Obie strony myliły się...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Z drugiej strony ciekawym przykadem rnorodnoci motywacji, ktrymi kieroway si stare" i nowe" siy polityczne w ustalaniu ordynacji moe by ordynacja...
- Nie mogłem pojąć, jak to się stało, gdy nagle z przeciwnej strony wypadł na mnie mój ordynans i zasypawszy mnie gradem płynących z serca powinszowań wyłożył mi...
- — Ale musisz przyznać, że naprawdę pochodzi z innej planety — dokończyła Trillian, pojawiając się w polu widzenia z drugiej strony mostka...
- jaki zwiedzać będzie Paryż, gdy z jednej strony Sekwany zostaną tylko szczątki z Tuileriów, brama Saint-Denis, Magdalena, pałac Inwalidów etc...
- Z drugiej strony, przynajmniej jeden bystry obserwator, John Kenneth Galbraith, wyraził pogląd, że być może Nixon zwyciężył pomimo stosowania tych środków...
- Stworzenia zazwyczaj żywiły się energią Ciemnej Strony, która przepływała przez Bane’a, ale konstruowanie holocronu wymagało, żeby Mistrz ukierunkował...
- Gdy misjonarze, wielorybnicy, plantatorzy trzciny cukrowej i inni intruzi coraz bardziej wnikali na Wyspy Hawajskie (nie napotykając na opór ze strony...
- uciecha dla dzieciaków te afiszowe polemiki! Z jednej strony padały słowa: „tromtadracja, warchoły” – z drugiej: „serwilizm,...
- Dlaczego Race miałby się z tego wykręcić? Niech pozna też ujemne strony kobiecego towarzystwa, nie tylko te dodatnie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Niemcy zdołali się przebić. Ale bieg wojny w najbardziej znaczącym stopniu zmienił się, nie mam co do tego wątpliwości, wyłącznie dla tysięcy ludzi po obu stronach, którzy zostali zabici, ranni lub wzięci do niewoli w tej zbrodniczej awanturze rozpętanej przez agresywnych Niemców oraz niefrasobliwych Amerykanów. Mój przyjaciel z Coney Island, George Mandel, został wówczas postrzelony w głowę przez snajpera (pocisk przebił hełm, ale nie dostał się zbyt głęboko), a mój obecny przyjaciel i mimowolny literacki rywal, Kurt Vonnegut, należał do tych, których wzięto do niewoli. Oficerowie na górze wiedzą oczywiście zawsze o wiele więcej od tych, którymi dowodzą na dole, ale dopóki nie jest już po wszystkim, nigdy nie sposób osądzić, czy wiedzieli dosyć.
Choć służba bojowa w siłach powietrznych nie była aż taką ciepłą synekurą, jak sądzą poniektórzy, prócz porządnego jedzenia, zamkniętych latryn i ogrzewania w namiotach korzystaliśmy przynajmniej z jednego cennego przywileju, o którym przed wojną wietnamską amerykańskie siły lądowe mogły tylko marzyć: określonego czasu służby, po którym byliśmy wycofywani na tyły i wysyłani do domu.
Zastanawiałem się często, czy w szeregach naszej piechoty udałoby się znaleźć wielu, którzy wylądowali na brzegu Normandii, a potem przetrwali jedenaście miesięcy do maja i końca wojny z Niemcami, nie dając się zabić, ranić ani wziąć do niewoli.
Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że nie ma ani jednej takiej osoby.
Wśród kilku moich ostatnich misji była jedna, szczególnie teatralna, z której jestem dumny jako żołnierz i jako cywil, jako cywil, ponieważ udowodniłem, że jestem oficerem cieszącym się autorytetem i posłuchem. Tego ranka otrzymaliśmy pilne zadanie. Miejscem docelowym był duży włoski port La Spezia. Mieliśmy zbombardować włoski krążownik, który według naszych informacji Niemcy zamierzali odholować od nabrzeża i zatopić w głębokim kanale portowym, aby uniemożliwić korzystanie z niego zbliżającym się, prącym stale na północ siłom alianckim. Z ulgą dowiedziałem się, że przydzielono mnie do jednego z samolotów stanowiących grupę maskującą. Grupa maskująca składała się z trzech samolotów, które naprowadzały całą resztę nad cel, i których tylni strzelcy wyrzucali z bocznych otworów strzelniczych skrawki folii aluminiowej, aby zmylić radary kierujące ogniem nieprzyjacielskiej artylerii przeciwlotniczej. Nie mieliśmy na pokładzie bomb. Ponieważ nie mieliśmy bomb, mogliśmy lecieć zygzakiem z maksymalną szybkością i dowolnie zmieniać wysokość. Ponieważ nie mieliśmy bomb, wydedukowałem sprytnie, że nie będzie potrzebny bombardier. Z tego względu po uzbrojeniu oraz sprawdzeniu karabinu maszynowego w kabinie bombardiera z przodu samolotu postanowiłem przesiedzieć - dosłownie - cały bojowy lot.
W kabinie pilotów B-25 były płyty pancerne w podłodze i w tylnych oparciach obu foteli. W tym momencie mojej kariery na tego rodzaju misje brałem ze sobą dwie kamizelki kuloodporne; jedną miałem na sobie, drugą osłaniałem te części ciała, które mogłem skurczyć i osłonić. Tego dnia zabrałem do kabiny bombardiera tylko jedną kamizelkę: tę, którą miałem na sobie. Po wyrychtowaniu karabinu maszynowego i przeczołganiu się wąskim tunelem łączącym dziób z pozostałą częścią samolotu wziąłem drugą kamizelkę, wspiąłem się do kabiny pilotów i usiadłem na podłodze za pilotem, opierając plecy o tył jego fotela. Miałem płytę pancerną pod sobą, płytę pancerną za sobą, hełm przeciwodłamkowy na głowie, kamizelkę kuloodporną na sobie i drugą kamizelkę kuloodporną, która chroniła krocze i nogi. Dodatkowo zabezpieczyłem się, przypinając spadochron do uprzęży. Tym razem miałem spadochron ze sobą. Normalnie był zbyt obszerny, żeby przecisnąć się z nim do kabiny bombardiera i trzeba go było zostawić; na dziobie nie było zresztą i tak włazu awaryjnego. W tej załodze byłem weteranem i dwaj młodsi piloci nie wiedzieli, co ze mną począć.
- Wszystko w porządku - zapewniłem ich oschle. - Dajcie mi znać, jeśli pokażą się niemieckie myśliwce, to zejdę na dół.