obyczaje Fremenów? Tyekanik skinął głową, wyrażając aprobatę...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- I nagle, jakby zmysły postradał, porwał się z siedzenia i chwyciwszy w obie ręce chudego dryblasa, co kawę roznosił i węgle do fajek, począł głową jego tłuc o...
- W takiej scenerii sam siebie szarpię i pożeram Dłoń gardło skręca w sznur głowa ma barwę starej krwi Kłamstwa pewien tryumfalne hymny śpiewam...
- – Co, trupia gÅ‚owa? – zapytaÅ‚ Legrand...
- — Wiemy maÅ‚o, a wÅ‚aÅ›ciwie nic — pokrÄ™ciÅ‚a gÅ‚owÄ… z rozgoryczeniem Mary Pat...
- — Rozumiem pana — Hicks pokiwaÅ‚ niewyspanÄ…, Å‚ysÄ… gÅ‚owÄ…...
- niezwłocznie dawał o tym znać skinieniem głowy, jeśli nie udało mu się uchwycić jego sensu - informował o tym fakcie potrząsając głową...
- - Czy pozwolisz mi wziąć Pazur do ręki, jeśli przysięgnę, że wierzę w to wszystko?Jeszcze raz pokręciłem głową...
- Robb jechał na czele kolumny, nad jego głową powiewał biały sztandar Winterfell...
- Verin pokiwała głową, jakby takiej właśnie spodziewała się odpowiedzi...
- - Kiwnij głową, jeśli dobrze mnie słyszysz...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Celna uwaga. Nie można pozwalać na
zbytnie łagodzenie dyscypliny sardaukarów. Jednak niepokoiła go wciąż propozycja Idaho.
- Może lepiej odrzucić tę ofertę? - powiedział.
- Jeszcze nie - odezwała się Wensicja. - Mamy otwarty cały wachlarz decyzji, naszym
zadaniem jest rozpatrzenie możliwie dużej ilości wariantów. Mój syn ma rację - potrzebujemy
więcej informacji.
Farad'n popatrzył na nią, rozważając znaczenie wypowiedzianych przez matkę słów.
- Ale czy nie miniemy punktu, poza którym nasze decyzje nie będą miały znaczenia? -
zapytał.
Z ust Tyekanika dobył się gorzki śmiech.
- Jeżeli o mnie chodzi, uważam, że dawno minęliśmy punkt, z którego nie ma powrotu.
Farad'n odrzucił w tył głowę i roześmiał się w ślad za nim.
- Ale wciąż jeszcze mamy możliwość wyboru, Tyek.
W tym wieku, gdy środki ludzkiego transportu obejmują urządzenia
potrafiące pokonywać w transczasie głębię przestrzeni i inne delikatnie
przenoszące ludzi przez rzeczywiście niedostępne dla ich stóp planetarne
powierzchnie, dziwna jest myśl o podejmowaniu pieszo dalekich podróży. Mimo
to sposób ten pozostaje podstawowym na Arrakis. Fakt ów przypisywany jest
częściowo świadomemu wyborowi, a częściowo brutalnemu traktowaniu, jakie
planeta zachowuje dla wszystkiego, co mechaniczne. W ograniczeniach
narzucanych przez Arrakis człowiek jest najwytrzymalszym i najbardziej
niezawodnym elementem Hadżdż. Być może milcząca świadomość tego faktu
czyni Arrakis ostatecznym zwierciadłem duszy.
z "Poradnika Hadżdż"
Powoli i ostrożnie Ghanima dotarła z powrotem do siczy Tabr, trzymając się najgłębszych
cieni wydm. Przycupnęła w milczeniu, gdy ekipa poszukiwaczy przechodziła obok. Nie
opuszczała jej straszna świadomość: czerw, który zabrał tygrysy i ciało Leto, był ledwie wstępem
do czekających ją niebezpieczeństw. Leto odszedł, i to odszedł na zawsze. Opanowała łzy i
zapamiętała się w gniewie. Stała się czystą Fremenką i wiedziała o tym, sycąc się uzyskaną
wiedzÄ….
Zrozumiała wszystko, co mówiono o Fremenach. Krążyły plotki, że nie mają sumienia,
gdyż spłonęło w konfrontacji z pragnieniem zemsty na tych, którzy wypędzali ich z planety na
planetę. Oczywiście, to zwykła głupota. Tylko najprymitywniejszy dzikus nie posiada sumienia.
Fremeni mieli je bardzo wysoko rozwinięte, a koncentrujące się na pomyślności narodu. Tylko
obcym wydawali się brutalni - tak jak obcy wydawali się brutalni Fremenom. Każdy Fremen
wiedział bardzo dobrze, że może dokonać brutalnego czynu i nie mieć z tego powodu
wewnętrznych wyrzutów. Fremeni nie odczuwali winy robiąc rzeczy, które wywoływały to
uczucie w innych. Rytuały ofiarowywały im wolność od grzechów, które inaczej mogłyby
przynieść ogólną zagładę. Wiedzieli, że każdy występek można usprawiedliwić, przynajmniej po
części, dobrze znanymi okolicznościami łagodzącymi: "nieopanowaniem", czy "naturalnie" złymi
skłonnościami, będącymi udziałem wszystkich ludzi, albo "brakiem szczęścia", które odczuwali
jako zderzenie pomiędzy śmiertelnym ciałem, a zewnętrznym chaosem wszechświata.
Na tym tle Ghanima postrzegała siebie jako czystą Fremenkę, starannie przygotowaną do
dozwolonej plemiennej brutalności. Potrzebowała celu - a tym celem był bez wątpienia ród
Corrinów. Marzyła o ujrzeniu krwi Farad'na rozlanej u swych stóp.
Przy kanacie nie czekał na nią żaden wróg. Nawet ekipy poszukiwawcze rozeszły się na
wszystkie strony. Przecięła kanat, idąc po mostku bez poręczy. Potem podczołgała się przez
wysoką trawę ku ukrytemu wejściu do siczy. Wstała, aby zorientować się w sytuacji. Nagle w
przodzie zabłysły światła i Ghanima rzuciła się płasko na ziemię. Wyjrzała przez łodygi
wyrośniętej lucerny. Jakaś kobieta weszła z zewnątrz w otwór ukrytego przejścia. Ktoś pamiętał
o tradycyjnym przygotowaniu wejścia do siczy. W czasie kłopotów każdego, kto wchodził do
siczy, witało się jaskrawym światłem, oślepiającym na chwilę przybysza i dającym czas
strażnikom na decyzję. Nigdy jednak takie przywitanie nie powinno być widoczne daleko na
pustyni. To, że Ghanima dostrzegła światło, oznaczało, że ktoś zdjął zewnętrzną grodź.
Ghanima poczuła przypływ gniewu na tak jawne zaniedbanie bezpieczeństwa siczy:
palące się otwarcie światło. Zgroza.
Poświata wciąż kładła się wachlarzem na grunt u podnóża zbocza. Dziewczynka wybiegła
z ciemności sadu w jasny krąg. Jej ruchy zdradzały coś w rodzaju przestrachu. Ghanima mogła
dojrzeć u wejścia krąg kuli świętojańskiej z otaczającą ją aureolą owadów. Blask oświetlał teraz
dwa ciemne cienie w przejściu - mężczyznę i kobietę trzymających się za ręce.
Ghanima wyczuwała, że coś tu nie jest w porządku. Nie byli tylko parą kochanków
kradnących parę chwil dla Ciebie. Źródło światła wisiało w górze, za nimi. Mówili do siebie