POŻEGNANIE Z PENDŻYKENTEM Opowieść dwudziesta i ostatnia o bazarowych uciechach, o nieoczekiwanym pojawieniu się strażnika z...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- wybraæ opcjê Information i nacisn¹æ ENTER, w rezultacie na ekranie pojawisiê zestaw informacji podobny do tego poni¿ej:,j~%%I , Object ID: B6000006NetWare...
- — Ale musisz przyznać, że naprawdÄ™ pochodzi z innej planety — dokoÅ„czyÅ‚a Trillian, pojawiajÄ…c siÄ™ w polu widzenia z drugiej strony mostka...
- Zaistnienie filozofii jako dziedziny kultury narodowej, w której nacja wyra|a swój [wiatopogld, byBo mo|liwe, pojawiB si bowiem system okre[lonych poj i metod
- - Aj, aj, jak to dobrze, żeś się tu pojawił, panie szlachetny - jęknął boleśnie, leżąc plackiem u stóp Hodży Nasreddina...
- - Pierwsze objawy poprawy pojawiaj¹ siê po 10-14 dniach, peh poprawa wystêpuje dopiero po 4-6 tygodniach...
- - A onirofilm?- Onirofilm w swej formie definitywnej pojawił się kilka lat później...
- Przez cały dzień odpoczywał po ostatniej misji, zanim wezwano go już nie do małego gabinetu kapitana Dumery'ego, ale na spotkanie z samym generałem Gorem...
- Upakowanie materii żywej w osobne nośniki stało się cechą tak uderzającą i dominującą, że gdy na scenie pojawili się biologowie i zaczęli zadawać pytania na...
- W kontekœcie rozwa¿añ dotycz¹cych bezpoœrednioœci zamachu pojawia siê kwestia dopuszczalnoœci stosowania pewnych œrodków zabezpieczaj¹cych, w postaci instalowania...
- Szczegó³owa relacja o ostatnich godzinach Hitlera w bunkrze w dniu 30 kwietnia 1945 roku pochodzi od jego kierowcy Ericha Kempki...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Gdyby Mohammad Mag znał ów werset z twórczości Muhammada Urfiego, z pewnością nie namawiałby równie gorąco Hodży Nasreddina, a również i Rachima grubaska do odwiedzin największego z pendżykenckich bazarów. I to akurat w dniu, w którym z gór spływały wartkim strumieniem gromady i gromadki kupujących, sprzedających oraz biedaków bez grosza przy duszy, za to ciekawych i cen, i nowinek ze świata. Niestety, zbójnik sprawom poezji zbyt wiele czasu nigdy nie poświęcał.
- A czy nie obawiasz się, czarodzieju, że ktoś może nas tam rozpoznać? - mędrzec bucharski zawahał się, zanim położył dłoń na skoblu od furtki.
- Niby kto? - Mohammad Mag wzruszył lekceważąco ramionami. -Najniebezpieczniejsi, czyli namiestnik Pendżykentu i wielkie ucho wezyrowe, zniknęli z miasta. Powiedli wszakże do Kokandu pojmanego tu Hodżę Nasreddina. fałszywego co prawda, lecz oni tego jeszcze nie wiedzą. Marzy im się wysoka nagroda. Góra. srebra lub złota. Nie wiedzą też, puste łby, że w Kokandzie nie dostaną nawet złamanego miedziaka.
- Mało to innych podejrzanych typów włóczy się dzisiaj po górach Tien-szanu? - Hodża, wciąż niezdecydowany, przestąpił z nogi na nogę. - Nie zapominaj, czarodzieju, że znajdujemy się na ziemiach należących do emira Buchary. Tego samego, który wyznaczył pękaty trzos złota za moją biedną głowę. Jeden Allach wie, który z tych dwóch tygrysów ludojadów jest groźniejszy, emir Buchary czy chan Kokandu.
- E, chyba przesadzasz, afandi. Nawet gdyby pojawiło się teraz tutaj cztery tysiące szpiegów i wojowników bucharskiego emira lub kokandzkiego chana, nie będą cię przecież szukać po bazarach, gdy dowiedzą się, że przed kilkoma dniami pochwycono cię w mieście i pod srogą strażą odprowadzono poprzez góry do Kokandu, na dwór samego władcy.
- Może masz i słuszność, przyjacielu - Hodża pomaleńku zaczął ulegać perswazjom rozbójnika. - Ale przyznaj, cóż cię tak ciągnie pomiędzy kupieckie stragany?
- Mężczyzna bez bazaru jest jak szczupak bez wody, jak świeca bez knota - westchnął głośno Mohammad Mag. - Prawdziwy mężczyzna nie targujący w dzień bazaru od świtu do zmierzchu, nie zbijający cen wyznaczonych przez kupców jest niczym krzew bawełny wystawiony na słońce i pozbawiony wilgoci. Marnieje z każdą godziną i wreszcie usycha, upodabniając się do bezużytecznego ostu.
- Czarowniku, a czy masz jakieś monety na owo męskie targowanie? Zbójnik ożywił się momentalnie.
- Zaraz je zarobię, afandi. To naprawdę nic trudnego. Na bazarze ludzi ciekawych i mających nadmiar pieniędzy nigdy nie brakowało i nigdy nie zabraknie. Trzeba ich tylko umiejętnie zachęcić do rozsupłana sakiewek.
Hodża Nasreddin nie opierał się dłużej. W kierunku placu mieszczącego stragany i kramy kupieckie wyruszyli we trzech. Wraz z Rachimem, którego na bazarową wyprawę nie trzeba było specjalnie namawiać. Jedynie Furkat nie mógł im towarzyszyć, choć miał na to wielką chętkę. Dzień targowy w domu głównego sędziego Pendżykentu rodził wszakże huk roboty, zaś bez doświadczonego w swym rzemiośle pisarka ani aktu poważnego kupna, ani aktu poważnej sprzedaży sporządzić się przecież nie dało.
- Wy sobie troszeczkę pospaceruj cię, popatrzcie na wystawione towary, popróbujcie chałwy, migdałowych ciasteczek na miodzie, fistaszków, świeżych winogron albo moreli, ja tymczasem odrobinę popracuję - oczy Mohammada Maga pojaśniały dawno nie widzianym blaskiem. - Nie chciałbym, ażeby palce wyszły mi zupełnie z wprawy. A i garść dodatkowych miedziaków też się nam w drodze przyda.