- No tak...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- icppc
- for(int i = 0; i < items...
- Kto wie, jak działa na proste katolickie umysły eksponowana w mediach świetność beatyfikacji i kanonizacji, jak bardzo wyraża się w kanonizacjach określona...
- Ze swojej strony wcale nie musiała niczego udawać...
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- Nauka jest konieczna do przebudowy społeczeństwa...
- Jun 19 10:34:51 router kernel: [537485...
- Program komputerowy jest sekwencją rozkazów, które muszą być wykonane w określonym porządku, zaś wynik działania rozkazu często zależy od wyniku...
- Teraz to wszystko było za nimi...
- class ColorPick{ static void Main(){Color favorite = SelectFavoriteColor();RespondToFavoriteColor(favorite);}static Color...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ale on nie wyglądał tak, jak sobie wyobrażasz. Bez długiej białej brody. Był młody, taki wysportowany typ, muskularny, dość śniady... - ucięła, zawstydziwszy się nieco.
- Biedna Ellie! - skomentowała siostra Judith Calyx, towarzyszka z ruchu (uciekła cała i zdrowa z watykańskiej zadymy, a przy tym obezwładniwszy jednego z gwardzistów, wyciągnęła matkę Joan w bezpieczne miejsce). - Ellie ujrzała świętego Piotra i została natchnięta nieczystą myślą.
- Był piękny - wyznała siostra Ellen. - Nie w moim typie, muszę powiedzieć, ale nie mogę zaprzeczyć, że zachwyciła mnie doskonałość jego urody.
- Może - poddała Lexa - poczułaś po prostu moc jego świętości.
- Wątpię. Najmocniej zapadł mi w pamięć jego atrakcyjny tyłek. Nie słyszałam, żeby Duch Święty objawiał się w taki sposób. No więc powiedziałam mu cześć, a on pozdrowił mnie i poprosił, żebym zaczekała, zanim znajdzie mi przydział na lokal.
Nie używał komputera ani telefonu; miał gigantyczną szafę na akta z zamkami szyfrowymi przy każdej szufladzie i cyframi rzymskimi na tarczy każdego zamka, co uderzyło mnie myślą, że dziwne szczegóły zauważam, jeśli założyć, że to wszystko jest halucynacją. - Spojrzała znacząco na Joan, która najwyraźniej nie wierzyła w ani jedno słowo. - No i potem, kiedy Piotr przypominał sobie, czy to było XVII w lewo czy XVII w prawo, usłyszałam za sobą ciężkie sapanie i ujrzałam, że jedzie delegacja mych Sióstr w Fiolecie. Zdobyły ten szczyt na dwunastoosobowym tandemie, chociaż z ich purpurowych twarzy było widać, że zabiłyby dla autobusu szkolnego. - Poklepała siostrę Judith po dłoni. - Zatrzymały się nieco dalej, jakby obawiały się zbliżyć, i gestami sygnalizowały do mnie: Tędy, walka nie jest skończona, dlaczego tak się spieszysz do wyjścia?
- No i wróciłaś.
- Zdecydowałam się natychmiast. Chociaż muszę przyznać, że w połowie drogi między tyłeczkiem Piotra a tym zardzewiałym rowerem sióstr zawahałam się. - Uśmiechnęła się bardzo niezakonnym uśmiechem i zwróciła do Joan: - A ty, moja niewierna córko, pewnie myślisz, że przyśniło mi się to wszystko?
- Kocham cię, mamo - odrzekła Joan. - Szanuję cię, popieram cię. Ale jesteś pieprznięta.
Stąd właśnie dystans Joan do opowieści z pogranicza życia i śmierci. Stąd też wiele innych cech Joan.
W każdym razie kiedy sanitariusze wyciągali ją z kanałów tego ranka w roku 2023, Joan wiedziała, że żyje albo prawie żyje.
Przytomna przez część przejażdżki do szpitala East River, pytała, jakie ma szansę. Młoda kobieta towarzysząca jej w tylnej części karetki zaśmiała się i powiedziała, żeby się nie obawiać: nie straciła żadnych kończyn i nie miała obrażeń wewnętrznych, chociaż wymagała drobnego cerowania w miejscu, gdzie Meisterbrau otarł się o jej nogę. Joan zamknęła oczy i przespała resztę drogi.
I śniła, że jedzie rowerem po skraju nieba.
Stromizna była tak ostra, jak mówiła matka, sprawę utrudniał brak tchu. Kiedy wjechała na gwiezdną równinę, była zbyt zasapana, żeby się odezwać. Dysząc, zipiąc i paradoksalnie pragnąc papierosa, Joan dotelepała się do bram niebios.
Święty Piotr nie był na służbie - zastępowała go matka Joan; wsparta o szafkę z aktami, kręciła młynka na palcu ogromnym pękiem kluczy.
- No, no, czyż to nie moja niewierna córka? - rzekła. - Nie oczekiwałam cię tutaj. Dopiero co weszli twoi koledzy z pracy, ale ciebie nie było na liście.
- Mamo... - zaczęła Joan, ale przerwał jej nagły atak kaszlu.
- Ciągle palisz? Ja także, ale tu na górze nie znają raka. Ani akcyzy na papierosy. A kiedy idziesz do restauracji, możesz sobie zapalić wszędzie.
Oparta o kierownicę Joan widziała przez bramę brukowaną złotem ulicę. Nie błyszczała tak, jak można byłoby myśleć. Architektonicznie wyglądało to jak szwajcarskie przedmieście - ustawione rzędami małe domeczki. Joan mimo woli zastanawiała się, jak zdołali tu, bez drapaczy chmur, upchnąć wszystkich nieboszczyków. Najwyższa konstrukcja, jaką widziała, przypominała stadion. Nad nią powiewał transparent: WYŚCIGI ROWEROWE W PONIEDZIAŁKI I CZWARTKI.
- Słuchaj, Joan - rzekła jej matka - skoro już wpadłaś...
Ostatnio szperałam trochę w Biurze Zarządu i znalazłam parę rzeczy, o których powinnaś wiedzieć. W tym tygodniu Nowy Jork popadnie w tarapaty...
Trzy przecznice od niebiańskiego welodromu z bocznej ulicy wylazł nagle aligator. Ścigali go Eddie Wilder, Lenny Prohaska, Art Hartower i unurzany w plugastwie starszy facet, który mógł być tylko Teddym Mayem. Gad przegalopował przez skrzyżowanie, uniósł nosem wysadzaną drogimi kamieniami pokrywę studzienki i próbował uciec do kanału, ale Eddie Wilder złapał go za ogon.
- ...po pierwsze, trzęsienie ziemi. Nie zauważyłam, ile tam w skali Richtera. I jeszcze coś nie tak z Elektrycznymi Murzynami. Uważaj na Murzynów, Joan. Słuchasz mnie?
- Mamo - rzuciła Joan z irytacją, w końcu próbując wyjaśnić sytuację - mamo, skąd wzięłaś klucze świętego Piotra?
- A, to. Wiesz, było trochę zamieszania, jak przyjechałyśmy tutaj z Judy. No wiesz, kłótnie z zarządem. Mogło skończyć się źle, tak jak te rzeczy w Rzymie, ale w końcu osiągnęliśmy pokojowy kompromis. - Konfidencjonalnie ściszyła głos i dodała: - Poparła nas Matka Boska.
Oferta pracy