście, jeżeli pan chce! Roberts, windziarz, zabierze pana na górę i przedstawi obsłudze; ale obawiam się, że niczego pan tam nie znajdzie. Trafiają tam setki talerzy i półmisków, a wszystkie składa się razem.
Poirot jednak pozostał niewzruszony, razem odwiedziliśmy kuchnie i wypytali mężczyznę, który odbierał zamówienie z mieszkania numer jedenaście.
- Zamówiono obiad dla trzech osób, z karty dań - wyjaśnił. - Zupę jarzynową, filet de sole normande, tournedos z wołowiny i suflet z ryżu. O której godzinie? Chyba około ósmej.
Nie, obawiam się, że talerze i półmiski zostały już umyte. Niestety. Chodzi panu o odciski palców, jak sądzę?
- Niezupełnie - odparł Poirot, zagadkowo się uśmiechając. - Bardziej mnie interesuje apetyt hrabiego Foscatini. Czy próbował każdej potrawy?
- Tak; ale oczywiście nie potrafię powiedzieć, ile zjadł każdej z nich. Wszystkie talerze były brudne, a półmiski puste, to znaczy, z wyjątkiem tego, na którym był suflet z ryżu. Sporo go zostało.
- Ach tak! - odparł Poirot, a wydawał się tym usatysfakcjonowany.
Gdy wracaliśmy do mieszkania, zauważył cicho:
- Najwyraźniej mamy do czynienia z człowiekiem działającym metodycznie.
- Masz na myśli mordercę czy hrabiego Foscatini?
- Ten ostatni bez wątpienia był bardzo dokładnym dżentelmenem. Po tym, jak błagał o pomoc i zakomunikował o zbliżającym się zgonie, ostrożnie odwiesił na miejsce słuchawkę.
Zaskoczony zacząłem wpatrywać się w Poirota. Jego słowa, a wcześniej jego pytania, podsunęły mi pewną myśl.
- Podejrzewasz, że został otruty? - wyszeptałem. - Cios w głowę miał jedynie posłużyć zatarciu śladów.
Poirot tylko się uśmiechnął.
Gdy weszliśmy do mieszkania hrabiego, zastaliśmy już tam miejscowego inspektora policji wraz z dwoma posterunkowymi. Niewiele brakowało, a ten pierwszy oburzyłby się na nasz widok, lecz uspokoił go Poirot, wspominając naszego przyjaciela ze Scotland Yardu,
inspektora Jappa, dzięki czemu, aczkolwiek niechętnie, pozwolono nam zostać. I dobrze się stało, bo nie upłynęło nawet pięć minut, gdy jakiś mocno poruszony mężczyzna, z widocznymi oznakami żalu i wzburzenia, wpadł do pokoju.
Był to Graves, służący i kamerdyner świętej pamięci hrabiego Foscatini. Historia, którą nam opowiedział, była wręcz sensacyjna.
Poprzedniego ranka dwóch dżentelmenów chciało się widzieć z jego panem. Byli to Włosi, starszy z nich, mężczyzna lat około czterdziestu, przedstawił się jako signor Ascanio.
Młodszy był dobrze ubranym młodzieńcem, lat około dwudziestu czterech.
Hrabia Foscatini najwyraźniej spodziewał się ich wizyty, gdyż natychmiast wysłał
Gravesa z domu z jakimś błahym poleceniem. Tu mężczyzna urwał i zawahał się, nim dalej zaczął opowiadać. W końcu jednak przyznał, że zainteresowany celem spotkania nie od razu zastosował się do polecenia pracodawcy, lecz zwlekał nieco, próbując się zorientować, o czym mówili.
Rozmowa była prowadzona na tyle cicho, iż usłyszał mniej, niż się spodziewał, ale dotarło do niego wystarczająco dużo, aby mógł pojąć, że dyskutowano na temat jakiejś pieniężnej propozycji, u której podłoża tkwiła groźba. Dyskusja bynajmniej nie była przyjazna. Ostatecznie hrabia Foscatini podniósł nieco głos i służący usłyszał wyraźnie:
“Panowie, nie mam teraz czasu na dalsze spory. Zjedzcie ze mną obiad jutro o ósmej, a wtedy na nowo podejmiemy tę dyskusję”.
Bojąc się, że zostanie przyłapany na podsłuchiwaniu, Graves wyszedł pośpiesznie, aby wypełnić polecenie pana. Tego wieczoru obaj mężczyźni przybyli punktualnie o ósmej.
Podczas obiadu rozmawiali o sprawach nieistotnych: polityce, pogodzie i świecie teatru. Gdy Graves postawił na stole porto i przyniósł kawę, jego pracodawca stwierdził, że tego wieczoru służący może mieć wychodne.
- Czy zwykle się tak zachowywał, gdy miał gości? - zapytał inspektor.
- Ależ nie, proszę pana. To właśnie zrodziło moje przypuszczenia, że sprawa, którą zamierza z tymi dżentelmenami przedyskutować, musi być wyjątkowa.
Na tym kończy się opowieść Gravesa. Wyszedł około wpół do dziewiątej i
spotkawszy przyjaciela, wraz z nim udał się do Metropolitan Music Hall na Edgware Road.