osunęła się na kolana pośrodku salonu, było głosem śmiertelnie rannego zwierzęcia...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Już samo podanie w polskiej telewizji publicznej informacji o wyrażeniu przez kogoś krytycznej opinii o wspomnianym festiwalu (firmowanym wszak przez TVP) było...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- punktach było ono skodyfikowaniem stosowanej ju uprzednio praktyki, jednak praktyce tej dopiero teraz nadało charakter w pełni instytucjonalny...
- ““Zabij go, Tanneguy!”“ A teraz - de Giac roześmiał się konwulsyjnie - teraz ten człowiek, pod którego władzą było tyle prowincji, że można by nimi...
- Niemniej obawiałem się wyjść z lasu — choć skądinąd było oczywiste, że prędzej albo później wyjść muszę...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- I po cóż to wszystko, po cóż te wyrzeczenia dla sprawy tak od początku przegranej? Jakby z odkrytej karty czytać było można...
- Wyjaśniła Ellie, jak to było z białą, weselną suknią, że rodzina tak tego chciała, i ile radości sprawiają jej te metry jedwabnych koronek i długi, lśniący...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- Pod ziemią mieliśmy nawet drogowskazy, dzięki czemu obcy wiedzieli gdzie się znajdują, chociaż zapewnianie przybyszom [kadrze i partyzantom] przewodnika było...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Och, proszę, nie – błagała. – Proszę, nie róbcie tego! Błagam was, proszę, nie zabierajcie mi mojego dziecka!
– Przykro mi, Emmo – powiedziała Maggie – ale to już nie zależy od nas. Pójdzie do uroczych ludzi, którzy otoczą go najlepszą opieką,
przyrzekam ci. I kiedy wszystko już zostanie załatwione, będziesz mogła się z nim widywać w ośrodku pomocy rodzinie, tam gdzie przedtem.
Będziesz mogła robić zdjęcia, oni też, wysyłać listy, fotki i prezenciki…
Każde słowo, jakie wypowiadała w dobrej wierze, tylko pogarszało sprawę.
– Proszę! – błagała Emma. – Proszę. Będę dobrą mamą, obiecuję. Casey, powiedz im… powiedz, jaką jestem dobrą mamą, proszę!
Stała teraz na czworakach i kiwała się lekko, ściskając moją nogę. Przysiadłam na podłodze i przytuliłam ją do siebie, czując, jak jej serce
tłucze się o chude żebra. Teraz i ja płakałam. Nie miałam pojęcia, co powiedzieć.
– Przykro mi. – Tylko tyle zdołałam wykrztusić. – Tak mi przykro, kochanie, naprawdę. Przejdziemy przez to, załatwimy kontakt,
postaramy się, żebyś go widywała regularnie… i tak szybko, jak tylko będzie to możliwe…
Emma odepchnęła mnie, ale nie z niechęcią, po prostu zdecydowanie. Wytarła oczy rękawem i szybko przeszła do jadalni, gdzie Roman
spał w swoim spacerowym wózku. A lbo raczej spał do tej pory. Teraz, obudzony, machał do niej rączkami.
– Kiedy? – spytała. – Kiedy go zabieracie?
Spojrzałam na Maggie. Może za dwa tygodnie? – zastanawiałam się. Miałam nadzieję, że dadzą nam czas. Czas z Romanem, czas, żeby
wszystko uporządkować. Może czas dla Emmy, żeby zdążyła wybrać parę ładnych rzeczy dla niego. Przecież zawsze troszczyła się, żeby ładnie
wyglądał.
– Jutro – oznajmiła Maggie. – Będziemy tu koło dziewiątej rano.
– Jutro? – powtórzyłam z niedowierzaniem. Widziałam, jak krew odpływa z twarzy Emmy. Wstałam i Mike też. Chyba oboje
pomyśleliśmy, że Emma może zemdleć, ale ona tylko zachwiała się i patrząc na Romana, zdawała się w udręce rozważać, co ma zrobić. Przez
moment myślałam nawet, że może go porwać na ręce i uciec, ale nie zrobiła tego. Po prostu czule dotknęła jego noska palcem, po czym
pędem wybiegła z pokoju.
– Przykro mi – odezwała się Maggie do Mike’a i do mnie, kiedy już jej nie było. – Wiem, że to musi być trudne. Zdaję sobie oczywiście
sprawę, jak bardzo się przywiązaliście do małego Romana…
– Trudne? – Mike spojrzał na nią zdumiony. – Trudne? Nie masz o niczym pojęcia. To wszystko jest po prostu okropne. Jesteśmy
kompletnie rozbici, zwłaszcza Casey. Nawet nie potrafimy sobie wyobrazić, co dzieje się w głowie tej biednej dziewczyny.
Podszedł do mnie i otoczył mnie ramieniem. Ścisnął mocno, a ja równie mocno starałam się nie rozszlochać znowu. To byłoby ze wszech
miar niestosowne, kiedy wszystko było takie wyważone, profesjonalne, wręcz kliniczne. No właśnie, dokładnie tak to odbierałam – kliniczne.
Mike najwyraźniej myślał tak samo.
– Posłuchajcie, przepraszam was – powiedział do dwóch kobiet, które przysiadły na naszej sofie – ale jeśli to wszystko, myślę, że
wolelibyśmy zostać sami. Z samego rana, mówisz? Dobrze, będzie gotowy na wasze przyjście. Nie ma sensu przedłużać cierpienia, prawda?
– Pociągnął nosem. – Jeśli trzeba załatwić jakieś sprawy papierkowe, dajcie później znać, czego potrzebujecie… może mailem. Wszystko
jedno. Dopilnujemy, żebyście wszystko miały przygotowane, jak przyjdziecie.
Hannah wstała, obciągając bluzkę, Maggie w ślad za nią.
– Chcesz, żebym zajrzała do Emmy i zamieniła z nią słowo przed wyjściem? – zwróciła się do mnie Hannah. – Wiesz, żeby się upewnić,
czy wszystko z nią w porządku.
Mike sztywno pokręcił głową.
– Dzięki, ale raczej nie.
– Jak uważasz – stwierdziła Maggie, kiedy odprowadziliśmy je do drzwi. – Widzimy się jutro rano. I jeszcze raz… przykro nam.
A cóż innego mogły powiedzieć?
Rozdział 18
Rozdział 18
Dzień, w którym zabrali Romana, pozostanie w mojej pamięci na zawsze. Ze wszystkich trudnych dni, jakich doświadczyłam jako
opiekunka zastępcza, dzień pożegnania z tym chłopczykiem należał do najbardziej traumatycznych. Cała rodzina przyszła pożegnać go i
wspierać nas. Przede wszystkim oczywiście wspierać Emmę, ponieważ to, co ją spotkało w tak młodym wieku, było potworne, i obawiałam
się, jaki wpływ może to na nią wywrzeć. Musieli wspierać też mnie, ponieważ byłam w emocjonalnej rozsypce. Nie ja jedna. Biedny Kieron
był tak udręczony, że kiedy przyszła Maggie, uciekł do ogrodu ze swoim psem Bobem, głównie po to, żeby nikt nie widział, jak płacze – a
płakał – ale i dlatego, że po prostu nie umiał sobie poradzić. Byłam bardzo poruszona. Owszem, wiedziałam, że po części ma to związek z
jego chorobą A spergera (nie znosił zmian), ale Kieron zareagował tak również dlatego, że chociaż nie mieszkał z Romanem pod jednym
dachem, chłopczyk stał się częścią rodziny, tak samo jak inne dzieci, które przeszły przez nasz dom – stałym elementem, zawsze obecnym,
kiedy Kieron i Lauren wpadali do nas z wizytą. Naturalną koleją rzeczy przyzwyczaił się do Romana.
Riley i David też przyszli. Moja córka okazała zrozumienie, kochana dziewczyna. Podczas gdy David hamował chłopców, żeby się za
bardzo nie rozbrykali, ona trzymała się blisko mnie, jakby chciała mi delikatnie przypomnieć, że czeka nas nowe, wielkie szczęście w postaci
mającej się narodzić wnuczki.
Wtedy jednak trudno mi było pogodzić te sprawy. Kto by pomyślał, że będę się czuć jak w żałobie? Głupie pytanie, bo o tym właśnie
rozmawialiśmy na samym początku: że zakocham się w tym maleństwie – zawsze zakochuję się w maleńkich dzieciach – i będę
niepocieszona, kiedy nas w końcu opuści.
Maggie była szybka i sprawna. Zatrudniwszy Davida i małego Leviego – Jackson narobił wrzasku, że też chce nosić bagaże – niebawem